Kaczorowska: Zwierzęta oddają każde dobro, które im wyświadczysz

– Niestety, nie mamy zbyt wiele takich dni, ale gdy już się zdarzają, to raczej nie leżę w domu przed telewizorem – zapewnia Klaudia Kaczorowska, która opowiedziała nam o wakacjach i niewielu wolnych chwilach w życiu zawodowego sportowca.

kaczi
Klaudia Kaczorowska najczęściej wybiera czarną kawę, choć nie tym razem! (fot. archiwum prywatne)

Renata Respondek: Jak sportowcy spędzają wakacje?

Klaudia Kaczorowska: – Swoje tegoroczne wakacje spędzałam w połowie aktywnie, a w połowie rekreacyjnie i jak typowy Polak nad morzem leżałam trochę plackiem i opalałam się. Jako że mieszkam nad morzem, to nie musiałam się nigdzie daleko wybierać. Kupiłam sobie nowy rower i dużo na nim jeździłam. Szczerze mówiąc, wszystkie ścieżki rowerowe w Trójmieście były moje (śmiech)! Poza tym pograłam w siatkówkę plażową, spotykałam się ze znajomymi i w sumie cały czas coś się działo.

Siatkarze/siatkarki po zakończeniu sezonu wciąż pozostają sportowcami i stawiają wyłącznie na zdrowy tryb życia czy jednak pozwalają sobie na trochę więcej niż zwykle?

– Nie będę wypowiadać się o innych, ale ja osobiście po zakończeniu rozgrywek mocno wzięłam się za leczenie i podreperowanie zdrowia. Wiadomo, że w minionym sezonie mocno dostałyśmy w kość, a ja szczególnie. Pierwsze, co było moim priorytetem to odpoczynek. Szczerze mówiąc, nawet nie myślałam o tym, żeby gdzieś iść i się zabawić. Dopiero gdy wystartował sezon typowo wakacyjny – w czerwcu/lipcu zaczęły się jakieś wyjazdy do znajomych i rodziny. Było towarzysko, ale też troszeczkę sportowo. Chyba każdy z nas mniej więcej w ten sposób spędza wakacje.

Czyli z wszystkimi, z którymi nie macie czasu widzieć się w sezonie staracie się zobaczyć w czasie przerwy?

 – Dokładnie tak, szczególnie z rodziną. Ten miniony rok był pod tym względem wyjątkowo trudny, bo nawet na święta Bożego Narodzenia miałyśmy tylko dwa dni wolnego. Takie jest jednak życie sportowca. Każdy liczy się z tym, że będąc zawodowcem w domu jest tylko gościem. Po sezonie za to raz rodzice przyjeżdżali do mnie, raz ja jechałam do nich i było fajnie – dużo grillowania (śmiech)!

Prawdziwy siatkarski kawosz! (fot. archiwum prywatne)
Prawdziwy siatkarski kawosz! (fot. archiwum prywatne)

W tym sezonie nad polskim morzem dopisała wam jeszcze pogoda!

– Tak, zgadza się. Choć nawet jak jest brzydka pogoda, to w Trójmieście zawsze mam co robić. Teraz niedawno był Jarmark Dominikański, można pójść na starówkę do Gdańska, Gdynia jest bardzo ładna, w Sopocie z kolei wiadomo, że można spędzić wieczory w sposób bardziej rozrywkowy (śmiech). Nie można się nudzić!

Jesteś w klubie, w którym w czasie sezonu macie bardzo dużo podróży i to przeważnie dalekich. Czy znajdują się jeszcze osoby, które w czasie wakacji chętnie wyruszają do dalekich krajów, czy raczej przodują domatorzy?

– Wiadomo, że niektóre z nas wybierają wakacje zagraniczne. Jednym z głównych powodów jest to, że gdzieś w ciepłych krajach jednak pogoda jest pewniejsza. Poza tym są wielbiciele poznawania nowych miejsc i ludzi – można pojechać gdzieś, gdzie nikt cię nie zna i możesz robić, co chcesz, czysta sielanka. Ja postawiłam na nasze morze, bo mam mieszkanie w Gdańsku, więc nie musiałam się za bardzo wysilać, by coś sobie zorganizować.

– W czasie wakacji oczywiście każdy z nas się rusza. To nie jest tak, że przesuwamy tylko palcem po telefonie i wrzucamy zdjęcia na Facebooka i inne media społecznościowe. Dziewczyny, które pojechały na kadrę od razu miały zapewniony ruch i treningi. Te które odpoczywały, dwa tygodnie przed zgrupowaniem dostały wytyczne i zaaplikowano nam trochę więcej ruchu – rower, bieganie, siłownia, żeby nie przyjść na trening z piłkami i się od razu nie połamać.

Jeśli chodzi o kwestie żywienia, każda odżywia się jak chce i jak podpowiada jej zdrowy rozsądek. Raczej się nie zdarza, żeby ktoś wrócił z wakacji z 10-kilogramową nadwagą.

A w czasie sezonu ktoś ingeruje w waszą dietę?

– Menu w czasie wyjazdów jest oczywiście przygotowywane typowo pod nas. Nie jemy tłustych rzeczy typu golonka i schabowe. Na naszym stole raczej przeważa chude mięso, ryż, makarony pełnoziarniste itp. Myślę, że każdy z nas zwraca już na to uwagę, zwłaszcza że teraz w Polsce jest moda na zdrowe odżywianie i to nie tylko wśród sportowców.

Klaudia i jej koń Burbon (fot. archiwum prywatne)
Klaudia i jej koń Burbon (fot. archiwum prywatne)

Wracając jeszcze na moment do tematów wakacyjnych, jest chyba jeszcze jedna wielka miłość, której poświęcasz się z większym zaangażowaniem po sezonie… Opowiadaj!

– Tak, od trzech lat mam konia, który nazywa się Burbon (jak przystało na sportowca nazywa się bardzo alkoholowo [śmiech]). Teraz ma ode mnie wakacje, bo jestem w Szczyrku. W sezonie udaje mi się pojechać do niego raz w tygodniu, więc rzeczywiście w czasie wakacji trochę nadrabiałam. Uwielbiam na nim jeździć, to dla mnie bardzo odprężające i jest też trochę rehabilitacją na mój kręgosłup, bo pomaga mi to rozluźnić mięśnie pleców.

Moja wielka miłość do koni pojawiła się jeszcze przed siatkówką. Mieszkam w małej miejscowości, na obrzeżach której była stadnina i będąc dzieciakiem chodziłam do stajni, pomagałam przy koniach, nauczyłam się, jak obchodzić się z tym zwierzęciem. Zakochałam się w tym, a później niestety nie było na to czasu, bo siatkówka stała się moim priorytetem. Na szczęście udało mi się wrócić do tego i bardzo się cieszę, bo mam odskocznię. Po słabszym dniu czy meczu jadę do Burbona i odpoczywam. To piękne, bo jak wiadomo zwierzęta oddają każde dobro, które im wyświadczysz.

Szczególnie lubię jeździć w plenerze, pooddychać świeżym powietrzem. Fajnie jest, gdy spadnie śnieg i krajobrazy są naprawdę fantastyczne. To chwile, w których można się cudownie zrelaksować.

Ostatnio widziałam, że jeździłaś nawet po plaży, niemal jak w popularnej reklamie męskich kosmetyków (śmiech).

– Tak, udało mi się podczas naszej akcji promocyjnej. To było coś fantastycznego, bo wiadomo, że na co dzień jest to niemal niemożliwe, bo prawie wszędzie są zakazy. Zawsze było to moje wielkie marzenie, poprosiłam więc, czy mogę się przejechać, pozwolono mi i byłam bardzo szczęśliwa, że pojawiła się taka okazja.

A jak spędzasz czas wolny w trakcie sezonu, gdy dostajecie kilka dni wolności?

– Mam co robić, bo mam też psa (śmiech). Każdą wolną chwilę spędzam na spacerach, albo zabieram Pepę do stajni, bo ona też jest w tym obeznana i kocha konie. Niestety jest to trochę miłość bez wzajemności, bo mam małego pieska i konie boją się, że zrobią jej krzywdę. Czasami jeszcze zabieram psa i wyjeżdżam do rodziców. Niestety ,nie mamy zbyt wiele takich dni, ale jak już się zdarzają, to raczej nie leżę w domu przed telewizorem.

Klaudia i Pepa (fot. archiwum prywatne)
Klaudia i Pepa (fot. archiwum prywatne)

W podróżach zabijasz czas w jakiś specyficzny sposób?

– Teraz mamy takie czasy, że każda z nas ma tablety i telefony z internetem. Oglądamy więc filmy on-line, czytamy ebooki. Ja lubię poczytać dobrą książkę, słuchać muzyki. Mam też to do siebie, że dużo śpię w podróży. Gdy jestem pasażerem, to od razu po zapaleniu silnika zasypiam. Moje atrybuty w podróży to zdecydowanie poduszka i kocyk.

W czasie meczów wyjazdowych i zgrupowań często sypiacie w hotelach. Możecie wybierać osobę, z którą jesteście w pokoju czy sztab szkoleniowy w jakiś sposób wam to narzuca?

– Wiadomo jak to jest w drużynie, są koleżanki bliższe i dalsze. Nie będzie zaskoczeniem , że każda z nas swobodniej czuje się wówczas, gdy jest w pokoju z kimś, kogo zna lepiej i darzy większą sympatią. Zazwyczaj dobieramy się we własnym zakresie. Wiem, że czasami trenerzy mieszają w pokojach, u nas też tak było na początku sezonu, ale szybko od tego odeszliśmy. Każdy przed meczem chce czuć się swobodnie, czasem są też „gorzkie żale”, więc dobrze mieć obok kogoś, kogo się dobrze zna i nie stresować się, czy koleżanka nie spojrzy na mnie krzywo jak zrobię coś, na co ona nie ma ochoty.

Ostatnie chwile dla siebie przed meczem. Masz jakieś rytuały? Doszły mnie słuchy, że siatkarki bardzo chętnie przed wyjściem na parkiet malują paznokcie…

– Nieee, nie mam czegoś takiego! Nie maluję specjalnie paznokci, żeby dobrze wyglądały w telewizji. Nie mam nawet fryzury meczowej, spinki meczowej, ani nawet specjalnych majtek czy stanika na mecz! Może jeszcze za czasów juniorskich mi się to zdarzało, teraz nie przywiązuję do tego wagi. Przed każdym spotkaniem muszę się zdrzemnąć, nawet jak gramy o 15.00 czy 14.30, to muszę się położyć co najmniej na pół godzinki.

Nie mam też jakiejś specjalnej listy muzycznej, którą włączam przed meczem. Czasem zdarza mi się włączyć muzykę, jak dojeżdżamy na halę trochę dłużej. Najczęściej jest spokojna i wyciszająca, bo w hali królują już mocniejsze rytmy i gdyby jeszcze dwie godziny przed meczem słuchać głośnej muzyki, to pewnie skończyło by się bólem głowy.  Często przed samym spotkaniem analizowałyśmy jeszcze taktykę, zerkamy na kartki przygotowane przez sztab szkoleniowy. Muzyka zawsze gra w naszej szatni.

O, a na tej liście macie coś specjalnego?

– Nic szczególnego, każdy włącza, co mu akurat pasuje. Zdarza się, że jak coś jest hitem na listach przebojów, to staje się też naszą ulubioną piosenką. Nie ma tutaj jednak nic nietypowego.