My Polacy tak mamy, wszyscy jesteśmy trenerami

W Final Six najprawdopodobniej nie zagramy, bo Polacy nie okazali się zbytnio przywiązani do brazylijskiej tradycji. Cztery porażki, zero zwycięstw – taki bilans ma trener Andrea Anastasi i jego ekipa po pierwszych kolejkach w Lidze Światowej. 

Andrea Anastasi wybucha podczas meczów, ale ostatnich porażek w LŚ prawie nie komentuje (fot. FIVB)
Andrea Anastasi wybucha podczas meczów, ale ostatnich porażek w LŚ prawie nie komentuje (fot. FIVB)

Układ tabeli wciąż nie jest ostateczny, a my już zaczynamy się wstydzić, że Polacy nie powtórzą wyczynu Brazylijczyków, czyli nie obronią złota w Lidze Światowej. Matematyczne szanse na to, że znajdziemy się w finale w Argentynie nadal są, ale niestety nie zależy to już tylko od nas.

Anastasi o porażkach wypowiada się lakonicznie i nie podaje konkretnych powodów, dlaczego reprezentacja nie bryluje. Głośni są natomiast eksperci, dziennikarze, kibice i byli trenerzy kadry. Co prawda wszyscy są zgodni, że o problemy kadrowe należy pytać Włocha, ale jednocześnie nie stronią od analiz oraz hipotez. W moim odczuciu te debaty sprowadzają się najczęściej do ubolewania nad hańbą narodową, jaką może być brak awansu do Final Six. Osobiście bardziej martwię się o naszą słabą grę niż o to, że nie dorównujemy Canarinhos.

Nie jesteśmy drugą Brazylią i trzeba to powiedzieć dosadnie! Od lat jedną imprezę w sezonie gramy słabiej. Rok temu wygraliśmy Ligę Światową, ale na igrzyskach olimpijskich nie byliśmy nawet w strefie medalowej. Może nieco zachłanny na sukcesy Anastasi zmienił front i w tym roku wybrał jeden realny cel – sukces podczas wrześniowych mistrzostw Europy, których jesteśmy przecież współorganizatorami!

Jeżeli nie wyjdziemy z grupy, to owszem zagramy miernie w dwóch dużych imprezach pod rząd. Ale ten sezon reprezentacyjny na Lidze Światowej się nie kończy. Mam nadzieję, że Anastasi został wezwany na dywanik do prezesa PZPS Mirosława Przedpełskiego, bo nasz zespół gra po prostu słabo, nie dlatego, że obecnie Final Six wydaje się być tylko w strefie marzeń.

Wniosek jest prosty: jeżeli chodzi o wyniki, to w sporcie nie opłaca się na siłę walczyć o tradycję i to na dodatek tradycję importowaną.

Magdalena Gajek

Idę w prawo lub w lewo, nigdy pomiędzy. Wiem, że tym sposobem zrealizuje plany zapisane skrupulatnie w kalendarzu 🙂 Nie lubię mieć zbyt dużo wolnego czasu. Piję kawę z mlekiem. Obowiązkowo słodką! Napisz do autorki: m.gajek@volleycafe.pl