Monika Brzostek: Na plaży można poczuć się zdecydowanie bardziej docenioną

Kinga Kołosińska i Monika Brzostek to aktualnie najlepsza para kobieca w siatkówce plażowej w Polsce. Ich celem na najbliższe miesiące jest zapewnienie sobie awansu na igrzyska olimpijskie. Co wyjątkowego mają w sobie, że udaje im się osiągać sukcesy? Opowiedziały nam przy waniliowym latte.

Kinga Kołosińska i Monika Brzostek rzadko piją kawę. Jeśli już to bardziej taką w wersji mleko z kawą, nie odwrotnie (fot. Renata Respondek)
Kinga Kołosińska i Monika Brzostek rzadko piją kawę. Jeśli już to w wersji mleko z kawą, nie odwrotnie (fot. Renata Respondek)

Renata Respondek: Dlaczego wybrałyście siatkówkę plażową, a nie znacznie popularniejszą w Polsce halową odmianę?

Monika Brzostek: – Obie zaczynałyśmy od siatkówki halowej. Myślę, że wzięło się to z tego, że w młodzieńczym wieku to na plaży miałyśmy sukcesy na arenie krajowej. Właśnie z tego powodu obie zeszłyśmy z hali i pozostałyśmy już tylko na plaży.

Kinga Kołosińska: – Na początku była to wyłącznie zabawa. Chyba wszyscy siatkarze halowi grywali sobie na plaży. Nam po prostu wychodziło to lepiej niż innym. Stąd taka decyzja.

Co bardziej podoba Wam się w siatkówce plażowej niż w halowej?

MB: – Na plaży dużo więcej zależne jest od człowieka, bo na boisku znajdują się tylko dwie osoby. W naszej dyscyplinie można poczuć się zdecydowanie bardziej docenioną. Na hali jest się po prostu jedną z wielu zawodniczek.

KB: – U nas bierze się udział w każdej akcji, nie ma opcji dokonania zmian. Trener również w czasie meczu nie może pomóc – nie ma możliwości rozmowy podczas przerwy. To chyba najważniejsze, że bliżej nam do sportu indywidualnego niż drużynowego.

Trzeba mieć więc jakieś specjalne predyspozycje charakterologiczne do uprawiania tej dyscypliny? To bardziej sport dla indywidualistów?

MB: – Szczerze mówiąc, na początku nie widziałyśmy tej różnicy. Na pewno w siatkówce halowej plusem jest to, że dużo łatwiej rozmywają się małe konflikty, bo w dużej grupie zawsze znajdą się jakieś osoby, z którymi w danym dniu można porozmawiać i się pośmiać. Jeśli coś między dwoma zawodniczkami tymczasowo nie pasuje, idzie się po prostu do innej koleżanki czy kolegi z drużyny. W siatkówce plażowej cały czas musimy żyć w zgodzie i dobrze się dogadywać, żeby to miało pozytywne efekty na boisku.

W siatkówce plażowej ważniejsze jest dobieranie par pod względem psychologicznym czy jednak to umiejętności sportowe są kluczowe?

KK: – Przeważnie aspekty psychologiczne są najważniejsze. Znamy jednak dużo par, o których wiemy, że nie tylko się nie lubią, ale wręcz nienawidzą, a na boisku tworzą kolektyw, który idealnie ze sobą współgra i potrafi wygrywać. Tylko względy sportowe i zwycięstwa trzymają więc ich przy sobie. Wiele par jest również doskonale skomponowanych charakterologicznie i z tego czerpią pewność siebie. Nie ma więc reguł.

MB: – Wszystko zależy od człowieka. Jeden potrzebuje, żeby było dobrze na każdej płaszczyźnie, inny na boisku robi, co do niego należy i nie ma znaczenia, jaki ma stosunek prywatnie do tego, kto stoi obok. Ważne tylko, aby partner prezentował określony poziom sportowy. W ubiegłym roku miałyśmy bardzo małą ekipę, bo byłyśmy tylko my i trener. Czasami po słabszym treningu już nie mogliśmy na siebie patrzeć. Podczas zgrupowania na Teneryfie spaliśmy w jednym apartamencie, więc czasu spędzonego razem było stanowczo za dużo. Teraz kadra seniorsko-młodzieżowa poszerzyła się o dwa nowe teamy, więc pojawią się cztery dodatkowe osoby, do których będziemy się mogły odezwać. Do tego dołączy do nas drugi trener i fizjoterapeuta. Będziemy więc tworzyć silną, dziewięcioosobową ekipę i w związku z tym myślę, że teraz będzie już przyjemniej spędzać czas na wyjazdach.

Skoro jesteśmy przy wyjazdach, są jakieś miejsca na świecie, gdzie szczególnie przyjemnie Wam się gra?

MB: – Są przepiękne miejsca, w których rozgrywane są turnieje, np. Tajlandia. Tam było niesamowicie! W minionym roku odbył się też turniej w Meksyku, na którym nie byłyśmy, ale po zdjęciach było widać, że jest to fantastyczne miejsce. Jest również oczywiście Rio de Janeiro. Z tych bliższych zawodów gramy w przepięknych miejscach we Włoszech. Mi osobiście również bardzo podoba się Skandynawia.

Są zupełnie różne, ale na tyle podobne, by doskonale dogadywać się na boisku i poza nim (fot. FIVB)
Są zupełnie różne, ale na tyle podobne, by doskonale dogadywać się na boisku i poza nim (fot. FIVB)

Jesteście osobami ciepłolubnymi? Na wakacje wybieracie plażę czy ze względu na zawód w czasie urlopu unikacie piasku?

KK: – Zdecydowanie tak. Gdy przychodzi polski grudzień czy styczeń to jest tak szaro, znika nasza opalenizna w której prezentujemy się dużo lepiej (śmiech).

MB: Zimą ogarnia nas depresja i powtarzamy sobie, że zdecydowanie mamy ochotę już gdzieś pojechać na jakieś zagraniczne, słoneczne i ciepłe zgrupowanie.

Jest coś u tej drugiej, co Was denerwuje, np. muzyka czy chrapanie?

KK: – Szczerze mówiąc, jeśli akurat mamy coś do siebie, to nakładamy słuchawki i korzystamy z komputera. Nawet nie musimy ze sobą rozmawiać i nie zauważamy, że ta druga jest obok.

MB: – Teraz internet dostępny jest już w każdym hotelu. Obie jesteśmy w trakcie pisania prac licencjackich i magisterskich, więc głównie tym się zajmujemy w wolnej chwili na wyjazdach. Co musimy przegadać, to przegadujemy. Często zdarzało się, że przychodziło nam spać razem w dużym łóżku małżeńskim. Ja mam dziwny zwyczaj, że podczas snu podnoszę rękę do góry i wykonuję dziwne ruchy (śmiech). Kinia później opowiada mi rano, że znowu wyczyniałam przez sen dziwne rzeczy i ją wystraszyłam. Raz nawet zdarzyło mi się spaść z łóżka i przywalić głową w szafkę. Przytrafiają nam się więc takie zabawne, łóżkowe sytuacje (śmiech).

Jesteście takimi papużkami nierozłączkami, które nawet, jak mają czas wolny, to spędzają go razem czy jednak macie swoje życie, w którym jedna jest zupełnie niezależna od drugiej?

MB: – Na pewno mamy wspólnych znajomych w Łodzi. Ja w tym roku przeprowadziłam się z tego miasta, więc po sezonie przez kilka tygodni się nie widziałyśmy. Zwykle jest tak, że kiedy już gdzieś wychodzimy to raczej razem. Czasem więc bywa tak, że spędzamy cały dzień razem na treningu, a potem, w ramach odmiany, we dwie wychodzimy na przykład na imprezę. Wszystko zostaje w rodzinie (śmiech).

KK: – Gdy wracam do Lublina, mam znajomych, których Monika nie zna, więc to jest inna, tylko moja grupa. Ona zresztą ma swoich znajomych u siebie. Większość ludzi jednak, z którymi się spotykamy, jest związana z siatkówką i są to nasi wspólni znajomi.

Wracając do siatkówki. Już długo razem gracie. Zdradźcie, jakim cudem się jeszcze nie pozabijałyście? 😉

(śmiech)

KK: – Mamy chyba takie cechy charakteru, które sprzyjają temu, że nie kłócimy się ze sobą. Nigdy nam się nie zdarzyło tak naprawdę pokłócić, co jest w sumie bardzo dziwne.

MB: – Niby obie nie jesteśmy w życiu osobami bardzo spokojnymi, ale gdy razem żyjemy „w symbiozie”, to nie mamy żadnych problemów czy fochów. Do tego mieszkamy razem. Właściwie nawet już przestałyśmy to rozpatrywać jako coś dziwnego, że większość czasu spędzamy we dwójkę. Czasami już się nawet śmiejemy, że nie mamy, o czym ze sobą rozmawiać, bo nic się u tej drugiej nie dzieje, o czym ta pierwsza by nie wiedziała. W takiej sytuacji nawet pan szklarz, który przyjdzie naprawić coś w domu, staje się atrakcją i jakimś nowym, oryginalnym tematem do rozmowy.

Kołosińska i Brzostek są jak papużki nierozłączki - spędzają ze sobą mnóstwo czasu (fot. FIVB)
Kołosińska i Brzostek są jak papużki nierozłączki – spędzają ze sobą mnóstwo czasu (fot. FIVB)

A jak to jest z porażkami? Przeżywacie je razem czy raczej każda idzie w swoją stronę, żeby przetrawić to indywidualnie?

MB: – Nie jest tak, że po meczu ze sobą nie rozmawiamy, bo np. któraś miała gorszy dzień na boisku. Jeśli po meczu trener „dowali” którejś mocniej to zwykle jest tak, że potrzebuje ona trochę czasu spędzić ze sobą, żeby to przemyśleć. Raczej nam się nie zdarza, żeby każda poszła w swoją stronę i „ciche dni” trwały przez tydzień.

Trener ma z Wami taki problem, że jedna zawsze staje murem za drugą i jednak kobieca solidarność zawsze bierze górę?

KK: – Przeważnie jest tak, że gdy trener zwraca uwagę jednej z nas, to druga raczej się nie wtrąca. Podświadomie jednak jest jasne, że zawsze trzyma ona stronę koleżanki, nie trenera.

Czy na te kwestie mentalne, komunikacji między sobą, macie poświęcone też jakieś specjalne treningi? Spotykacie się np. z psychologiem?

KK: – Generalnie nie mamy ze sobą problemów na boisku. Nie jest tak, że kłócimy się i musimy razem pójść do psychologa, bo inaczej się nie dogadamy. Korzystamy jednak z usług jednego z łódzkich psychologów sportowych. Pracujemy razem przede wszystkim nad pewnością siebie.

MB: – Przyznam szczerze, że dobrze byłoby mieć takiego psychologa zawsze ze sobą, przede wszystkim na wyjazdach. Po jednej rozmowie z naszym psychologiem przez tydzień chodzimy szczęśliwe i nawet same nie wiemy, dlaczego. Możemy mu się wygadać, powiedzieć, co nam leży na wątrobie i od razu robi się przyjemniej.

Dość często zdarza się, że w Waszej dyscyplinie zmienia się partnera. Z czego to wynika?

KK: – Zdarza się też tak, że osoby, które dużo razem osiągnęły uznają, że już więcej nic razem nie wygrają. Zmiana osoby, z którą występują, stanowi dla nich nowy impuls.

MB: – Podobnie robi się z trenerami. Nawet, gdy z jednym szkoleniowcem osiąga się dobre wyniki przez wiele lat, to niektórzy uważają, że po pewnym czasie należy go zmienić. Pojawi się wtedy nowa osoba, której będzie się chciało zaimponować i która będzie przeciwdziałać popadnięciu w rutynę. Może się też zdarzyć tak, że nowy trener zauważy jakiś bardzo ważny detal, którego poprzedni szkoleniowiec nie dostrzegał, a jego poprawa okaże się kluczowa. Myślę, że jest to dość zdrowe podejście do sprawy.

Wy póki co nie macie takich planów?

KK: – W Polsce niestety jest tak, że mamy niezbyt wiele siatkarek plażowych. Szczerze mówiąc, nawet jakbyśmy chciały coś zmieniać, to nie bardzo mamy na kogo.

W których krajach jest to łatwiejsze? Gdzie siatkówka plażowa jest najbardziej popularna?

MB: – Paradoksalnie w Europie, nawet gdy pogoda nie sprzyja, zwykle dużo osób pojawia się na trybunach. Siatkówka plażowa bardzo popularna jest w Niemczech i Szwajcarii i to nie tylko ta zawodowa, ale również amatorska. Właściwie w co drugim mieście można tam spotkać hale i balony z piaskiem, do których zwykli mieszkańcy przychodzą dwa czy trzy razy w tygodniu, żeby po prostu sobie pograć. Gdy grałyśmy w minionym sezonie turniej w Berlinie, oprócz czterech boisk przeznaczonych dla zawodników stało obok ze trzydzieści takich, na których walczyli amatorzy! W Polsce jest ośrodek w Łodzi, który można wynająć komercyjnie, jednak nawet niewielu mieszkańców wie o jego istnieniu. Nie wiem, z czego to wynika, może z braku odpowiedniego zarządzania?

KK: – Na świecie największą popularnością siatkówka plażowa cieszy się w Brazylii, gdzie panują doskonałe warunki do grania. Wiele osób trenuje również w Stanach Zjednoczonych, choć to akurat taki kraj, w którym uprawia się właściwie wszystkie dyscypliny sportu.