Jay Blankenau: Te mistrzostwa świata są dowodem, że na świecie panuje wysoki poziom

– Wyniki naszej grupy tylko pokazują jak wysoki poziom siatkówki panuje na świecie. Niby są faworyci, ale na taki turniej jak ten, każdy gotowy jest do gry na najwyższym poziomie. Czarne konie zaczynają się pojawiać i to sprawia, że każdy dzień turniejowy jest ciekawy – ocenił pierwszą fazę mistrzostw świata reprezentant Kanady Jay Blankenau.

Za nami pierwsze rozstrzygnięcia na mistrzostwach świata w Bułgarii i Włoszech

Pierwsza faza mistrzostw świata zakończona. Teraz najlepsze drużyny przegrupują szeregi i staną do decydującej rozgrywki, otwierającej drogę do medali. Najsłabsi spakowali walizki i wrócili do swoich krajów.

Polacy – dominatorzy

Pięć meczów, pięć zwycięstw, komplet punktów i stracone tylko trzy sety – bilans Polaków może napawać optymizmem. Chociaż wydawało się, że zaczęliśmy zmagania od malutkiego falstartu, tracąc seta z Kubą, później było już tylko lepiej. Mecz bez historii z Portoryko wygrany 3:0, bardziej zacięte spotkanie z Finlandią, gdzie straciliśmy kolejnego seta. Jednak nie ma co się oszukiwać, nie byli to rywale z najwyższej półki i trudno na podstawie takich meczów wyciągać jakiekolwiek wnioski. Zwłaszcza, że trener praktycznie w każdym spotkaniu rotuje składem, zmienia, miesza i szuka różnych rozwiązań.

Mecz z Iranem miał zweryfikować na ile realne są marzenia o awansie do szóstki i o medalu. Można było mieć obawy, czy po takich mało wymagających przeciwnikach drużyna będzie odpowiednio skoncentrowana? Jednak już od pierwszych akcji Biało-Czerwoni pokazali, że te obawy były bezzasadne. Gra naprawdę mogła się podobać, a działo się również pod siatką. Wynik 3:0 zdecydowanie nie oddaje poziomu tego spotkania, bo gdyby nie Jakub Kochanowski, który dzięki swoim zagrywkom okazał się bohaterem meczu, moglibyśmy być w opałach.

Polacy nie stracili jeszcze punktu na mistrzostwach świata (fot. FIVB)

Choć niektórzy to Irańczyków uznawali za najtrudniejszego rywala w grupie, nie można zapomnieć, że to Bułgarzy grali u siebie, a hala w Warnie wypełniona kibicami to prawdziwy kocioł. Stawka była wysoka – zwycięzca meczu jednocześnie wygrywał grupę. I chociaż pierwszą partię zwyciężyliśmy bez problemów 25:14, chyba mało kto oczekiwał, że Bułgarzy się położą i poddadzą bez walki. Zdołali jednak ugrać tylko jednego seta, a polski blok był bezlitosny i nawet kiedy próbowali odrabiać straty, pozbawiał bułgarskich siatkarzy złudzeń.

Po pięciu meczach można powiedzieć, że wykreowała się już podstawowa szóstka, choć trener Heynen w przeciwieństwie do innych szkoleniowców, nie trzyma się cały czas żelaznego składu, tylko rotuje w zależności od taktyki na dane spotkanie. Niewykluczone, że takie zmiany będziemy oglądać również w kolejnych meczach. Zdecydowanymi liderami w ataku w polskiej drużynie byli Kurek, Kubiak i Szalpuk, choć ten pierwszy miewał lepsze i gorsze występy, a w meczu z Portoryko nie zagrał. Na cichego bohatera wyrasta Jakub Kochanowski, który może nie punktuje za dużo, ale ma wyjątkowo trudną zagrywkę i posyła asy w kluczowych momentach, a oprócz ataków ze środka, swoje dokłada także blokiem.

Najlepsi Kubiak i Kurek, ale…

W statystykach indywidualnych na próżno szukać wysoko reprezentantów Polski. Pokazuje to jednak pewną zależność, że nie zawsze trzeba błyszczeć indywidualnie, wystarczy, że kolektywnie gra cała drużyna, a efekt jest zadowalający zarówno dla sztabu i graczy, jak i kibiców. Wśród najlepiej punktujących przoduje Brazylijczyk Wallace de Souza oraz Chuan Jiang z 87 punktami na koncie. Na 20. pozycji ulokował się Michał Kubiak (63 punkty), trzy oczka niżej Bartosz Kurek (62 punkty).

W statystyce najlepiej atakujących przewodzi Ivan Zaytsev (62,75% skuteczności) oraz Australijczyk Lincoln Williams (59,62%). Najwyżej wśród Biało-Czerwonych jest Artur Szalpuk (18 pozycja, 52,22%) oraz Bartosz Kurek (24 pozycja, 51,06%). Wśród blokujących króluje Belg Simon van de Voorde z liczbą 21 skutecznych bloków. Za nim Kubańczyk Roamy Alonso (14 punktów w bloku). Wśród Polaków najwyżej – ku zaskoczeniu – nie środkowi, a skrzydłowi. Michał Kubiak zajął 13. lokatę (10 bloków, średnio 0,56 bloku na set) oraz Bartosz Kurek (17 miejsce, 9 bloków, średnio 0,5 na set).

Michał Kubiak i Bartosz Kurek byli wyróżniającymi się postaciami polskiego zespołu w pierwszej fazie turnieju (fot. FIVB)

W polu serwisowym królowali Ivan Zaytsev oraz Taylor Sander, którzy zdobyli tym elementem po 12 punktów. Michał Kubiak punktował zagrywką 7 razy (średnio 0,39 punktu na set, 15. miejsce), a Bartosz Kurek zanotował 5 asów serwisowych (średnio 0,28 punktu na set, 33. miejsce). W statystyce najlepszych broniących rządzi Kanadyjczyk Steven Marshall ze średnią 2,5 obrony na set. Paweł Zatorski zajmuje 11. miejsce z 1,67 obrony na set, kolejny z Polaków – Michał Kubiak – zamyka trzecią dziesiątkę. Najlepszy przyjmujący pierwszej fazy to duet Amerykanów: pierwszy Taylor Sander zanotował 42,42% efektywności przyjęcia, drugi Erik Shoji – 40,79%. Paweł Zatorski zajmuje piąte miejsce z wynikiem 36,71%, Michał Kubiak jest dziewiętnasty.

Drzwi szeroko otwarte

Z mistrzostwami świata w pierwszej fazie pożegnało się osiem ekip. Do domu wracają reprezentacje Japonii, Dominikany, Egiptu, Chin, Kamerunu, Tunezji, Kuby oraz Portoryko.

W kolejnej fazie szesnaście drużyn podzielono na cztery zespoły. Polska grupa będzie grać w Warnie – miejscu, w którym Biało-Czerwoni rozgrywali swoje mecze pierwszej fazy. Polscy siatkarze przed startem drugiego etapu rozgrywek są w uprzywilejowanej pozycji. W grupie, poza Polską, jest jeszcze Serbia, Francja oraz Argentyna. Nasi siatkarze zgromadzili na swoim koncie komplet piętnastu punktów. Druga w kolejności, z 12 oczkami, jest Serbia, następnie (11 punktów) Francja oraz Argentyna (6 punktów).
Amerykanie podobnie jak Polacy wciąż nie przegrali spotkania (fot. FIVB)

Właśnie w kontekście drugiej fazy ważne były zwycięstwa z każdą drużyną od początku turnieju, bowiem liczą się zarówno te zdobyte z ekipami, które grają dalej w turnieju, jak i te wywalczone z reprezentacjami, które żegnają się z mistrzostwami świata.

W równie uprzywilejowanej sytuacji są także Włosi. Polska i Włochy to dwa – z dwudziestu czterech – reprezentacji, które skompletowały 15 oczek i mają pięć zwycięstw na koncie. Bilansem pięciu zwycięstw może pochwalić się także USA, ci Amerykanie stracili w meczach grupowych dwa cenne oczka.

Fazę grupową z kompletem zwycięstw zakończył tercet Polska, Włochy, USA. Cztery wygrane na koncie mają Holendrzy, Brazylijczycy, Serbowie i Irańczycy. Trzy wygrane to dorobek Belgii, Słowenii, Francji, Kanady, Rosji oraz Bułgarii. Dwa triumfy do awansu wystarczyły zaś Australii, Finlandii i Argentynie.

Dla Polaków oznacza to „jeden mecz wygrany za darmo”, bowiem nad drugą Serbią dzielą ich trzy punkty, przyznawane za zwycięstwo w trzech lub czterech setach. Punkty te będą również niezwykle istotne pod koniec rozgrywek drugiej fazy. Do najlepszej szóstki awansują bowiem tylko triumfatorzy każdej z grup i dwie drużyny z drugich miejsc, które będą miały lepszy bilans punktów, zwycięstw i setów.

Systematyzując: w grupie E w Mediolanie zagrają Włosi (15 pkt), Holendrzy (11 pkt), Rosjanie (10 pkt) oraz Finlandia (6 pkt). Do grupy F w Bolonii przydzieleni zostali Brazylijczycy (11 pkt), Belgowie (10 pkt), Słoweńcy (9 pkt) oraz Australijczycy (7 pkt). Grupa G w Sofii to reprezentacje USA (13 pkt), Iranu (11 pkt), Bułgarii (9 pkt) i Kanady (9 pkt). W „polskiej grupie” w Warnie zagrają Polacy (15 pkt), Serbowie (12 pkt), Francuzi (11 pkt) oraz Argentyna (6 pkt).