Berlin murem za siatkówką

Niemcy coraz chętniej zajmują miejsca w kalendarzu siatkarskich imprez międzynarodowych. Berlin kibicom siatkarskim powoli przestaje się już tylko kojarzyć ze słynnym murem. Dlaczego warto odwiedzić stolicę Niemiec i co wyjątkowego ma ona do zaoferowania turystom?

Berlin niemiecką stolicą siatkówki? (fot. Natalia Starosta)
Berlin niemiecką stolicą siatkówki? (fot. Natalia Starosta)

Historię o preferencjach niemieckich kibiców można rozpocząć i zakończyć na dwóch słowach: piłka nożna. Każda inna dyscyplina w ich mniemaniu znajduje się na zdecydowanie dalszym planie. – Uwierzysz, kiedy powiem, że w ubiegłym roku to ja uświadamiałam moich niemieckich kolegów, którzy wbrew pozorom interesują się sportem, że ich reprezentacja zdobyła brąz na MŚ? Padło wówczas pytanie „a to my mamy reprezentację?”. Tak mniej więcej wygląda zainteresowanie Niemców siatkówką – relacjonuje Natalia Starosta, która od kilku lat mieszka w Magdeburgu. – Dla nich najważniejsza jest piłka nożna. Potem długo, długo nic, piłka ręczna, formuła 1, koszykówka, skoki narciarskie, kilka innych sportów i dopiero siatkówka. W mediach prawie w ogóle nie było głośno o ostatnich sukcesach niemieckiej reprezentacji. Naprawdę próżno szukać jakiś siatkarskich informacji – dodaje.

Siatkarski Berlin?

Klub piłkarski – Hertha Berlin został założony w 1892 roku. Od tego czasu dwukrotnie wywalczył mistrzostwo i puchar Niemiec, sięgnął również po puchar Intertoto (odpowiednik dzisiejszej Ligi Europejskiej). Co ciekawe, powstały dokładnie 20 lat później zespół siatkarski jest zdecydowanie bardziej utytułowany i może się pochwalić m.in. pięcioma tytułami mistrzowskimi, dwoma pucharami Niemiec, dwoma brązowymi medalami CEV Cup i wywalczonym przed rokiem brązowym medalem Ligi Mistrzów. W tej rywalizacji siatkówka zostawia piłkę nożną zdecydowanie w tyle!

– Jeśli chcemy mówić o siatkówce w Berlinie, musimy zauważyć, że klub stoi na bardzo wysokim poziomie sportowym zarówno w lidze, jak i również w Europie, co można było zauważyć w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów – rekomenduje byłego pracodawcę trener Mark Lebedew. – Poziom organizacji nie odbiega od standardów europejskich i jest naprawdę bardzo dobry. Ponadto sympatycy klubu są bardzo uczciwi i zawsze kibicują swojej drużynie, więc Berlin jest doskonałym miejscem do pracy i gry – dodaje szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla.

Polacy od święta oglądają to, co dzieje się w siatkówce za naszą zachodnią granicą. Paradoksalnie jednak dzieje się całkiem dobrze. – Poziom jest wyższy niż wielu kibiców przypuszcza,  a nawet mniej bogate i utalentowane zespoły mają fantastyczne wsparcie lokalnych kibiców i władz – zaznacza Lebedew. Największym problemem są względy marketingowe – niemieckie media po prostu nie chwalą się dobrem, które mają!

Od jakiegoś czasu niemiecka federacja coraz częściej podejmuje się organizacji imprez o randze międzynarodowej. W 2015 roku w Berlinie rozgrywany był prestiżowy turniej finałowy Ligi Mistrzów. Na początku 2016 roku do stolicy Niemiec zjadą się z kolei czołowe europejskie reprezentacje, które powalczą o awans na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. – Berlin jest idealnym miastem do rozgrywania dużych siatkarskich imprez – zapewnia trener Lebedew.

Większość zabytków Berlina została odbudowana w 1945 roku (fot. Natalia Starosta)
Większość zabytków Berlina została odbudowana w 1945 roku (fot. Natalia Starosta)

– To miejsce z dużymi możliwościami noclegowymi i bardzo łatwym dojazdem, a sama hala jest świetna. Można to było zauważyć podczas mistrzostw Europy siatkarek 2013 i turnieju finałowego Ligi Mistrzów, gdzie dopisali kibice, którzy świetnie bawili się na trybunach – kończy.

Miasto w budowie?

Berlin jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Europie. – Imponuje zabytkami (pieczołowicie odbudowanymi po niemal doszczętnym zburzeniu miasta w 1945 r.), śladami historii najnowszej, bogatą ofertą kulturalną, sportową, a także praktycznym i skutecznym wcielaniem w życie idei wielokulturowości – podkreśla pilot wycieczek Joanna Szczepankiewicz-Battek.

Wiele zapytanych o Berlin osób podkreśla, że ponownie odwiedzi miasto dopiero wtedy, gdy ze ścisłego centrum znikną koparki i maszyny budowlane. Historia nie rozpieszczała zabytków stolicy Niemiec i śmiało można mu nadać przydomek „miasto w budowie”. Niemniej wciąż pozostaje miejscem, w którym od rozlicznych zabytków może zakręcić się w głowie!

Wszyscy, który mają czas jedynie na błyskawiczne zwiedzanie, powinni skupić się na przejście główną arterią miasta Unter den Linden oraz Karl-Liebknecht-Strasse. – Od Reichstagu idziemy pod klasycystyczną Bramę Brandenburską, która jest symbolem Berlina. Dalej możemy odwiedzić tzw. Pokój Ciszy (Stilleraum) – miejsce medytacji, niezwiązane z żadną tradycją religijną, o neutralnym wystroju – prowadzi nas Szczepankiewicz-Battek, polecając następnie przejście obok gmachu głównego Uniwersytetu Wilhelma Humboldta, biblioteki uniwersyteckiej i katedry św. Jadwigi. – W pobliżu wejścia do biblioteki możemy zobaczyć jeden z najwymowniejszych berlińskich pomników – Pomnik Spalonej Biblioteki. W bruk uliczny wpuszczona jest szyba, przez którą widać przeraźliwie białe, puste półki biblioteczne. W tym miejscu w maju 1933 roku fanatyczni naziści spalili książki „niesłusznych” autorów: Żydów i przedstawicieli lewicy – poleca nietypowy zabytek pilotka.

Dalej na naszej trasie powinny znaleźć się m.in. Odwach (od zjednoczenia Niemiec grób nieznanego żołnierza) i Zeughaus (muzeum historyczne). Mijając operę Mostem Bohaterów, warto przejść na Wyspę Muzeów (Museuminsel), która znajduje się na Światowej Liście Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. – Znajduje się tam 7 muzeów prezentujących niezwykle cenne zbiory sztuki – od starożytności po czasy współczesne – zachęca Szczepankiewicz-Battek. Następnie warto zatrzymać się jeszcze przy pałacu Hohenzollernów, Katedrze Berlińskiej, z której kopuły rozciąga się przepiękny widok na panoramę miasta. Można wpaść również do DDR-Museum z ekspozycją prezentującą życie przeciętnego obywatela Niemiec Wschodnich do 1989 roku.

Berlin zabytkami stoi (fot. Natalia Starosta)
Berlin zabytkami stoi (fot. Natalia Starosta)

Spacer można kontynuować wzdłuż Karl-Liebknecht-Strasse.  Mijamy kolejno Czerwony Ratusz, fontannę Neptuna oraz najstarszy w Berlinie Kościół Mariacki (Marienkirche) z ciekawą średniowieczną polichromią „tańca śmierci” (Totentanz) w przedsionku oraz słynną wieżę telewizyjną. Ma ona 365 m wysokości, na 203 m znajduje się platforma widokowa. – Nasz spacer kończymy na Alexanderplatz, gdzie znajduje się słynny zegar pokazujący czas na całej kuli ziemskiej – proponuje nasza pilotka.

Dla osób, które mają więcej czasu Joanna Szczepankiewicz-Battek rekomenduje jeszcze kilka miejsc: pomnik Żydów – ofiar Zagłady, plac Gendarmenmarkt z dwoma katedrami i najstarszą w Berlinie salą koncertową, starówkę Nikolaiviertel, akwarium SEA LIFE, Checkpoint Charlie, Cmentarz św. Doroty, galerię East-Side, Zespół pałacowo-parkowy Charlottenburg i wiele wiele innych…

Samochód w kąt i w drogę!

Warto porzucić samochód i przerzucić się na komunikację miejską! (fot. Natalia Starosta)
Warto porzucić samochód i przerzucić się na komunikację miejską! (fot. Natalia Starosta)

W Berlinie własny samochód bezsprzecznie należy zostawić w hotelu i przesiąść się w komunikację miejską, która jest niezwykle sprawna i szybka i pozwala uniknąć ogromnych korków. Najwygodniej kupić bilet całodobowy (dzieci do lat 6 jeżdżą za darmo, dzieci od 6-14 lat mają zniżki, których nie przewidziano niestety dla studentów i emerytów). Można również rozważyć zakup karty turystycznej Berlin Welcome Card, którą można kupić w każdej informacji turystycznej i na stacjach metra. – Jest ona połączeniem biletu upoważniającego do nieograniczonej liczby przejazdów wszystkimi środkami komunikacji miejskiej oraz karty rabatowej do niektórych muzeów, restauracji, barów, sklepów oraz innych atrakcji (np. żeglugi statkiem „białej floty”). Jest dostępna w kilku wariantach czasowych – zdradza Joanna Szczepankiewicz-Battek.

Bradwurst i piwo?

Dobre wieści dla wszystkich łakomczuchów: w Berlinie z głodu nie umrzecie! Berlińczycy uwielbiają jeść poza domem, lokale gastronomiczne różnego typu są dosłownie wszędzie, a ceny są dostosowane do możliwości każdego konsumenta. Zasada jest prosta – przy głównych ulicach jest drożej, a im bardziej niepozorna uliczka, tym taniej (co wcale nie oznacza, że gorzej!). – Niedaleko hali Max-Schmeling jest kilkanaście restauracji z burgerami, meksykańską, włoską i indyjską kuchnią, a także mnóstwo barów i kawiarni. Mniej niż 10 minut zajmie spacer do Schönhauser Allee, gdzie można zdecydować się także na większe szaleństwo – poleca Mark Lebedew. – Mogę polecić knajpkę „Depot” w pobliżu Stacji Friedrichstraße – dodaje Natalia Starosta.

Czego warto spróbować? Do typowych dań berlińskich należą golonka wieprzowa (Eisbein) z ziemniakami, kapustą i puree z grochu; Sauerbraten czyli pieczeń w kwaśnym sosie z knedlami ziemniaczanymi oraz Rinderroulade – wołowe zrazy zawijane w sosie z ziemniakami lub knedlami i czerwoną kapustą. Można pokusić się również o Fricaseé – potrawkę z pokrajanego w paski mięsa drobiowego, pieczarek i groszku lub klopsy królewieckie (Königsberger Klöpsen).

Berlin to nie tylko Mur Berliński (fot. Natalia Starosta)
Berlin to nie tylko Mur Berliński (fot. Natalia Starosta)

Bardzo prosty sposób na pyszną kawę poleca Natalia Starosta: – Uroczych, klimatycznych knajpek jest bardzo dużo. Warto więc wejść w jedną z bocznych uliczek i na pewno znajdziemy coś dla siebie. Dodatkowy atut takiego podejścia? Nie zapłacimy za kawę takiego majątku jak w sieciówkach przy głównych zabytkach miasta! – poleca.

Jeszcze pamiątki i na mecz!

Najbardziej charakterystyczną pamiątką z Berlina jest niewątpliwie maskotka niedźwiedzia brunatnego – symbolu miasta. Można ją dostać wszędzie. – Ze swej strony chciałabym polecić pamiątki kupione w sklepach sieci Ampelmann. Asortyment jest bardzo szeroki, a co ważne, znaczna część dochodu z funkcjonowania tych sklepów jest przekazywana na cele charytatywne – mówi Joanna Szczepankiewicz-Battek

– Uważam, że najlepszą rzeczą w Berlinie jest możliwość pójścia na mecz siatkówki. To zdecydowanie najbardziej wyjątkowa rzecz, którą mogę polecić – kończy berlińską wyliczankę Mark Lebedew i nie sposób się z nim nie zgodzić!