Jak sprzedać mecz?

Sport oparty jest na emocjach i wspólnym kibicowaniu, a sprzedawanie widowisk sportowych zdarza się na porządku dziennym. Jeśli traktować siatkówkę jako dobro konsumpcyjne, czyli towar, logicznym jest, że musi zostać jak najlepiej reklamowana i jak najszerzej sprzedana.

Kibice MKS-u Będzin wspierają swoich siatkarzy na Torwarze podczas starcia z ONICO AZS Politechniką Warszawską (fot. Anna Kołakowska)
Kibice MKS-u Będzin wspierają swoich siatkarzy na Torwarze podczas starcia z ONICO AZS Politechniką Warszawską (fot. Anna Kołakowska)

W dzisiejszym świecie słowo konsumpcjonizm odmieniane jest przez wszystkie przypadki, a my zalewani jesteśmy towarem, który koniecznie musimy kupić, by nasze życie było lepsze. Można się zastanawiać, w jaki sposób – jeśli w ogóle – sport jest dobrem konsumpcyjnym. Czy można traktować go jak przedmiot przeznaczony do sprzedaży? Jest towarem, który trzeba jak najlepiej zareklamować i opakować w ładne pudełko?

Kibicu płać!

Guy Debord uważa, że posiadanie danego dobra konsumpcyjnego jest wyznacznikiem pewnego statusu społecznego. Może powodować u posiadaczy uczucie wyższości i nobilitacji. Czy zatem można przełożyć ten wzór również na siatkówkę, która coraz częściej – szczególnie w naszym kraju, gdzie popularność tego sportu jest ogromna – staje się dostępna tylko dla elit?

Przypomnijmy sobie ceny na poszczególne mecze mistrzostw świata. Wypad z rodziną wiązał się z kosztami porównywalnymi do wakacji zagranicznych. Sportowe widowiska już dawno stały się towarem, a towarzyszące im emocje od lat wystawiane są na sprzedaż. To właśnie za możliwość kibicowania, wspierania swojej drużyny razem z tysiącem kibiców i emocjonowania się danym pojedynkiem na żywo widz płaci. Kibicowi zostaje sprzedany produkt. W zamian otrzymuje pewną iluzję dobra konsumpcyjnego, wyższości i elitarności.

Każdy wprawiony w bojach kibic wie, że jeśli chce zobaczyć mecz reprezentacji na żywo, będzie musiał zapłacić za to niemałe pieniądze. Przyzwyczailiśmy się już do rosnących z roku na rok cen biletów, co widać chociażby w tabeli, gdzie wykazano porównanie cen wejściówek na mecze Ligi Światowej na przestrzeni lat.

Ceny biletów na LŚ na przestrzeni lat 2010-2016
Ceny biletów na LŚ na przestrzeni lat 2010-2016

Bilety na finał mistrzostw świata w katowickim Spodku trzy lata temu rozeszły się w nieco ponad godzinę, choć ich ceny dochodziły do 500 zł. W tym roku Polska zorganizuje mistrzostwa Europy w czterech miastach. Stawki na starcia ćwierćfinałowe wahają się od 100 do 220 zł. Po zeszłorocznej klapie, jaką okazał się Final Six Ligi Światowej organizowany w Krakowie, można odnieść wrażenie, że nieco spuszczono z tonu. Wciąż jednak wydaje się, że momentami traktuje się siatkówkę jak sport tylko dla wybranych.

Z drugiej strony nie da się ukryć, że organizacja turnieju reprezentacyjnego to wydarzenie logistyczne największego kalibru. Wynajmowane z takich okazji hale to te największe i najpojemniejsze w Polsce. Do tego dochodzi sztab ludzi, którzy odpowiadają za organizację techniczną, ochronę imprezy masowej, spikera, wodzireja czy resztę osób niezbędnych do tego, by widowisko, za które zapłaciliśmy wysoką cenę stało na równie wysokim poziomie organizacyjnym.

Jak kwestia cenowego rozrzutu przedstawia się w realiach PlusLigowych i OrlenLigowych? – Ceny biletów na nasze mecze są praktycznie niezmienne od kilku sezonów: 20 zł normalny, 10 zł ulgowy i 5 zł grupowy. Podnosimy je jedynie na mecze z czołówką ligi tj. ZAKSĄ, Skrą, Resovią – opowiada Aleksandra Kabat, rzecznik prasowy Łuczniczki Bydgoszcz. – Zawsze jednak bierzemy pod uwagę terminarz rozgrywek i natężenie meczów domowych. Dlatego bilety na mecz z Jastrzębskim Węglem pozostały w cenie regularnej, bowiem w grudniu graliśmy wyłącznie mecze u siebie. Co ważne, ceny na wszystkie sektory w hali są takie same, zarówno na najlepsze, jak i te oddalone od płyty boiska – dodaje Kabat.

Porównując dalej, przykładowo obejrzenie meczu Asseco Resovii Rzeszów z Jastrzębskim Węglem zapłacimy 25 zł (ulgowy) bądź 35 zł (normalny). W Częstochowie ceny biletów wahają się od 15 do 25 zł. Zaglądając na kilka wybranych boisk OrlenLigi, by zobaczyć mistrzynie Polski Chemik Police, musimy zapłacić od 10 do 30 zł (obowiązuje podział na sektory, uznawane są także ulgi). Obejrzenie starcia Taurona MKS-u Dąbrowa Górnicza może kosztować nas od 8 do 20 zł, w zależności od sektora i dnia, w którym kupujemy bilet, a w Bielsku-Białej za kibicowanie na żywo siatkarkom BKS-u Profi Credit zapłacimy między 10 a 15 zł.

Widać zatem dysproporcję między klubami żeńskiej i męskiej najwyższej klasy rozgrywkowej, gdzie mecz na żywo z udziałem mistrzyń Polski kosztuje porównywalnie tyle, co starcie AZS-u Częstochowa, zajmującej na dziś ostatnie miejsce w tabeli PlusLigi.

Od czego zależy ustalenie ceny biletów? Czy Profesjonalna Liga Piłki Siatkowej wprowadza jakieś odgórne wymagania co do sposobów sprzedaży i kwot takich wejściówek? Aleksandra Kabat opowiada, że sprzedaż zależy tylko od wewnętrznych ustaleń klubów. Problemem w kontekście organizacji widowiska sportowego może być jednak obiekt. Kilka razy w sezonie 2016/2017 zdarzyło się, że przykładowo GKS Katowice nie mógł rozegrać swojego domowego pojedynku w Spodku, bowiem w hali zaplanowane były w tym czasie inne eventy.

Spodek to nie tylko hala sportowa, ale i miejsce eventów, koncertów czy wystaw (fot. Renata Respondek)
Spodek to nie tylko hala sportowa, ale i miejsce eventów, koncertów czy wystaw (fot. Renata Respondek)

Jak rozwiązać problem z halą?

Problem pojawia się, jeśli hala, w której rozgrywane są spotkania danej drużyny użytkowana jest także podczas koncertów czy występów artystycznych. – HSW Łuczniczka nie jest obiektem na tyle obciążonym innymi wydarzeniami, co np. hala w Gdańsku czy Szczecinie, niemniej dzielimy ją z Pałacem Bydgoszcz. W tym sezonie zdarzyło się, że nakładały nam się kolejki. Wówczas trenerzy Łuczniczki i Pałacu wspólnie ustalają terminy, aby jednego dnia nie były rozgrywane oba mecze w jednej hali – zdradza Aleksandra Kabat.

– Trzeba jednak mieć na uwadze, że HSW nie jest halą typowo sportową. Organizowane są na niej również koncerty, kabarety, występy chórów, więc musimy być elastyczni. Przed startem sezonu przekazujemy hali terminarz z rozpisanymi kolejkami w roli gospodarza, a konkretne dni rozgrywania meczów uzależnione są także od ramówki Polsatu Sport. Nie ustalamy jednak niczego na ostatnią chwilę – dodaje rzecznik prasowy bydgoskiego klubu.

Mecze wyjazdowe – logistyczne piekiełko?

Organizacja meczów wyjazdowych to niełatwe przedsięwzięcie logistyczne i finansowe, a dla klubów OrlenLigi i PlusLigi jest niemal chlebem powszednim, z którym zmagają się kilka razy w miesiącu. – Opłaty za mecze wyjazdowe ponosi zespół przyjezdny – mówi Aleksandra Kabat.

– Przed meczem wyjazdowym muszę zarezerwować hotel, dowiedzieć się, na którą godzinę zaplanowano treningi, kiedy są wydawane posiłki. Planuję także godziny odpraw i dojazdy do hali tak, by na nic się nie spóźnić. Przed meczem trzeba pójść także do komisarza zawodów i dopilnować, by w szatni było wszystko, co jest potrzebne – zdradza Łukasz Leksowski, kierownik ONICO AZS-u Politechniki Warszawskiej.

Choć terminarz PlusLigi i OrlenLigi zaprezentowany jest już przed rozpoczęciem sezonu, problemem w logistycznym planowaniu wyjazdów może być przekładanie spotkań przykładowo z powodu transmisji telewizyjnych. Jak zatem radzić sobie z rezerwacją hoteli? – Hotele rezerwuję na początku sezonu, kiedy mam całą listę zaplanowanych meczów, choć kiedyś było inaczej – rezerwacje robiłem na bieżąco, razem z kolejnymi spotkaniami i miejscami, gdzie mieliśmy rozgrywać kolejny pojedynek. Teraz jednak mam już świadomość, gdzie spełnione były nasze oczekiwania i piszę wstępną rezerwację, a kilka tygodni przed meczem ją oficjalnie potwierdzam – odpowiada kierownik warszawskiej drużyny.

– Zdarzały się jednak sytuacje, kiedy przełożono mecz i hotel, zarezerwowany już na konkretny termin, nie mógł nas przyjąć w inny dzień. Wówczas musiałem na ostatnią chwilę szukać innego miejsca – kwituje Leksowski.

Pojedynek na wyjeździe wiąże się z dopilnowaniem niemal każdej kwestii od zakwaterowania przez posiłki aż do zaplanowania treningów. W takich momentach zdarza się, że czynnik ludzki bywa zawodny i zdarzają się zabawne, choć nie dla wszystkich, sytuacje.

– Zespół ma ustaloną dietę, w której króluje brązowy ryż i ciemny makaron. W trakcie jednego z wyjazdów poszliśmy na stołówkę, gdzie na stołach zastaliśmy… wielkie zapiekanki ociekające serem i ketchupem. Okazało się, że szefową była starsza pani, która na moje reklamacje odpowiedziała „Same duże chłopy, a tylko makaron i ryż jedzą. Tak mi Was było szkoda, więc zrobiłam zapiekanki, żebyście się najedli” – zdradza z uśmiechem kierownik ONICO AZS Politechniki Warszawskiej.

Jak przyciągnąć kibiców?

Każdy mecz domowy wiąże się z tym, że gospodarz musi jak najlepiej promować pojedynek, czyli sprzedać bilety jak największej liczbie osób. Tym zajmuje się zespół marketingowy, który budując markę drużyny stara się zachęcić do obejrzenia widowiska stałych kibiców, ale i wywołać zainteresowanie wśród widzów niebędących jeszcze związanych z zespołem.

Tauron Arena Kraków to jedno z najpopularniejszych miejsc na mapie Polski dla kibica siatkówki reprezentacyjnej (fot. FIVB)
Tauron Arena Kraków to jedno z najpopularniejszych miejsc na mapie Polski dla kibica siatkówki reprezentacyjnej (fot. FIVB)

Taką relację budować mają m.in. media społecznościowe, dzięki którym zmniejsza się bariera między zespołem a kibicami czy społeczna odpowiedzialność biznesu, czyli troska o rozwój naszego społeczeństwa. Poprzez sport, zwłaszcza ten klubowy, gdzie istnieje zależność między miastem a kibicami, można propagować rozwój lokalnej społeczności, wspólne wartości, jednakowe cele, jakie przyświecają zarówno społeczności, jak i biznesowi będącemu w tym przypadku klubem siatkarskim.

Cena, jaką należy włożyć w sport, to nie tylko coś, co można zmierzyć materialnie pieniędzmi. Dla sportowców, którzy podporządkowali swoje życie treningom i meczom, wysoką ceną będą przygotowania, porażki, kontuzje i ostatecznie sukcesy, które jednak okraszone były często niewyobrażalnym bólem i rozczarowaniem. Sport może być przejawem dobra iluzyjnego, bowiem dostępny jest tylko dla tych, którzy za tę iluzję zapłacili. Nieważne, czy ją spieniężyli, czy zapłacili wyrzeczeniami. Jest dobrem niedostępnym dla każdego.

Dorota Kubieniec

Napisz do autorki: d.kubieniec@volleycafe.pl