Dominik Kwapisiewicz: Będziemy walczyć o medale w PlusLidze!

Aluron Virtu Warta Zawiercie to pierwszy beniaminek po ponownym otwarciu PlusLigi. O drodze do awansu i budowaniu nowej drużyny przepytaliśmy trenera Dominika Kwapisiewicza.

Dominik Kwapisiewicz bardzo lubi kawę, zwłaszcza w towarzystwie cynamonków (fot. Renata Respondek)
Dominik Kwapisiewicz bardzo lubi kawę, zwłaszcza w towarzystwie cynamonków (fot. Renata Respondek)

Renata Respondek: Przed sezonem zakładał pan awans do PlusLigi?

Dominik Kwapisiewicz (trener Aluron Virtu Warta Zawiercie): – Muszę przyznać szczerze, że przed rozpoczęciem sezonu nikt nie zakładał takiego scenariusza, zresztą działacze naszej drużyny nie stawiali przed nami takiego celu. Wraz ze sztabem szkoleniowym i zawodnikami powiedzieliśmy sobie jednak w szatni, że miejsce w finale jest jak najbardziej w naszym zasięgu. No i potwierdziło się. Dotarliśmy do finału. W decydującej rywalizacji z MKS Ślepsk Suwałki rozegraliśmy pięć bardzo zaciętych spotkań. Ostatecznie awansowaliśmy do barażów i udało się wywalczyć awans.

Jakie więc działacze stawiali przed wami cele?

– Przede wszystkim mieliśmy zagrać dobry sezon i poprawić wynik, który udało nam się osiągnąć w poprzednim sezonie. To był nasz cel podstawowy. Realnie mówiło się o pewnym miejscu w czołowej czwórce pierwszej ligi.

Które drużyny miały być waszymi najgroźniejszymi przeciwnikami? Kogo typowaliście przed startem ligi?

– Na pewno silne miały być MKS Ślepsk Suwałki, Stal AZS PWSZ Nysa, KPS Siedlce oraz APP Krispol Września. Ostatecznie zespół z Wrześni zawiódł, miał sporo swoich problemów,  zagrał bardzo słaby sezon, kończąc rywalizację dopiero na ósmym miejscu. Mecze z pozostałymi zespołami miały być jednak bardzo zacięte i takie też były, o czym najlepiej świadczy finałowy bój z Suwałkami.

Ekipa z Zawiercia cieszy się z wywalczonego mistrzostwa (fot. Facebook Ślepsk Suwałki)
Ekipa z Zawiercia cieszy się z wywalczonego mistrzostwa (fot. Facebook Ślepsk Suwałki)

Można powiedzieć, że miniony sezon ligowy był interesujący?

– Tak, zdecydowanie. To był bardzo ciekawy sezon. Nie brakowało dobrych spotkań i ciekawych wyników. Moim zdaniem rewelacją tegorocznych rozgrywek była SKS Hajnówka. Zagrali świetny sezon, choć mieli do dyspozycji tylko jednego rozgrywającego. Sprawili sporo niespodzianek i zakończyli ligę na szóstym miejscu. Wielkie brawa i gratulacje dla trenera Pawła Blomberga.

Co było największym atutem pana drużyny? Czego mogli obawiać się rywale szykując się na mecze z Zawierciem?

– Moim zdaniem przede wszystkim zespołowość. Mieliśmy bardzo szeroki i wyrównany skład i starałem się to w pełni wykorzystywać. Gdy komuś nie szło w trakcie spotkania miałem do dyspozycji wartościowego zmiennika i wpuszczałem go na boisko. Każdy mógł zastąpić każdego. Doskonale sprawdziło się to na przykład w meczu półfinałowym w Nysie, który graliśmy na wyjeździe. Przegrywaliśmy już 0:2, wówczas wymieniłem aż trzech zawodników, czyli połowę podstawowego składu. Nasza gra zaskoczyła, wygraliśmy ostatecznie 3:2, co dało nam spory handicup, gdyż kolejne spotkania graliśmy przed własną publicznością.

Szeroki, wyrównany skład jest chyba rzadko spotykany w pierwszej lidze, choć bardzo wygodny dla trenera, prawda?

– Zdecydowanie. W zasadzie mogłem decydować o składzie meczowym na podstawie tego, co zawodnicy pokazywali na treningach w czasie tygodnia. Przyznam szczerze, że czasem nawet sami zawodnicy byli zaskoczeni, kiedy ogłaszałem skład na dany mecz. Akceptowali to jednak i jak już mówiłem w wielu meczach szeroka ławka bardzo nam pomogła.

Przejdźmy do waszych meczów barażowych z Częstochową. Łatwiej grało się z drużyną, która nie sprawiała wrażenia, że chce wygrać?

– Może nie było aż tak, że chłopaki z Częstochowy nie chcieli wygrać. Zdecydowanie było widać natomiast, że sytuacja w klubie odbija się na ich dyspozycji. Przed tymi meczami powiedziałem siatkarzom, że musimy ich przycisnąć. Jeśli to nam się uda, to wygramy. Moim zdaniem wygraliśmy zasłużenie. Dysproporcje między nami było widać zwłaszcza w meczach przed naszą publicznością.

Zwłaszcza w niedzielnym. Nie zdążyłam ugotować mięsa na obiad, a już było po meczu…

– Koniecznie proszę to napisać! (śmiech) Tak, częstochowianom zdecydowanie brakowało argumentów. Sprawiali wrażenie, jakby najchętniej chcieli zejść z boiska pod prysznic, a potem uciec z hali. Byliśmy zdecydowanie lepsi.

Dominik Kwapisiewicz podkreśla, że pod względem organizacyjnym w jego klubie niewiele trzeba zmieniać (fot. Facebook Ślepsk Suwałki)
Dominik Kwapisiewicz podkreśla, że pod względem organizacyjnym w jego klubie niewiele trzeba zmieniać (fot. Facebook Ślepsk Suwałki)

W skali od 1 do 10 proszę zdradzić, jak bardzo zaskoczyły pana protesty złożone przez AZS Częstochowa?

– Jeśli 1 to brak zaskoczenia a 10 to duże zaskoczenie to powiem, że 0. W ogóle mnie te protesty nie zdziwiły. Już od samego początku kapitan zgłaszał do protokołu różne bardzo dziwne uwagi. Wiedziałem więc, jak musi się to skończyć. Nie chcę tego oceniać i komentować. Powiem tylko, że tonący brzytwy się chwyta. Protesty na nic się zdały i teraz bez wątpienia muszą przełknąć gorycz porażki.

Przed tą rywalizacją dużo mówiło się o tym, że waszym największym problemem mogą okazać się piłki. Rzeczywiście ta różnica jest aż tak diametralna?

– Taka zmiana piłek to największe wyzwanie dla przyjmujących, zwłaszcza, gdy przeciwnik zagrywa serwis typu float. Było to widać nawet po naszych graczach, zagrywających w ten sposób, którzy Mikasą robili przeciwnikom znacznie więcej krzywdy, niż byli w stanie zrobią Moltenami. Rzeczywiście kilka serwisów uciekło nam, zdarzyły się jakieś tam serie straconych punktów. Niemniej trenowaliśmy tymi piłkami około trzech tygodni i myślę, że był to wystarczający czas, by się przestawić. Opinie, że to piłki mogą decydować były zdecydowanie przesadzone.

Patrząc na waszą grę z Częstochową wiele osób zastanawiało się, ile udałoby Wam się wywalczyć, gdyby przenieść was do PlusLigi. Jak pan myśli?

– Sam też się nad tym zastanawiałem. Myślę, że mielibyśmy spore szanse, by wygrać dwa czy trzy mecze więcej niż udało się to Częstochowie i spełnić wymóg regulaminowy w postaci pięciu zwycięstw w fazie zasadniczej. Moim zdaniem tak realnie trzeba oceniać.

Co więc pod względem sportowym musicie zmienić, by w przyszłym sezonie poradzić sobie w PlusLidze?

– Nie da się ukryć, że konieczne będą zmiany personalne i wzmocnienia, nie planujemy jednak jakiś drastycznych rewolucji. Chcemy mniej więcej wzmocnić każdą pozycję jednym nazwiskiem. Reszta z obecnego, piętnastoosobowego składu z nami zostanie. Myślę, że ci chłopcy zasłużyli na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej, bo wywalczyli to sobie bardzo dobrą grą. Dla niektórych z nich będzie to zupełnie nowe doświadczenie, bo poza tymi meczami z Częstochową nie mieli jeszcze plusligowych doświadczeń.

Czyli planujecie mniej więcej takie rozwiązanie jak w zeszłym roku zastosował GKS Katowice?

– Tak. GKS dał szansę zawodnikom, którzy awansowali i to się sprawdziło, bo wielu z nich zagrało bardzo dobry sezon. Doskonałym przykładem jest Karol Butrym, który wygrał rywalizację z Belgiem Gertem Van Walle, w wielu meczach zdobywał dwadzieścia a nawet trzydzieści punków!

Trudno beniaminkowi skompletować skład i przekonać graczy, by związali się właśnie z Wami?

– Nie będę ukrywał, że trudno rywalizować z topem jak PGE Skra Bełchatów, Asseco Resovia Rzeszów czy ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Nie jesteśmy jeszcze takim brandem. Myślę jednak, że co najmniej z pięcioma drużynami w PlusLidze jesteśmy w stanie rywalizować o zawodników.

A dla pana przy ściąganiu graczy liczą się bardziej kwestie charakterologiczne czy sportowe?

– By skompletować charakterologiczną drużynę marzeń trzeba zacząć już w kwietniu. My nie mamy aż tyle czasu, więc na pewno będzie to wyzwania. Zwłaszcza jeśli poszukuje się zawodnika o określonych cechach charakteru, który przy tym musi jeszcze spełniać wymagania sportowe. Zwracam na to jednak dużą uwagę.

Zwłaszcza przy zagranicznych graczach duże znaczenie ma to, jak się zaaklimatyzują. Niektórzy przyjeżdżają i np. pierwszy raz widzą śnieg. Jedni są domatorami, inni mogą preferować rozrywkowy tryb życia. Ci drudzy raczej w Zawierciu się nie odnajdą, bo do najbliższych klubów trzeba jechać jakieś 40 kilometrów. Nie wyobrażam sobie gracza, który przebywa drogę chociażby do Katowic na przykład dwa razy w tygodniu…

Trzeba mieć dużo szczęścia, trafić z transferami i skompletować skład z zawodników, którzy zdołają rozegrać sezon bez poważnych kontuzji, bo wiadomo, że takie drobne zdarzają się zawsze.

Wierni kibice ekipy z Zawiercia (fot. Facebook Ślepsk Suwałki)
Wierni kibice ekipy z Zawiercia (fot. Facebook Ślepsk Suwałki)

Można wygrać los na loterii i ściągnąć takiego Salvatora Hidalgo Olivę…

– To był doskonały transfer Jastrzębskiego Węgla. Oliva jest doskonałym siatkarzem, ale też fantastycznym człowiekiem. Miałem z nim okazję kilka razy rozmawiać i to bardzo ciepły i pozytywny zawodnik. Ale nie chcemy kopii Olivy, bo kopia jest zawsze gorsza. Chcemy swojego, zawierciańskiego Olivę!

W kwestiach sportowych wszystko jasne, a organizacyjnie musicie coś zmienić?

– Moim zdaniem jesteśmy dobrze zorganizowanym klubem. Jeśli coś trzeba poprawić to niuanse np. w zakresie marketingu. Nasz prezes zwraca uwagę na każde, nawet najmniejsze niuanse, więc myślę, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Pod względem zaplecza do treningów, sprzętu, kwestii logistycznych wszystko funkcjonuje u nas na plusligowym poziomie.

Wielu zawodników było nawet w szoku, że przed pierwszym treningiem przyszli do szatni, a przy ich szafkach znalazł się komplet strojów meczowych, treningowych, torba itp. W wielu klubach gracze trenują w swoich prywatnych koszulkach, u nas to nie do pomyślenia.

Wasza hala spełnia wymogi regulaminowe? Będziecie grać w Dąbrowie Górniczej?

– Nasza hala spełnia wszystkie wymogi. Powiem więcej, jest nawet kilka mniejszych obiektów od naszych w PlusLidze czy OrlenLidze. Rzeczywiście podaliśmy halę w Dąbrowie Górniczej jako rezerwę. Chcemy jednak grać u siebie. Nie moglibyśmy tego zrobić kibicom, którzy żyją siatkówką i chętnie chodzą na mecze. Do tego stopnia, że rozważa się sprzedaż aż 900 karnetów na cały sezon. To niesamowity wynik!

Jakie planuje pan zmiany w przygotowaniach do sezonu?

– Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Jesteśmy na etapie kompletowania składu i jeszcze do końca nie wiadomo, jaka będzie moja rola w zespole. Jedno jest pewne, będziemy musieli wcześniej zacząć, bo sezon zaczyna się wyjątkowo szybko.

A jakie będą cele ekipy z Zawiercia w pierwszym sezonie w PlusLidze?

– Będziemy grać o medale! Żartuję oczywiście… Chcemy się pewnie utrzymać, czyli zająć minimum dwunaste miejsce. W przyszłym sezonie 15 i 16 drużyna w tabeli żegna się z PlusLigą, zaś 13 i 14 będą rywalizować o baraż. Nasz plan jest taki, by stopniowo budować drużynę.

Na koniec proszę mi opowiedzieć o swoich kawowych upodobaniach.

– Pijam zwykłą białą kawę lub espresso. Zwykle 2-3 filiżanki dziennie. Staram się nie przesadzać.

Białą? Jakub Bednaruk powiedziałby, że to niemęskie…

– Pozdrawiam Jakuba Bednaruka :-)