Bartosz Kurek jest jak butla z tlenem

27 punktów, w tym 22 z ataku, 4 z zagrywki i 1 po bloku – to statystyka najlepiej punktującego zawodnika pierwszego meczu Polska-Argentyna. Bartosz Kurek nareszcie „odpalił”.

Kurek to MVP pierwszego meczu z Argentyną. Jego serwis był kluczem do zwycięstwa 3:2 (fot. FIVB)
Kurek to MVP pierwszego meczu z Argentyną. Jego serwis był kluczem do zwycięstwa 3:2 (fot. FIVB)

Połowiczny entuzjazm wywołuje we mnie pierwsza wygrana Polaków w tegorocznej Lidze Światowej. Na pewno jest się z czego cieszyć, ponieważ po czterech porażkach ten zespół bardzo potrzebował zwycięstwa i co ważniejsze punktów w tabeli. Polacy wyszli też obronną ręką z opresji, bo przecież przegrywali 1:2. Tutaj chylę czoła.

Niestety, nadal widzę jednak więcej powodów do zmartwień niż radości. Mecz wygrał tak naprawdę Bartosz Kurek, który popisał się blokiem na zakończenie pierwszego wygranego przez nas na przewagi seta, a w końcówce spotkania był pewniakiem, do którego Łukasz Żygadło posyłał wszystkie piłki. Pomagali mu co prawda Michał Winiarski i Jakub Jarosz, ale to Kurek był katalizatorem dobrych akcji – bombardował serwisem, a potem rozkręcił się także w ataku.

Cieszmy się z dobrej postawy naszego przyjmującego, który w rosyjskiej Superlidze nie zagrzał długo miejsca i wrócił w słabej formie. Pamiętajmy jednak, że jeden Kurek awansu do Final Six nie wywalczy. Nie przeszkadza mi, że Bartosz jako pierwszy wyszedł przed szereg i popisał się lepszą grą, ale wsparcie pozostałych zawodników jest niezbędne, jeśli myślimy o wycieczce do Mar del Plata. A po tym jak Brazylijczycy i Bułgarzy stracili punkty w pojedynkach z Francuzami i Amerykanami, nasze nadzieje nie muszą okazać się płonne.

Niepokoi także duża liczba błędów. Polacy oddali Argentyńczykom aż 23 oczka. Co prawda rywale podarowali nam jeszcze więcej, bo 27 punktów, ale nie zapominajmy, że Argentyna to zespół ze środka stawki. Młody, perspektywiczny, szybko robiący postępy, ale to nadal nie jest światowa czołówka, więc nie mierzmy się ich miarą, skoro siebie widzimy w roli potencjalnych liderów.

Uśmiechnijmy się z powodu pierwszej wygranej naszych reprezentantów, ale jeszcze nie świętujmy, bo nie ma czego.

Magdalena Gajek

Idę w prawo lub w lewo, nigdy pomiędzy. Wiem, że tym sposobem zrealizuje plany zapisane skrupulatnie w kalendarzu 🙂 Nie lubię mieć zbyt dużo wolnego czasu. Piję kawę z mlekiem. Obowiązkowo słodką! Napisz do autorki: m.gajek@volleycafe.pl