Jacek Pasiński: Spodziewam się ambitnej, odważnej i pełnej determinacji gry

Startują mistrzostwa Europy siatkarek. Polki w fazie grupowej będą rywalizować w Łodzi. Ich przeciwniczkami będą kolejno reprezentacje Słowenii, Portugalii, Ukrainy, Belgii i Włoch. W sumie o tytuł powalczą 24 drużyny.

Reprezentacja Polski rozpoczyna walkę o mistrzostwo Europy
(fot. FIVB)

Reprezentacja Serbii będzie bronić mistrzostwa Europy wywalczonego przed dwoma laty. Wówczas na podium stały również siatkarki z Holandii i Turcji. Polki zakończyły zmagania na miejscach 9-12. Wiele od ostatniego czempionatu się zmieniło, jedno pozostaje jednak niezmienne – podopieczne Zorana Terzicia wciąż są głównymi kandydatkami do złota.

Europejska Konfederacja postanowiła poszerzyć mistrzostwa. O tytuł powalczą aż 24 zespoły, a faza grupowa rozgrywana będzie w czterech krajach. Polska drużyna o awans do 1/8 finału powalczy w Łodzi, gdzie będzie mierzyć się ze Słowenią, Portugalią, Ukrainą, zawsze groźną Belgią i faworytem grupy – Włochami. Podopieczne Jacka Nawrockiego po świetnym występie w Siatkarskiej Lidze Narodów nie powinny mieć większych problemów z wyjściem z grupy, zwłaszcza, że wychodzą z niej aż cztery zespoły.

Zobacz szczegółowy opis formuły tegorocznych mistrzostw Europy siatkarek

Mistrzynie Europy poznamy 8 września. Mecz finałowy zostanie rozegrany w Turcji. A o swoich prognozach przeturniejowych opowiedział nam trener MKS-u Kalisz i członek sztabu szkoleniowego polskiej reprezentacji Jacek Pasiński.

Startują mistrzostwa Europy. Jaki to będzie turniej?

– Spodziewam się ambitnej, odważnej i pełnej determinacji gry naszej drużyny, specjalnie dla zgromadzonej w Atlas Arenie polskiej publiczności. Jest to młody zespół, który cały czas się kształtuje. Na pewno będzie to kolejny turniej, który przyniesie dziewczynom dużo doświadczenia. Warto jednak zauważyć, że są w tym zespole też doświadczone zawodniczki: Kasia Zaroślińska-Król, Zuza Efimienko-Młotkowska, Asia Wołosz czy Paulina Maj-Erwardt. Te dziewczyny bardzo pomagają drużynie, nawet jeśli nie zawsze znajdują się w wyjściowym składzie. Myślę, że wszystkie razem zrobią wszystko co w ich mocy, by przynieść chlubę naszej reprezentacji.

Jaki wynik będzie dla pana satysfakcjonujący?

– Całym sercem jestem z dziewczynami i życzę im jak najlepiej. Chciałoby się powiedzieć, ze jak najwyższego wyniku czyli medalu.

Ten zespół na pewno stać na bardzo dobre mecze, co pokazał już w tym sezonie. Mimo iż w Final Six Siatkarskiej Ligi Narodów przegraliśmy z Brazylią czy ze Stanami Zjednoczonymi, pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie rywalizować z najlepszymi na świecie. Mecz z Serbią w kwalifikacjach igrzysk olimpijskich to potwierdził. Brak doświadczenia niektórych zawodniczek sprawił, że przegraliśmy to spotkanie.

Mistrzostwa Europy w Łodzi kojarzą mi się z brązowym medalem siatkarek. Pan ma podobne skojarzenia?

– Pamiętam doskonale 2009 rok. Żona trenera Matlaka w trakcie turnieju doznała udaru i ostatnie mecze prowadził trener Makowski. Dziewczyny wywalczyły brązowe medale i zapanowała pełna euforia.

Co pan może powiedzieć o przeciwniczkach grupowych naszej drużyny?

– Na pewno nie deprecjonowałbym Słowenek, które zrobiły duży postęp. Znamy z pracy w Polsce trenera Chiappiniego. Pod jego opieką znajduje się co najmniej kilka dziewczyn, które prezentują dobry poziom. W przyszłym sezonie rozgrywająca Eva Mori będzie grać w ŁKS-ie Łódź, także również działacze naszych drużyn sięgają po te zawodniczki.

Jeśli chodzi o Portugalki, to już sam awans tej drużyny na mistrzostwa Europy to duży sukces, dlatego też nie należy ich lekceważyć. Wydaje się jednak, że jest to najsłabsza ekipa w tym zestawieniu. Ukrainki zawsze miały nieobliczalny zespół. W ostatnim czasie znacznie poprawiły swoją grę, podobnie jak reprezentacja Białorusi. Powinny prezentować trochę lepszą grę niż siatkarki z Półwyspu Iberyjskiego.

Zobacz terminarz mistrzostw Europy siatkarek

Żadnego z przeciwników bym nie lekceważył i dziewczyny na pewno również podejdą z należytą starannością, przygotowaniem i zaangażowaniem. Wydaje się jednak, że te najważniejsze mecze będą rozgrywane na końcu, czyli z Belgijkami i Włoszkami. Pamiętajmy jednak, że kobieta zmienną jest i różnie bywa.

Co Pan myśli o formule, według której mistrzostwa rozgrywane są w czterech krajach?

– Nie mnie to oceniać. Moim zdaniem to trochę deprecjonuje mistrzostwa Europy. Efekt nowej formuły jest taki, że liczba drużyn rywalizujących powiększyła się. Takie teamy jak Portugalki czy Węgierki w poprzednim systemie raczej nie miałyby szans na awans.

Ma to być promocja siatkówki, ale dla takich Węgrów na przykład siatkówka to nie jest tak kultowy sport jak dla Polaków, Włochów czy Turków. Oby mimo wszystko kibice w hali dopisali.

Największym minusem tej formuły jest to, że nie można spokojnie między poszczególnymi fazami potrenować, bo trzeba się przeprowadzać. To jest ten handicap krajów, które znalazły się w tureckiej grupie, bo one będą przemieszczać się najmniej.

W tym kontekście Turczynki urastają do rangi faworytek turnieju?

– Nie sądzę. Zespół turecki jest w przebudowie. Pojawiło się tam bardzo dużo młodych dziewczyn, które dopiero wchodzą w dorosłą siatkówkę. Wydaje mi się, że głównymi faworytkami będą Serbki i Włoszki. Pamiętajmy, że to obecny mistrz i wicemistrz świata. Dawno już tak nie było, że dwie najlepsze drużyny globu pochodziły z naszego kontynentu.

Niemniej to są kobiety, one są nieprzewidywalne. Mam nadzieje, że nasz zespół wykorzysta słabość rywalek i pojedzie do Turcji powalczyć o najwyższe cele.