Matt Anderson: Przywykliśmy do bycia dominującą drużyną

Turniej finałowy Ligi Mistrzów w Krakowie był niesamowitym przeżyciem. Jak przebiegał naszym subiektywnym okiem? Jak został oceniony przez uczestników?

___________________________________________________________________________________

Matthew Anderson (Zenit Kazań): Ta drużyna właśnie wygrała Ligę Mistrzów, mistrzostwo Rosji, Puchar i Superpuchar Rosji. Przywykliśmy do bycia dominującym zespołem i byliśmy przygotowani, by utrzymać wysoki poziom naszej gry. Jednak podczas Final Four borykaliśmy się ze swoimi problemami i nie mieliśmy łatwej przeprawy. Mimo to, pokazaliśmy, że naszą siłą jest znajdowanie i dostosowanie odpowiedniej taktyki i formuły, by zwyciężać. Po dwóch setach nasz szkoleniowiec powiedział nam „wyjdźcie, ryzykujcie i walczcie o każdą piłkę”. Czuliśmy, że nie musi mówić nic więcej, bo gorzej nie można było grać.

Sebastian Sole (Diatec Trentino): Jestem rozczarowany, bo tak naprawdę mieliśmy zwycięstwo w swoich rękach, a ostatecznie je wypuściliśmy. Zenit miał coś, czego nam zabrakło. Teraz jednak kończymy przygodę z Ligą Mistrzów i zabieramy się za przygotowania do rozgrywek play-offów we włoskiej lidze.

Dragan Stanković (Cucine Lube Banca Marche Civitanova): Przede wszystkim uważam, że zachowaliśmy chłodne głowy w kluczowych fazach spotkania o trzecie miejsce. Robiliśmy co w naszej mocy, by zostać w grze zwłaszcza, że musimy znaleźć naszą wysoką formę, bo już w czwartek gramy kluczowe spotkanie półfinałowe we włoskiej lidze z Perugią. Zwycięstwo i brązowy medal jest jednak miłym elementem, który nagradza nasze wysiłki w meczu o trzecie miejsce. ​

Dominik Witczak (Asseco Resovia Rzeszów): W półfinale graliśmy nieźle, w meczu o trzecie miejsce podobnie. Tak naprawdę niewiele zabrakło, byto spotkanie wygrać. Taka jest siatkówka, w każdym momencie trzeba podejmować ryzyko. Kiedy się udało rozegrać – było skutecznie. Często jednak trzeba było kończyć na podwójnym czy potrójnym bloku, a to wiąże się z ryzykiem błędu. Myślę jednak, że na pewno nie położyliśmy się ani w sobotę, ani w niedzielę. O kilka piłek, szczególnie w czwartym secie, włoska drużyna była lepsza. Musimy to zaakceptować. Na palcach jednej ręki można policzyć niewymuszone błędy Lube w tym meczu. W półfinale zagrali bardzo słabo, często środkowi mieli problem z przebiciem prostej piłki. W meczu o trzecie miejsce zagrali jednak na wysokim procencie skuteczności, rozgrywający także poprawił jakość swojej gry, więc na pewno trudniej grało się z Lube niż grałoby się w sobotę. Z jednej strony, nie mamy się czego wstydzić, bo walczyliśmy do końca, z drugiej jednak zawsze jest niedosyt, gdy zabraknie kilku punktów do zwycięstwa danego trofeum. Ten mecz o brązowy medal był dla nas drugim finałem, więc byłby to dla nas wielki sukces. Należy mieć teraz nadzieję, że zdołamy wywalczyć złoto w PlusLidze.

źródła cytatów: informacja własna/CEV