Coś się kończy, ale czy coś się zaczyna?

Koniec sezonu zwykle przynosi co najmniej kilka informacji o doświadczonych zawodniczkach, które decydują się na zakończenie kariery sportowej. Nie inaczej jest w tym roku. Pojawia się pytanie, czy wychowaliśmy już ich następczynie? Czy mamy kim zakleić powstałą dziurę? 

Młode Polki zajęły na mistrzostwach Europy dopiero 8. miejsce (fot. CEV)
Młode Polki zajęły na mistrzostwach Europy dopiero 8. miejsce (fot. CEV)

W miniony weekend kariery sportowe zakończyły Joanna Staniucha-Szczurek oraz Eleonora Dziękiewicz. Przyjmująca może się pochwalić dwoma złotymi medalami mistrzostw Polski, trzema pucharami i superpucharami Polski. Medalowy worek środkowej jest jeszcze bardziej pokaźny. Znajdują się w nim m.in. brązowy medal mistrzostw Europy w 2009 roku, trzy mistrzostwa Polski, Puchar CEV w 2013 roku czy tytuł najlepszej blokującej World Grand Prix w 2007 roku.

Obie siatkarki wnosiły na boisko bardzo wiele pozytywnej energii. Swoim doświadczeniem i umiejętnościami mogły imponować wielu młodszym koleżankom. Dodatkowo, są to po prostu bardzo miłe osoby, z którymi współpraca na linii dziennikarz-siatkarka zawsze układała się wzorcowo i była czystą przyjemnością. Myślę, że podobną opinią mają wszyscy kibice, którzy kiedykolwiek mieli okazję poznać Lenę i Stachę.

Bardzo często przy takiej okazji mówi się o końcu pewnej epoki w siatkówce. We mnie przede wszystkim zrodziło się pytanie, czy udało nam się wychować „nową Staniuchę i Dziękiewicz”, które już w najbliższych tygodniach brylować będą na boiskach z orzełkiem na piersi, a w przyszłym sezonie może staną się bohaterkami ligowych potyczek?

I tak, jakby w pierwszym odruchu, jako odpowiedź pojawia się reprezentacja Polski kadetek, która w niedzielę zakończyła swój udział w mistrzostwach Europy na ósmym miejscu. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że na tym etapie rozwoju wyniki nie są najważniejsze. Wiem, że kluczowe jest budowanie doświadczenia i umiejętności siatkarskich. Mam świadomość, że również w Szkole Mistrzostwa Sportowego zdarzają się też po prostu słabsze roczniki. W końcu nie zawsze jest niedziela.

Ósme miejsce jest jednak czymś znacznie poniżej oczekiwań nawet najbardziej tolerancyjnego obserwatora. Przede wszystkim dlatego, że nie gwarantuje miejsca na mistrzostwach świata, a w jaki sposób te młode dziewczyny mają się ogrywać, jak nie walcząc z najlepszymi rówieśniczkami? Poza tym, umówmy się, wyprzedziły nas takie „europejskie potęgi siatkówki” jak Białoruś czy Słowenia. Trudno więc pokusić się o wykrzesanie z siebie optymizmu.

Chyba nie jestem odosobniona w opinii, że polskiej siatkówce żeńskiej potrzebne są reformy. I to już od najniższego szczebla patrząc. Konkluzją niech będzie stwierdzenie, że polskiej siatkówce na gwałt potrzebny jest sukces, czy to młodzieżowy, czy reprezentacyjny czy chociażby klubowy. Dobry wynik potrzebny jest jak powietrze, bo się dusimy…