Leon, Perugia i reszta świata, czyli liga włoska na półmetku

Tuż przed Wigilią zakończyła się pierwsza runda fazy zasadniczej we włoskiej lidze. Zgodnie z przewidywaniami, liderem jest Perugia, ale emocji nie brakuje – na szczęście tym razem tylko tych sportowych.

Sir Safety Conad Pesugia z Wilfredo Leonem na czele liderem po pierwszej rundzie Serie A (fot. inf. pras.)

Transfer Leona do Sir Safety Conad Perugii był w siatkarskim światku chyba najgłośniejszym wydarzeniem tego lata.  Drużynę, która po latach posuchy wygrała wszystko i prezentowała poziom o krok dalej od całej reszty, miał wzmocnić siatkarz uznawany za aktualnie najlepszego na świecie. I choć Perugia sezon zaczęła od sporego falstartu, przegrywając w słabym stylu SuperPuchar Włoch, organizowany zresztą we własnej hali, nie trzeba było długo czekać by podopieczni Lorenzo Bernardiego znaleźli właściwy rytm.

Kubańczyk z polskim paszportem sieje postrach przede wszystkim na zagrywce (57 asów w 13 spotkaniach), ale również atakiem (średnia skuteczność 61%, efektywność 56%). W efekcie z 247 punktami na koncie zajmuje 6. miejsce w klasyfikacji najlepiej punktujących graczy Serie A. Bycie sporą dziurą w przyjęciu, gdzie zdarza mu się popełniać błędy lub bardzo często przyjmować po prostu niedokładnie oraz niewielki udział w bloku nie przeszkadzają mu jednak, by raz po raz zgarniać statuetki MVP – przez 13 kolejek zgromadził ich aż 8 – o dwie mniej mają Kovacević i Juantorena.

Perugia w takim razie powinna jeszcze bardziej dzielić i rządzić w lidze, niż miało to miejsce rok temu, tymczasem… kolokwialnie mówiąc, „szału nie ma”. Co prawda zajmują pierwsze miejsce w tabeli, ale po piętach depcze im Itas Trentino mające tylko dwa punkty straty, a sporym zaskoczeniem jeśli nie sensacją, mogą być porażki z Monzą (2:3) i Padwą (1:3). Z drugiej strony, ciężko oczekiwać szczytu formy w środku sezonu, być może prawdziwa eksplozja ich możliwości dopiero przed nami.

Jak orzeł… feniks z popiołów

Poprzedni sezon był fatalny dla siatkarzy z Trydentu (11. miejsce w najgorszym momencie), którzy ostatecznie zakończyli go na niezwykle emocjonujących półfinałach, co nieco zatarło złe wrażenie z rundy zasadniczej. Strzałem w dziesiątkę był transfer Jeni Grebennikova, który okazał się odpowiedzią na większość ich wcześniejszych problemów, bardzo dobrze we Włoszech odnalazł się też Srećko Lisinac.

Podopieczni Angelo Lorenzettiego rywalizują na wielu frontach naraz, oprócz zmagań ligowych grają też w Pucharze CEV, a na przełomie listopada i grudnia zdobyli piąty tytuł Klubowych Mistrzostw Świata. Liderami gry w ofensywie są Uros Kovacević i Aaron Russell, który zresztą został wybrany najlepszym zawodnikiem KMŚ. Aktualnie Trento ma imponującą serię 16 zwycięstw z rzędu (17 jeśli doliczyć mecz 1. kolejki rundy rewanżowej) i choć od początku sezonu ich gra wyglądała dobrze, widać że rozkręcają się z meczu na mecz. 

Nazwiska nie grają

Nie można tego samego powiedzieć o drużynie Cucine Lube Civitanova. Drużyna z niesamowitym potencjałem „na papierze”, na boisku od samego początku po prostu nie imponuje. Ekipa zajmująca trzecie miejsce, ze stratą do lidera jedynie czterech punktów, nie tyle gra słabo – jednak jak na taki skład i siłę w ofensywie (Sokołow, Juantorena, Simon, Leal) wygląda po prostu mocno przeciętnie. Nie widać chemii na boisku, choć w mediach społecznościowych widać, że zawodnicy się lubią i spędzają wspólnie dużo czasu poza meczami. Kompletnie bez błysku gra Bruno, który zachwycał w Modenie jeszcze trzy sezony temu, a w nowej drużynie ze swoim stylem gry chyba nie do końca potrafi się odnaleźć.

Tabela Serie A po pierwszej rundzie

Impulsem dla lepszej gry i punktem zwrotnym mógł się stać mecz z Zenitem Kazań w trakcie KMŚ, który siatkarze Lube wyszarpali, przegrywając 9:14 w piątej partii. Jednak nic z tego, chociaż dotarli aż do finału imprezy, zaprezentowali się w nim zwyczajnie nijako i ponownie musieli zadowolić się tylko srebrem.  Czarę goryczy przelała porażka do zera z drużyną z Mediolanu, po której trener Giampaolo Medei podał się do dymisji. Jego miejsce zajął Ferdinando de Giorgi. Czy Fefe da radę sprawić, by drużyna zaczęła w końcu grać na miarę swojego potencjału?

Cisza po burzy

Poprzedni sezon nie był też zbyt udany dla Azimutu Modena, kiedy mnożyły się kontuzje, afera goniła aferę, a wszystko zakończyło się zwolnieniem trenera Stojczewa i odejściem Bruno i Ngapetha, którzy we trójkę mieli stanowić filary wieloletniego projektu. Uspokoić sytuację miał Julio Velasco, choć można powiedzieć że częściowo przyszedł „na gotowe”, bo za transfery Christensona czy Bednorza odpowiedzialny był jeszcze Stojczew. Miejsce Giulio Sabbiego na ataku zajął Ivan Zaytsev, zdeterminowany by wreszcie grać na pozycji, która jak twierdzi, jest dla niego tą najwłaściwszą. W przeciwieństwie do Bruno w Lube, Christenson błyskawicznie odnalazł się w nowej drużynie, czego dowodem była nagroda MVP po tym jak Modena triumfowała w SuperPucharze.

Na tym jednak pozytywy się kończą, bo Modena póki co nie zachwyca.  Liderem w ataku jest oczywiście Ivan Zaytsev, zaś Tine Urnaut jest zwykle po prostu solidny, choć też zdarzają mu się słabsze mecze. Spore problemy są za to z drugim przyjmującym – Bednorz, który świetnie pokazał się na turnieju inaugurującym sezon, szybko stracił miejsce w szóstce na rzecz przeciętnego Kaliberdy. Kłopoty pojawiły się także na środku – Maxwell Holt zmagał się z problemami neurologicznymi, z powodu których musiał pauzować przez pewien czas, ale ostatnio musiał wrócić do składu po tym, jak kontuzji nabawił się Daniele Mazzone.

Wielkie nadzieje i wielkie rozczarowania

Nie będzie chyba nadużyciem,  jeśli świetnie zapowiadający się skład beniaminka ze Sieny, nazwiemy już w tym momencie niewypałem. Drużyna, która wydawałoby się, że będzie poważnym zagrożeniem nawet dla „wielkiej czwórki” aktualnie zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, mając na koncie tylko dwa zwycięstwa. Z posadą trenera Emma Villas Siena pożegnał się już Juan Manuel Cichello, a zastąpił go Emanuele Zanini.

O ile w przypadku BCC Castellany Grotte nikt chyba nie liczył na cuda i walkę z najlepszymi, tak nawet w najczarniejszych scenariuszach nie zakładano, że będzie tak źle. Castellana jako jedyna drużyna nie wygrała do tej pory ani jednego meczu, a na swoim koncie ma zaledwie 4 punkty. Co ciekawe, urwane drużynom z czołówki (Trento i Modena) jak i nieco słabszym, ale wciąż z górnej części tabeli (Monza i Verona). Jednak po ekipie mającej w składzie zawodników takich jak błyszczący niegdyś w Veronie Zingel, Renan, Mirzajanpour czy Włodarczyk, można oczekiwać choć trochę więcej.

#Polskitowareksportowy

Najwięcej nadziei pokładanych było chyba w transferze Bartka Bednorza – nie co dzień przecież trafia się okazja, by młody zawodnik trafił do czołowego zespołu w lidze włoskiej, gdzie w dodatku miałby realną szansę na grę. Początek sezonu był bardzo obiecujący i można było się spodziewać że to Polak będzie pierwszym wyborem trenera Velasco. Nic bardziej mylnego, znacznie częściej w szóstce wychodził Kaliberda, a Bednorz swoje szanse dostawał za rzadko i nie zawsze je wykorzystywał. Pierwszą rundę zasadniczą zakończył jednak z nagrodą MVP (a kolejną zdobył w pierwszym meczu rundy rewanżowej) i pozostaje nam trzymać kciuki, że teraz będzie już tylko lepiej.

Bartosz Bednorz musi walczyć o miejsce w Modenie (fot. VolleyCafe.pl)

O wielkim pechu może mówić wspomniany wcześniej Wojciech Włodarczyk, który póki co swojej przygody we Włoszech chyba nie może zaliczyć do udanych. Chociaż indywidualnie radzi sobie całkiem dobrze (średnia skuteczność ataku 47%) i często jest jednym z liderów drużyny jeśli chodzi o zdobycze punktowe, sytuacja Castellany jest bardzo zła i póki co są pierwszym kandydatem do spadku z ligi.

Na plus zasługuje za to Sora, drużyna będąca chyba największym „kopciuszkiem” ligi,   bez wielkich nazwisk w składzie, której grą kieruje Michał Kędzierski. Dwaj pozostali Polacy, czyli Rawiak również z Sory, oraz Domagała z Vibo Valentii, niestety na razie nie dostają zbyt wiele szans do pokazania swoich umiejętności na boisku.

Myślami w Bolonii

Klasyfikacja w tabeli po zakończeniu pierwszej rundy zadecydowała o układzie par ćwierćfinałowych w Coppa Italia. Mecze zostaną rozegrane 23. stycznia i co ciekawe – nie będzie to system mecz i rewanż, a pojedynczy mecz. Można więc liczyć na niespodzianki, jeśli decydować będzie dyspozycja dnia tym bardziej, że te „słabsze” drużyny już nie raz pokazały, że wcale takie słabe nie są i nie można ich lekceważyć.

Pary 1/4 Coppa Italia:
Sir Safety Conad Perugia – Kioene Padova
Itas Trentino – Calzedonia Verona
Cucine Lube Civitanova – Vero Volley Monza
Azimut Leo Shoes Modena – Revivre Axopower Milano