Circus Maximus czy PlusLiga?

Sezon 2018/2019 w PlusLidze – tego jeszcze nie było. Od kiedy oglądam siatkówkę, takich cyrków organizacyjno-transferowych jeszcze nie widziałam. Optymiści powiedzą, że dodaje to lidze kolorytu. Moim zdaniem zaś to wszystko jest bardzo niepoważne.

Trenerskie zamieszanie w PlusLidze. To już koniec transferów? (fot. Anna Kołakowka, VolleyCafe.pl)

Przed sezonem ktoś podpisuje kontrakt na dwa lata, by w grudniu zorientować się, że jednak chce wrócić do ojczyzny. Drugi szkoleniowiec w tym samym czasie zmienia jeden czołowy klub ligowy na inny. Trzeci z kolei zostaje „zagospodarowany”, bo jego prezes ogłosił bankructwo i został „na lodzie”. I niby wszyscy pracę mają, głowy się nie posypały, a jednak jakoś absmak w ustach pozostał. Czy w obecnej sytuacji można tę ligę w ogóle traktować na serio?

Moja ocena jest krótka acz stanowcza: trener de Giorgi zachował się nagannie i gdybym ja była włodarzem polskiego klubu, pracy w Polsce by więcej nie dostał. Takich rzeczy się nie robi. Po prostu. Jeśli podpisujesz się pod projektem skrojonym na twoją modłę i godzisz się na kontrakt, który ma obowiązywać przez dwa kolejne sezony, to nie dogadujesz już na początku pierwszego przejścia do innego klubu. To dyskredytuje cię na całej linii, jest nie do zaakceptowania.

Co z Olsztynem i Jastrzębiem? Cóż, wygląda to tak: śląski team był w ogromnej potrzebie trenerskiej, Roberto Santillego znał, to zaczął od niego. Działacze z Olsztyna skorzystali zaś ze „szczecińskiej wyprzedaży”, poszli na ustępstwa względem Włocha i postawili na obiecującego, polskiego szkoleniowca. Na papierze wygląda to całkiem logicznie, choć dla mnie mimo wszystko pozostaje niepojęte.

Co z wszystkimi tezami o tym, że drużynę siatkarską buduje się miesiącami i nawet najmniejsze zaburzenia panującego ładu mogą wywołać klęskę? Gdzie argumenty o tym, że każdy szkoleniowiec ma swój styl i buduje zespół w oparciu o pewnie aspekty techniczno-psychologiczne? To wszystko bajanie na potrzebę wywiadów czy jednak siatkarska rzeczywistość? Jeśli to drugie, to działanie klubu z Olsztyna wydaje mi się absurdalne. No chyba, że trener Santilli jest równie niepoważny jak jego włoski kolega de Giorgi… Chyba, że klubowi z Olsztyna było wyjątkowo po drodze z tą zamianą i to włodarze „wypchnęli kolanem” Santillego, by przygarnąć Michała Mieszko Gogola. Trudno jednak w tym miejscu mówić o czymś więcej niż prawdopodobnych scenariuszach.

Do końca pierwszej rundy pozostała jedna kolejka. Działacze, nie krępujcie się. Może spotkacie się w świątecznej przerwie gromadnie, odśpiewacie kolędy i… podzielicie się zawodnikami i trenerami raz jeszcze? Niech się szanse wyrównają, a w meczach rewanżowych zrobi się wówczas jeszcze ciekawiej? Koniec końców jak szaleć to szaleć.

Renata Respondek

Słońce, sport i dobre jedzenie to moja recepta na szczęście. Miłośniczka gorącej Italii i kultury żydowskiej. Cenię ludzi szczerych, z męskim poczuciem humoru. Pijam kawę alternatywną lub espresso. Bez dodatków. Napisz do autorki: r.respondek@volleycafe.pl