Kraków żegna się z siatkówką ligową. Co teraz?

– Kraków to idealne środowisko do budowania przyszłości naszego klubu w nowych realiach – mówił nam przed rokiem Łukasz Kadela, prezes Trefla Proximy Kraków. Teraz klub znika z siatkarskiej mapy.

Prezes Kadela obserwuje przygotowania swojego zespołu do nowego sezonu (fot. Facebook Trefl Proxima Kraków)

Miało być tak pięknie. Nowy klub, w nowym środowisku z dużym potencjałem i stabilnym finansowaniem. Był pomysł, chęć inwestowania w młode zawodniczki. Nie brakowało zagranicznego wsparcia w osobie trenera. Pojawił się projekt rozgrywania spotkań w prestiżowej Tauron Arenie. Wyszło jak zawsze…

Słyszałam o różnych powodach rezygnacji z występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przychodzi mi na myśl brak środków finansowych i możliwości pozyskania sponsorów, wypalenie czy zmiana planów właściciela, brak licencji związany z niedopatrzeniami formalnymi. Brak hali, w której można by rozgrywać mecze brzmi jednak dla mnie absurdalnie.

Ktoś podejmując wyzwanie, by stworzyć w mieście poważny klub, a chyba o takim w przypadku najwyższej klasy rozgrywkowej mówimy, powinien mieć świadomość, jak wygląda sytuacja z obiektami w mieście, prawda? Hala sportowa nie jest czymś nieuchwytnym. Wyjścia są trzy: nie ma jej, jest i można z niej skorzystać lub trzeba wybudować swoją. Nie wiem więc, na co liczono w tym wypadku. Na cud?

Liga startuje lada moment. Większość klubów zamknęła już składy na przyszły sezon, bo nie ma na co czekać. Mniejsza o krakowski klub. Umówmy się, twór dość specyficzny, bez wielkich tradycji i potencjału w mieście. Żal zawodniczek i sztabu szkoleniowego. Oni zostali na lodzie i tylko duży łut szczęścia może sprawić, że nie stracą sezonu.

Pojawia się jedno pytanie: co z tym zrobi PZPS? Jakie wnioski wyciągnie? Co wymyśli, by uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości? Ostatecznie, to liga profesjonalna czy amatorska? Przy TAKIM profesjonalizmie chyba już wkrótce nikt tych rozgrywek nie będzie traktował poważnie.