Jan Hadrava: To ważne, żeby dziecko uprawiało sport

Na plusligowych parkietach możecie podziwiać siatkarskie umiejętności Jana Hadravy. U nas dowiecie się jak zaczęła się jego przygoda ze sportem oraz jakim tatą jest czeski atakujący Indykpolu AZS-u Olsztyn.

Janek ma typowo włoskie zwyczaje picia kawy – rano mleczna, a po południu mała czarna (fot. Anna Kołakowska, VolleyCafe.pl)

Anna Kołakowska (VolleyCafe.pl): Tata siatkarz – czy to dla Ciebie łatwa rola?

Jan Hadrava (atakujący Indykpolu AZS-u Olsztyn): – Rola taty ogólnie nie jest łatwa. Jednak grając w siatkówkę lub uprawiając inny sport trzeba zachować pełen profesjonalizm. Nie chodzi mi o to, żeby odstawić rodzinę na bok, ale bywają momenty kiedy warto odciąć się od wszystkiego, aby wyciszyć się i skoncentrować przed spotkaniem. Ja na przykład przed meczami przenoszę się do salonu, by móc się porządnie wyspać. Niemniej jednak rola taty jest dla mnie bardzo satysfakcjonująca. Jestem zadowolony, że mogę ją pełnić, bo bardzo kocham swojego syna. Siatkówka to moja praca, ale to rodzina jest dla mnie podstawą. Gdybym miał siebie zdefiniować to w pierwszej kolejności jestem tatą, a dopiero później siatkarzem.

Jednak życie sportowca to ciągłe wyjazdy, treningi i mecze. Czy nie żałujesz, że tracisz przez to ważne momenty z życia swojego syna jak na przykład pierwsze kroki czy słowa?

– Akurat miałem to szczęście, że pierwsze kroki wykonywał w lecie, gdy jeszcze byłem w domu, ale masz rację. Rozwój dziecka, szczególnie tak małego, następuje błyskawicznie. Gdy po miesiącu przygotowań tutaj w Olsztynie pojechałem do Czech to widziałem już sporą różnicę. Na początku jego kroczki były bardzo niepewne, a teraz już po malutku biega. Na razie Alex jeszcze zbyt dużo nie mówi choć powoli zaczyna. Jednak zawsze, gdy idę na trening to płacze, bo nie chce mnie puścić, dlatego staram się wychodzić szybko, by nie zwracać jego uwagi. Kiedy gramy mecz na wyjeździe lub w domu, ale zaczyna się późno i rodzina nie może być ze mną w hali to widząc siatkówkę w telewizji mówi „tata”. Co ciekawe robi tak nawet jeśli to nie my gramy mecz, a ja siedzę koło niego (śmiech).

A czy byłeś przy tym, gdy pierwszy raz powiedział „tata”?

– Nie. Ale byłem przy tym, gdy pierwszy raz powiedział „mama”. Na początku wydawał swoje dźwięki, które nie przypominały słów. Później nauczył się mówić „mama” i „tata”. Teraz powolutku poznaje nowe słowa i gdy na przykład jest głodny to mówi „ham”.

Jak wspominałeś późne godziny oraz mecze wyjazdowe powodują, że Twoja narzeczona i syn nie mogą towarzyszyć Ci w hali. Ale gdy już się pojawiają to czy ich obecność bardziej motywuje Cię do walki?

– Mówiąc szczerze za bardzo się na tym nie koncentruję. Niezależnie od tego, czy są na hali czy nie ja daję z siebie wszystko, bo chcę żeby drużyna wygrała. W tym momencie skupiam się tylko i wyłącznie na tym co dzieje się na boisku. Oczywiście bardzo lubię chwile, gdy po wygranej mogę celebrować zwycięstwo z najbliższymi w domu lub jeszcze w hali. Po każdym meczu – niezależnie od tego czy wygraliśmy, czy nie – Tereza ocenia mój występ i mówi co powinienem zrobić lepiej. Czasami wprost opieprza mnie „Jak mogłeś zepsuć zagrywkę w takim momencie?!” (śmiech)

Mały Alex bardzo lubi zabawy z piłką (fot. Anna Kołakowska, VolleyCafe.pl)

Też kiedyś grała w siatkówkę?

– Tak. Grała w pierwszej lidze w Czechach jednocześnie studiując na uniwersytecie. W momencie gdy ja wyjeżdżałem do Francji ona przerwała studia oraz zakończyła swoją siatkarską przygodę. Obecnie chodzi na siłownię i biega.

Dobrze żyje się Wam w Olsztynie?

– Bardzo. Olsztyn to ładne miasto. Podoba mi się to, że w jego okolicach jest bardzo dużo natury, zieleni. Świetnie czuję się również w zespole i mam nadzieję, że uda nam się jeszcze coś z tego sezonu wyciągnąć, aby zrekompensować słabszy początek.

A jak oceniasz takie elementy jak opieka medyczna, komunikacja, stan placów zabaw, czyli to co jest istotne dla osoby posiadającej dziecko?

– Nie mam zastrzeżeń. Na nasze mecze regularnie przychodzi pani pracująca w przychodni, do której uczęszczamy. Zawsze, gdy mały choruje ona pomaga nam znaleźć dogodny termin wizyty i świetnie się nami zajmuje. Na osiedlu, na którym mieszkamy jest fajny plac zabaw, ale ostatnio rzadziej tam chodzimy, bo kilka razy po tym jak tam byliśmy Alex zaraz był chory. Lubił się tam bawić, ale troszkę nas to zniechęciło. Jednak chodzimy na spacery, więc świeżego powietrza mu nie brakuje.

Czy macie tu swoje ulubione miejsca?

– W zasadzie to nie ma miejsca, które lubilibyśmy na tyle, żeby ciągle tam chodzić. Gdy udajemy się na spacer to zazwyczaj krążymy w pobliżu naszego mieszkania lub przychodzimy na starówkę. Tutaj mamy swój ulubiony lokal, którym jest Ceska Hospoda. Nie ma w niej może zbyt wielu atrakcji dla Alexa, ale posiadają krzesełka dla dzieci i zawsze włączona jest telewizja, w której puszczone są kreskówki.

Twój syn urodził się w Polsce?

– Nie. Urodził się w Pradze. W czerwcu, więc niedługo skończy dwa lata. Do Polski przyjechaliśmy dopiero koło września, bo odbywały się wtedy mistrzostwa Europy, na których grałem. Doszliśmy do ćwierćfinału, w którym przegraliśmy z Niemcami. Trener Roberto [Santilli – przyp. red.] dał mi po tym ostatnim meczu 4-5 dni wolnego, po których do Olsztyna przybyliśmy wszyscy razem.

Czyli Alex był jeszcze zbyt mały, żeby kojarzyć miejsce urodzenia. Czy uważasz, że Polskę traktuje jak dom?

– Na pewno dobrze się tu czuje. Tak się składa, że co sezon dostajemy inne mieszkanie, więc tego, które zajmowaliśmy rok temu w ogóle nie pamięta. Jednak w obecnym jest mu bardzo dobrze.Traktuje je jak dom. Sam jestem ciekawy jak będzie się czuł, gdy po sezonie wrócimy do naszego prawdziwego domu, bo ostatnio w Czechach był na święta.

No właśnie! Jak on reaguje na pobyt w Czechach? Czuje się tam jakby był na wyjeździe?

– Na początku tak. Gdy spotyka rodziców moich i Terezy to wydaje się być troszkę przestraszony, bo nie do końca wie kim oni są. Wszystko dlatego, że bardzo rzadko ich widuje.

Czy zdarza się, że wolny czas spędzacie na wspólnych spacerach czy spotkaniach z Twoimi kolegami z drużyny, którzy również mają rodziny i dzieci?

– Raczej nie. Wiadomo, że chłopaki, którzy nie mają dziewczyn i są daleko od rodzin częściej spędzają wolny czas razem idąc na jakąś imprezę, na kawę lub do kina. Natomiast Ci z nas, którzy mają żony i dzieci wolą maksymalnie wykorzystać ten czas spędzając go z własną rodziną. Bardzo rzadko zdarza się, żebyśmy wychodzili gdzieś bardziej grupowo.

A czy bardziej doświadczeni koledzy i ich żony udzielają Wam czasem rad dotyczących opieki nad Alexem?

– Tak. Są pomocni szczególnie, gdy Alex jest chory, bo nie zawsze leki, które stosujemy w Czechach są dostępne w Polsce. W takich sytuacjach zwracamy się o radę na przykład do żony kierownika naszej drużyny. Zawsze mieliśmy też dobry kontakt z Adrianem Buchowskim i jego rodziną. W poprzednim sezonie spędzaliśmy z nimi sporo czasu.

Czy wasi synkowie dobrze się dogadywali?

– Na początku obydwaj potrzebowali trochę czasu, żeby nawiązać kontakt, ale myślę, że czuli się w swoim towarzystwie dość dobrze. Szymon [syn Adriana Buchowskiego – przyp. red.] jest starszy od Alexa i jest raczej przezwyczajony do kontaktu z dziećmi w swoim wieku. Zabawa z młodszym dzieckiem mogła być dla niego pewnym wyzwaniem.

Janek uwielbia spędzać czas z narzeczoną i synkiem (fot. archiwum prywatne)

Ty jesteś siatkarzem, Tereza też kiedyś grała. Czy chcielibyście, żeby Alex w przyszłości zajął się sportem? Może właśnie siatkówką?

– Nie zamierzam na niego w tej kwestii naciskać. Przede wszystkim chciałbym, żeby był zdrowy i miał szczęśliwe życie. Zależy mi na tym, żeby uprawiał jakiś sport, ale nie ma dla mnie znaczenia czy będzie to siatkówka czy inna dyscyplina. To już jego decyzja. Z takiego samego założenia wychodził mój tata i jestem mu za to bardzo wdzięczny. Nie popieram rodziców, którzy naciskają na swoje pociechy, aby uprawiały konkretną dyscyplinę. Wtedy dziecko nie czerpie radości ze sportu, a przecież najważniejsze jest, żeby lubiło to co robi. Ja przede wszystkich chcę, żeby Alex posiadał przygotowanie motoryczne. Uważam, że to ważne, bo żyjemy w czasach, w których dużo dzieci siedzi przed laptopami i telefonami. Pamiętam czasy, gdy byłem młody i w lato wychodziło się z domu o 8 lub 9, później wracało się na obiad, by po nim znów wyjść na świeże powietrze i biegać do wieczora. Rodzice musieli nas wprost zaganiać do domu. Dzisiaj jest zupełnie odwrotnie. Dzieci całymi dniami siedzą w domu, a rodzice próbują je przekonać do wyjścia na zewnątrz.

Zauważyłam, że często po meczach odbijasz z Alexem.

– Tak, to prawda. Odbijanie piłki sprawia mu dużą frajdę. Mogę więc wnioskować, że w przyszłości będzie uprawiał jakiś sport z piłką. Ale czy będzie to siatkówka i jak będzie mu szło to zobaczymy.

W jakim wieku byłeś, gdy zaczynałeś swoją przygodę ze sportem?

– Miałem około siedmiu lat, byłem w pierwszej klasie i zaczynałem od piłki nożnej. Później przez kilka lat grałem w koszykówkę. Dopiero w wieku jedenastu-dwunastu lat przestawiłem się na siatkówkę. Początkowo grałem w nią po szkole, a profesjonalne treningi zacząłem w piętnastym-szesnastym roku życia. Chodziłem do liceum i trenowaliśmy po dwa razy trzy dni w tygodniu. Najpierw zostałem wybrany do reprezentacji młodzików, a później grałem w kadetach i juniorach.

A nie było Ci trochę szkoda, że podczas gdy Twoi koledzy w wolnym czasie chodzą do kina czy na imprezy, Ty masz mecze i treningi?

– Nie. W tym czasie nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, bo siatkówka była dla mnie wszystkim. Wyglądało to tak, że rano wychodziłem z domu o godzinie 6-6.30, szedłem na poranny trening, po którym udawałem się na lekcje trwające do około 15.30. Wieczorem od 18 do 20 miałem drugi trening. W tym czasie mieszkałem u rodziców, czyli 30 kilometrów za Pragą, więc do domu wracałem koło 22. Taki schemat powtarzał się we wszystkie dni treningowe, czyli trzy razy w tygodniu. Czasami zdarzało się, że mieliśmy tylko jeden trening rano lub po południu.

Chciałbyś, żeby Alex przeżywał swoją młodość równie aktywnie i intensywnie jak Ty?

– To on zdecyduje, czy będzie chciał uprawiać sport. Jeśli tak to, aby być dobrym w danej dyscyplinie będzie musiał dać z siebie wszystko. Żaden człowiek nie dostaje w życiu nic za darmo. Aby coś osiągnąć trzeba po prostu ciężko pracować. Jest bardzo mało ludzi, którzy posiadający wrodzony talent i mają to szczęście, że nie muszą tak dużo trenować.

Kto zaraził Cię pasją do siatkówki?

– Mój tata, bo sam grał w siatkówkę. Zresztą dziadek też. Tata grał w reprezentacji Czech oraz we Francji, Włoszech, w Austrii i na Słowacji. No i oczywiście w Czechach. Gdy byłem mały to bardzo dużo czasu spędziliśmy z nim poza granicami naszego kraju.

A czy tata próbował Cię kiedyś doszkalać i poprawiać Twoje siatkarskie umiejętności?

– Raczej nie. Gdy trenowałem plażówkę to starał mi się pomagać, ale w siatkówce halowej nie. Zresztą dość sporo czasu spędzałem na treningach przed szkołą i w klubie, a w weekendy rozgrywaliśmy turnieje, więc trudno było znaleźć jeszcze chwilę, żeby dodatkowo szkolić się z tatą. Czasem pytałem go o rady, ale zazwyczaj po prostu oglądałem mecze kadry i podpatrywałem u zawodników znajdujących się na boisku różne zagrania.

Na koniec zdradź mi jak u Ciebie z kawą.

– Po przebudzeniu piję cappuccino lub caffe latte, a po południu, przed treningiem lub meczem wybieram ristretto lub espresso.