Czy jesteśmy tonącym statkiem, skoro od nas uciekają?

Chyba nie tak miały wyglądać ostatnie chwile przed meczem o brązowy medal Siatkarskiej Ligi Narodów. Merytoryczną dyskusję na temat dyspozycji i szans Polaków w starciu z Brazylią zastąpiło gradobicie w Vitala Heynena, który postanowił opuścić Chicago przed ostatnim pojedynkiem Biało-Czerwonych w tym turnieju. 

Vital Heynen opuścił Chicago i udał się Polski przed zakończeniem turnieju Final Six (fot. volleyball.world)

Choć decyzja Heynena zapadła niedługo przed spotkaniem, dużo komentarzy pojawiło się już zarówno w sieci, jak i w stacjach telewizyjnych. Nic jednak dziwnego, decyzja Belga jest bezprecedensowa, zaskakująca i na pewno mogła obniżyć morale zespołu przed walką o medal imprezy rangi światowej. 

Zresztą o tym, że Vital Heynen ma opuścić Chciago przed zakończeniem Final Six mówiono już wcześniej. Początkowo Belg miał prowadzić tylko dwa, grupowe mecze Polaków. I z perspektywy czasu uważam, że należało się trzymać tej pierwotnej wersji. W meczu półfinałowym z Rosją Heynen wcale nie wykazywał zbyt zaangażowanej postawy za linią, a momentami można było odczuć, że prowadzi ten mecz “od niechcenia”. Gdyby opuścił USA przed tym spotkaniem, można byłoby PR-owo uratować sytuację, sugerując, że “taki był początkowy plan i Heynen po prostu realizuje punkty programu”. Teraz sytuacja wygląda tak, że Belg jednak został nieco dłużej, skoro jego kadrowicze awansowali do finału, ale skoro nie zagrają o złoto, to można ich zostawić i udać się do “pierwszej” kadry. 

Tym samym Heynen, z czysto psychologicznego punktu widzenia, pokazał po prostu to, z czym zawodnicy powołani na turniej w Chicago nie chcieli się utożsamiać, jakoby byli “drugim składem”. I przyznam szczerze, że jestem ogromną fanką niekonwencjonalnych metod życia, szkolenia czy myślenia. Rozumiem filozofię “rób swoje, nie przejmuj się innymi, nie sugeruj się tym, co mówią i robią inni, rób tak, jak podpowiada ci rozum czy serce”. Rzeczywiście, to metoda dużo bardziej niebezpieczna, a ścieżkę trzeba wydeptać samemu, bo nikt przed nami nie podjął się nią podążać. Vital Heynen, jako manager drużyny, team lider, szef czy po prostu człowiek, który zarządza zespołem ludzi, powinien chyba jednak łączyć swoją filozofię z umiejętnością “zarządzania głowami” swoich zawodników. Bo nawet jeśli Heynen nie przejmuje się tym, “co ludzie powiedzą”, to jednak większa część naszego społeczeństwa ma tendencję do emocjonalnego podejścia do negatywnych sytuacji w życiu i zapewne bierze do siebie sytuację, w której głównodowodzący odwraca się od drużyny w kluczowym momencie. 

Jednocześnie wiem, że decyzje niesztampowe, niecodzienne i nieprzewidywalne są traktowane jako szalone, nieracjonalne i nieodpowiedzialne, a ich ostatecznej oceny tak naprawdę powinniśmy dokonywać dopiero na finiszu projektów, zadań czy procesów. I jeśli w tym szaleństwie będzie metoda… To dobrze, mam tylko nadzieję, że ta metoda nie nadszarpnie zaufania w stronę szkoleniowca w graczach, którzy byli delegowani do walki w Chicago.

Życzę reprezentantom Polski, nie żadnej drugiej kadrze, by nie skupiali się – tak jak my tutaj, eksperci w studiach telewizyjnych czy kibice Biało-Czerwonych w mediach, jaki był cel Heynena. O to należy zapytać samego zainteresowanego, bowiem być może istnieje cel, o jakim nie wiemy (bo chyba nie chodzi o to, że wróci do Polski dzień (!) przed chłopakami z Chicago). Życzę im, by potrafili cieszyć się z odniesionego zwycięstwa, bo to co zrobili w amerykańskim turnieju było po prostu wielkie.