Damy Kurka do tytułu, to będzie się lepiej klikać

Jeszcze nie tak dawno Bartosz Kurek był na ustach wszystkich kibiców. Nagrodzony tytułem MVP Mistrzostw Świata, swoją świetną grą w turnieju finałowym poprowadził polską drużynę do kolejnego złota. Obroniliśmy tytuł! Kurek jest najlepszy! Teraz zostaje sportowcem roku w 84. Plebiscycie Przeglądu Sportowego i Polsatu, a kibice go… krytykują.

Można powiedzieć, że sportowo Bartek się trochę pogubił w ostatnich latach. Kilka nie do końca trafionych decyzji, brak powołania na poprzednie mistrzostwa świata, coraz słabsza gra. Cóż, zdarza się, życie sportowca nie zawsze jest kolorowe. Złośliwi już kończyli jego karierę, ze wszystkich stron spotykała go fala nawet nie krytyki, a nawet zwykłego hejtu. Kurek się nie poddawał, a trener postanowił mu zaufać. Wielu pukało się w czoło i nawet już na początku wrześniowego turnieju wieszczyli porażkę.

Tak się jednak nie stało. Kurek udowodnił wszystkim niedowiarkom, że jego czas się jeszcze nie skończył. Miał swoje „pięć minut”, a zachwytom nie było końca. Czy jednak wykorzystał tę chwilową chwałę, by dorobić do wypłaty? Czy brał udział w reklamach, pchał się do programów śniadaniowych, zamienił swoje social media w jeden wielki słup reklamowy? Nie, choć chyba powinien? To kluby prześcigały się w pomysłach, jak wykorzystać go marketingowo choć przez chwilę. Nie jest to niczym niezwykłym, przecież wiele osób przychodzi na halę nie po to, by obejrzeć dobry mecz kompletnie nieznanych zawodników, ale by zobaczyć swoich ulubieńców czy wielkie gwiazdy. A MVP mistrzostw świata jest gwarancją przyciągnięcia tłumów.

Można powiedzieć – ale chwileczkę, to jest sport zespołowy, liczy się drużyna. Jasne. Ale czy typowy „niedzielny kibic” będzie się bardziej identyfikował z bliżej nieokreśloną, anonimową drużyną, z której zapamięta może trzech siatkarzy, czy z konkretnym zawodnikiem, liderem, wymienionym z imienia i nazwiska? Zresztą niemal każda drużyna ma swojego marketingowo-medialnego lidera, który pozostawia nieco w cieniu innych, żeby nie szukać daleko, wystarczy spojrzeć na Roberta Lewandowskiego. Siatkówka mimo sukcesów wciąż jest sportem dość niszowym, więc jeśli można ją promować poprzez wyraziste jednostki, to trzeba to robić. Który kibic nie zna Earvina N’Gapetha, Ivana Zaytseva, czy wcześniej Giby.

Odsuńmy na bok sam plebiscyt i to czy Kurek wygrał zasłużenie, czy nie. Od lat głosowanie budzi wiele kontrowersji i tak naprawdę jest to bardziej plebiscyt popularności danego sportowca, a nie faktyczne nagrodzenie za największe osiągnięcia. Jednak do poziomu, gdzie Kurek będzie każdemu „wyskakiwał z lodówki” chyba wciąż jest daleko. Za co więc ta krytyka?

Za to, że po kryzysie zagrał turniej życia i w dużej mierze to dzięki niemu nasza reprezentacja obroniła tytuł? Za to, że miał swoje zasłużone „pięć minut”, ale nie próbował wycisnąć z tego jak najwięcej, tylko po prostu robił swoje? Za to, że media się o nim rozpisywały, przez co być może jego nazwisko zapamiętają osoby na co dzień nieinteresujące się siatkówką? Może zamiast hejtów, że tego Kurka już wszędzie za dużo, tak dla odmiany cieszyć się z tego, że siatkarz jest wreszcie doceniany? To po prostu smutne, że nie potrafimy cieszyć się z sukcesów i wszędzie znajdziemy powód do hejtu. Ale polskiemu kibicowi chyba nigdy nie uda się dogodzić.      

Katarzyna Tybor

Patrzę na świat przez obiektyw aparatu, starając się dostrzegać wyjątkowość nawet w zwykłych rzeczach. Lubię tworzyć i robić "coś z niczego", jeśli akurat nie oglądam meczu. Idealny początek dnia? Cappuccino we włoskiej kawiarence. Napisz do autorki: k.tybor@volleycafe.pl