Kevin Tillie: Wielki Mur Chiński wywarł na mnie takie wrażenie, że aż zaniemówiłem

Kevin Tillie przed rokiem zdecydował się na opuszczenie Europy i spróbowanie swoich sił w lidze chińskiej. Choć początkowo nowe środowisko wprowadzał w konsternację, szybko zaaklimatyzował się w nowych okolicznościach. O swojej chińskiej przygodzie opowiedział nam przy caffe’ latte.

Kevin Tillie najlepsze caffe’ latte pił w Polsce (fot. archiwum prywatne)

Daria Zmarzlik: W ubiegłym sezonie grałeś w Chinach, przedtem twój wybór padał głównie na kluby europejskie. Jak zmieniło się Twoje życie w Azji?

Kevin Tillie (przyjmujący Beijin Volleyball Club): – W Chinach wszystko jest inne: język, kultura, jedzenie, styl prowadzenia treningów w klubach. To jest po prostu inny świat. Ciekawy, ale bardzo niepodobny do tego, czego doświadczałem grając w Europie.

Większość kibiców siatkarskich nie do końca wie, jak wygląda system rozgrywania ligi chińskiej. Mógłbyś to wytłumaczyć?

– W minionych rozgrywkach drużyny były podzielone na dwa koszyki, każdy po siedem zespołów. Z każdą ekipą z koszyka grało się dwa razy, po czym najlepsze cztery drużyny przechodziły do kolejnej fazy. Tam znów z każdym teamem rywalizowało się dwukrotnie, a następnie lider i wicelider awansowali do półfinałów. Było to trochę skomplikowane. Nie jestem pewien, jak będzie to wyglądać w zbliżającym się sezonie, ale jak widzisz gra się tam troszkę inaczej niż w Europie. Warto zauważyć, że nie ma czegoś takiego jak puchar Chin, więc cały sezon skupiamy się jedynie na rozgrywkach ligowych i niczym więcej.

A jak z kulturą kibicowską? Czy kluby mają swoich wiernych kibiców?

– Na pewno nie każdy klub. Oczywiście dwa największe zespoły czyli Pekin i Szanghaj mają swoich kibiców, którzy przychodzą na wszystkie mecze i wspierają swoją drużynę. Natomiast jeśli chodzi o te mniejsze ekipy, gdzie siatkówka nie jest aż tak znana, kibiców jest mniej i są to raczej osoby, które po prostu od czasu do czasu lubią gdzieś wyjść i ich wybór pada akurat na mecz volleya.

Jakie zadania postawili przed Tobą pekińscy włodarze gdy podpisywałeś kontrakt?

– Przede wszystkim bym pokazał jak być profesjonalistą. Chińczycy nie wiedzą jak wygląda profesjonalna siatkówka i to im zaprezentowaliśmy. Dla nich

„Chciałem przelać trochę francuskiej siatkówki do chińskiego zespołu” (fot. VoleyCafe.pl)

nowością jest na przykład intensywny trening dwa razy dziennie. Chciałem im przekazać jak najwięcej z tego, co potrafię, nauczyć jak zachować się w danej sytuacji na boisku, przelać trochę francuskiej siatkówki do chińskiego zespołu. Drugą rolą była oczywiście pomoc drużynie w wygrywaniu meczów i wypełnianie obowiązków przyjmującego, czyli przyjąć, zaatakować, zablokować, zaserwować.

Liga chińska czy ogólnie ligi azjatyckie mają bardzo restrykcyjne przepisy jeśli chodzi o obcokrajowców w drużynie. Jak wyglądało to w Twoim zespole?

– Powszechnie wiadomo, że w lidze koreańskiej obcokrajowców wybiera się poprzez draft. Kto się najlepiej sprawdzi, gra w zespole. Liga chińska ma ograniczenie do tylko dwóch zawodników spoza Chin na drużynę, więc dobierają zagranicznych graczy bardzo skrupulatnie. Po prostu uważnie śledzą ich losy i decydują, kto najlepiej wkomponuje się w dany zespół. Wiadomo, że duży wpływ na to mają też pieniądze. Jeśli klub ich nie ma, nie będzie się nawet zastanawiał nad tym, czy zakontraktować obcokrajowca. W zeszłym sezonie tylko cztery drużyny na całą ligę miały w swoim składzie zagranicznych zawodników.

Jak wyglądało Twoje wejście do drużyny?

– Wszystko poszło bardzo gładko. Nasz libero uczył się na Uniwersytecie w Stanach Zjednoczonych, więc łatwiej było się nam dogadać. Mój translator czasem w zabawny sposób zawodził i zdarzało mu się robić mi żarty tłumaczeniowe. Wiadomo, że zawsze był ze mną jeszcze Gordon Perrin, z którym znam się już naprawdę długo, więc to ułatwiało mi życie. Z chłopakami, którzy gorzej mówili po angielsku porozumiewanie się oczywiście było trudniejsze, ale to nie przeszkadzało w dobrej atmosferze w zespole.

Komu poleciłbyś ligę chińską?

– Zawodnicy, którzy potrafią sami o siebie zadbać, poradzą tam sobie na pewno. Bardzo często jesteś pozostawiany samemu sobie. Sam ćwiczysz, sam musisz o siebie zadbać, zatroszczyć się o swoje zdrowie. Jeśli ktoś lubi mieć wszystko zorganizowane, dla własnego bezpieczeństwa niech lepiej tam nie idzie.

Jak wyglądało Twoje życie prywatne?

– W porównaniu do lig europejskich miałem o wiele więcej czasu wolnego. Mieliśmy dwa luźne dni w tygodniu. Oczywiście był wtedy trening, ale na zasadzie lekkiego rozruchu, więc był czas na to, żeby pozwiedzać, odkryć ciekawe miejsca.

„Kultura chińska jest bardzo ciekawa i jeśli dobrze się przyjrzeć, można ją znaleźć na każdym kroku” (fot. VolleyCafe.pl)

Kompletnie nie podobało mi się natomiast, jak bardzo zatłoczony jest Pekin. Ludzi na ulicach było multum, pchali się, ponieważ Chińczycy cały czas gdzieś się spieszą. Jest tam też brudno, miasto jest bardzo zaśmiecone. Jednak można się do tego przyzwyczaić. To ja przyjechałem do ich kraju, więc musiałem zrozumieć, że u nich dzień wygląda tak, a nie inaczej i się do tego dostosować. Gdy mi się to udało, żyło mi się tam o wiele lepiej.

Chiny to specyficzny kraj. Nie wszystko jest dostępne dla przeciętnego człowieka. Czy Ciebie dotknęły jakieś limity?

– Byłem traktowany jak każdy turysta. Pewne miejsca są niedostępne dla obcokrajowców, pilnuje ich policja i nie ma zmiłuj. W tym kraju naprawdę dużo rzeczy jest zakazanych lub po prostu zrobionych pod Chiny. Mają własny Facebook, własny Instagram. Cały internet jest pod nadzorem, więc nie za bardzo wiedzą, co dzieje się poza granicami kraju.

Wspominałeś, że miałeś czas, aby pozwiedzać i odkryć Pekin. Co wywarło największe wrażenie?

– Zdecydowanie Wielki Mur Chiński. Wywarł na mnie tak ogromne wrażenie, że aż zaniemówiłem. Widziałem dużo zabytków na całym świecie, ale niczego nie da się porównać do tego, co mają do zaoferowania Chiny. Oprócz tego spodobały mi się także małe pałacyki, świątynie utrzymane w dawnym wystroju, pokazujące historię Chin. Małe restauracje serwujące lokalne potrawy, bazary, nawet sklepy z pamiątkami. Cała kultura chińska jest bardzo ciekawa i jeśli dobrze się przyjrzeć, można ją znaleźć na każdym kroku.

Jak opisałbyś ludzi w Chinach? Jacy są Chińczycy?

– Na początku było trudno, ponieważ za każdym razem, kiedy wyszedłem na ulicę, ludzie patrzyli na mnie z szokiem wypisanym na twarzy (śmiech). Wiesz jak wygląda typowy Chińczyk i nagle gdy wyszedł dwumetrowy, biały facet wszyscy oniemieli. Było na początku dziwnie, gdyż czułem na sobie ich wzrok, ale po jakimś czasie do tego też się przyzwyczaiłem i zacząłem to ignorować. Kiedy im już minął szok, byli bardzo mili.

A jak wyglądała sprawa z jedzeniem? Czy dieta chińska jest dobra dla sportowców?

– Na szczęście w tak dużym mieście jak Pekin każdy znajdzie coś dla siebie. Można tam znaleźć wszystkie amerykańskie restauracje, dużo jest też miejsc ze zdrową żywnością. Kiedy wyjeżdżaliśmy na mecze z Pekinu, w caternigu mieliśmy tylko chińskie potrawy, ale nie było to nic złego i niezdrowego: dużo owoców morza, makarony, ryż…. Naprawdę nie miałem na co narzekać.

Z przykrością zadam Ci już ostatnie pytanie. Pijesz kawę? Jeśli tak to zdradź nam, jak to jest z kawą w Chinach?

– Ta odpowiedź będzie łatwa… Naprzeciwko mieszkania miałem Starbucksa (śmiech). Zawsze brałem latte macchiato. Przy okazji muszę zdradzić pewną tajemnicę. Najlepsze latte jakie piłem w życiu, piłem w Polsce! W Chinach natomiast zamiast kawy ludzie preferują herbaty. Nie zliczę, ile rodzajów herbat widziałem w sklepach, ale najlepsza była herbata zielona… w litrowych butelkach (śmiech).

Daria Zmarzlik

Napisz do autorki: d.zmarzlik@volleycafe.pl