Nie było eldorado w Polsce. Final Six zakończone!

Pierwszy raz w historii Ligi Światowej na najwyższym stopniu podium stanęli Serbowie. Ze srebrnym medalem turniej zakończyli Brazylijczycy, z brązem zaś Francuzi. Jak na tle rywali zaprezentowali się reprezentanci Polski? Co można powiedzieć o pustych trybunach Tauron Areny?

Serbowie pierwszy raz w historii triumfowali w Lidze Światowej (fot. FIVB)
Serbowie pierwszy raz w historii triumfowali w Lidze Światowej (fot. FIVB)

Organizacyjna porażka Polski podczas Final Six Ligi Światowej. Co zrobić, by trybuny nie świeciły pustkami podczas kolejnych turniejów?

Anna Kołakowska: Najlepsze drużyny z całego świata, czołowi zawodnicy, wspaniałe siatkarskie emocje oraz pustki na trybunach – tak wyglądały tegoroczne finały Ligi Światowej w Krakowie! Przyczyną braku kibiców w Tauron Arenie były kolosalne ceny biletów, a nie – tak jak twierdzą działacze PZPS – mecze rozgrywane w środku tygodnia, wakacje czy rozpoczynające się niedługo Światowe Dni Młodzieży. „Kogoś chyba Bóg opuścił!”, „Ceny biletów to jakiś żart?!” – to tylko przykłady komentarzy, które można było znaleźć w mediach społecznościowych. Koszt karnetu na cały turniej? Minimum 1500 zł! Do tego dochodzą wydatki na dojazd, zakwaterowanie czy posiłki. Nic więc dziwnego, że zagorzali kibice – będący dotąd dla związku kurą znoszącą złote jajka – powiedzieli stanowcze nie! Za te pieniądze można przecież pojechać na porządne wakacje all-inclusive!

W całym tym biletowym zamieszaniu ucierpieli jednak zawodnicy, którzy musieli rozgrywać swoje spotkania pozbawieni dopingu. Naruszyło to również wizerunek polskiego kibica. To przykre, ale obraz pustej „Tauronki” zastąpi wspomnienia siatkarskiego szaleństwa podczas mistrzostw świata 2014. Jak widać przepis na skuteczne skompromitowanie polskiej siatkówki jest bardzo prosty. Jednak nie tędy droga, szanowni działacze! Wprawdzie pieniądze rządzą światem, ale każda dojna krowa kiedyś się zbuntuje!

Renata Respondek: Obraz smutku i rozpaczy – tak podsumowałabym frekwencję na trybunach krakowskiej Tauron Areny. Moim zdaniem przyczyna tego stanu rzeczy jest bardzo prosta do zdiagnozowania – nikt przy zdrowych zmysłach nie pojedzie na turniej siatkarski z rodziną i nie zapłaci za niego jak za zagraniczne wakacje. Nawet przysłowiowe 500+ tu nie pomogło… Wniosek? Albo PZPS weźmie się w garść i zacznie mierzyć kieszenie kibiców na swoje imperialistyczne zapędy, albo „najlepsza kura na świecie” przestanie znosić złote jaja. Zresztą, już przestała.

Moim zdaniem Final Six był niewykorzystaną szansą. Polscy kibice mogli pożegnać polskich olimpijczyków, wesprzeć ich na ostatnim etapie przygotowań i zgotować kolejne wyjątkowe widowisko. Tymczasem skończyło się na prześmiewczych komentarzach, dzieleniu włosa na czworo przez Polsat – telewizję filantropów w końcu i… zwalanie winy na dyspozycję siatkarzy. Nie taka atmosfera buduje zespół, który ma walczyć o olimpijski medal. Choć bardzo chciałabym się mylić.

Dorota Kubieniec: Pustych miejsc na trybunach nie tłumaczy nic poza cenami biletów. Pisałyśmy o tym już przy okazji meczów fazy grupowej Ligi Światowej w Łodzi. Nie wyciągnięto wniosków, a z kibiców po raz kolejny postanowiono uczynić dojną krowę, która tym razem się zbuntowała. W tym momencie nie pomogą także pokrętne wymówki, że puste miejsca na trybunach to wina piłkarskiego Euro, Światowych Dni Młodzieży, drogich hoteli czy nawet pogody.

Drugą kwestią, nad którą trzeba się zastanowić jest to, czy my naprawdę musimy organizować tak wiele turniejów. Dotychczas przynosiło to profity całemu siatkarskiemu światu – FIVB, bo mieli pełne trybuny, inwestycja zwracała się PZPS-owi, a siatkarze mogli cieszyć się niesamowitym dopingiem kilkunastu tysięcy osób. Teraz jednak skończyło się eldorado. Czeka nas organizacja mistrzostw Europy w 2017 roku, choć naprawdę chciałabym, żeby przestano robić z Polski organizatora niemal każdego siatkarskiego turnieju. Przyznanie prawa do rozegrania imprezy rangi międzynarodowej w swoim kraju powinno być prestiżem i nobilitacją, tymczasem mam wrażenie, że jest już chlebem codziennym dla każdego kibica. Wróćmy może do tych czasów, kiedy na ogłoszenie gospodarza czekano z niecierpliwością, a serwery przy zakupie biletów na takie imprezy nie wytrzymywały przeciążenia.

Jak zaprezentowali się Polacy na tle rywali podczas turnieju finałowego w Krakowie?

Ania: Tegoroczna Liga Światowa umożliwiła Polakom rozegranie kilku przedolimpisjkich sparingów z silnymi zespołami, z którymi możemy spotkać się również w Rio de Janeiro. Brak presji zwycięstwa w meczach fazy grupowej pozwoliły szkoleniowcom przetestować graczy rezerwowych oraz zregenerować trzon zespołu. Cieszę się, że trenerzy konsekwentnie wprowadzali w życie swoje założenia. Przed rozpoczęciem Final Six nasi kadrowicze zgodnie deklarowali, że w Krakowie będą walczyć do upadłego. Nadal jednak na boisku nie widzieliśmy olimpijskiej wyjściowej szóstki. W świetnym stylu do gry powrócił Mateusz Mika, który w środę przyczynił się do zwycięstwa nad Francuzami. Na wyróżnienie zasługują również Mateusz Bieniek i Karol Kłos, a także Fabian Drzyzga, który po dłuższej nieobecności wprowadził do gry Polaków odrobinę świeżości.

Brak kwalifikacji do półfinałów z jednej strony dał nam dwa dodatkowe dni do odpoczynku, a z drugiej uniemożliwił rozegranie dwóch istotnych spotkań. Pamiętajmy jednak, że w kontekście przygotowań do igrzysk olimpijskich, wynik Ligi Światowej nie powinien mieć dla nas większego znaczenia. Od soboty oficjalnie wiemy, że do Rio de Janeiro nie pojedzie nasz środkowy Marcin Możdżonek. Choć nie zgadzam się z decyzją trenera, nie podoba mi się również fala hejtu skierowana w stronę Piotra Nowakowskiego. Mam nadzieję, że podczas igrzysk Nowakowski będzie miał okazję zaprezentować swoje umiejętności, czym zamknie usta wszystkim krytykom!

Renia: Polscy siatkarze nie pokazali w Krakowie niczego nadzwyczajnego. Raczej po raz kolejny mogliśmy śledzić grę analogiczną do tej prezentowanej w fazie interkontynentalnej. Niestety mecze te udowodniły, że Polsce wciąż brakuje powera, wiary we własne możliwości i przede wszystkim formy fizycznej. Do składu wrócili Mateusz Mika i Fabian Drzyzga, jednak nie wyprowadzili oni polskiej drużyny z marazmu. Co gorsza, obawiam się czy ten duet jest gotowy na rozegranie trudnego i długiego turnieju olimpijskiego.

Fala krytyki spłynęła również na Stephana Antigę, który skreślił z listy powołanych na Rio Marcina Możdżonka na rzecz Piotra Nowakowskiego. Ten drugi będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, by nie zostać kozłem ofiarnym ewentualnej porażki Polaków. Tylko czy po rocznym leczeniu kontuzji stać go na zastąpienie Możdżonka, który moim zdaniem był jednym z najlepiej grających Polaków w tegorocznej „światówce”?

Co różni drużyny, które pojadą na IO i grały w Krakowie od Polaków? Moim zdaniem rywale Polaków pokazywali (krótszymi jak Włosi czy dłuższymi jak Brazylijczycy) fragmentami grę na miarę swoich możliwości. Oby proporcje te odwróciły się w Rio. Choć przyznam szczerze, że nie jestem w tej materii „huraoptymistką”.

Dorota: Zachwytu nad grą naszych reprezentantów nie było i być nie może. Problem w tym, że mnożą się pytania, na które niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi podczas turnieju w Krakowie. Mieliśmy rozegrać mecze z potencjalnymi rywalami w Rio – zakończyliśmy turniej po dwóch spotkaniach, w tym z Serbią, która na IO nie zagra. Nie znamy wyjściowego składu reprezentacji, zastanawia kadra powołana na igrzyska. Dla zniecierpliwionych dodam tylko, że pierwszy mecz w Rio już 7 sierpnia i wtedy na wszystkie pytania znajdzie się odpowiedź.

Jak można ocenić podium tegorocznej Ligi Światowej?

Ania: W Krakowie zatriumfowali Serbowie, dla których tegoroczna Liga Światowa była imprezą docelową. Choć nie jestem kibicem tej drużyny, cieszę się ze zwycięstwa Serbów, których w Rio de Janeiro przecież nie zobaczymy. Żałuję jednak, że na podium nie znaleźli się Włosi.

Renia: Serbowie zasłużyli na wygranie Ligi Światowej. Prezentowali się najlepiej w przeciągu wszystkich tygodni i grali bardzo stabilnie. Moim zdaniem błyskawicznie udało im się podnieść po odpadnięciu z walki o Rio. Trener Grbić zmobilizował swoich podopiecznych, wlał w nich nową nadzieję i wiarę w to, że sezon da się jeszcze uratować. W efekcie Serbia po raz pierwszy w historii sięgnęła po tytuł.

Pozostałe stopnie podium były do przewidzenia. Szczerze mówiąc mocniej liczyłam na Włochów, którzy nie nawiązali równorzędnej walki z Francuzami grającymi przecież bez Beniamina Toniuttiego. Niemniej w czterech ostatnich meczach turnieju żaden rezultat nie mógł być zaskoczeniem. Cieszy, że fragmentami pojedynki były naprawdę miłe dla oka. Myślę że ci, którzy ostatecznie zdecydowali się pojechać do Krakowa nie byli zawiedzeni tym, co zobaczyli w ostatni weekend zmagań.

Dorota: Nie ukrywam, że w finale kibicowałam Serbom i bardzo cieszę się, że zdołali tak pewnie pokonać faworyzowanych Brazylijczyków, chociażby bez swojej podstawowej armaty Aleksandara Atanasijevicia. Dla Serbów taki triumf w Lidze Światowej znaczy więcej niż dla każdej innej drużyny, która swoją wyższość będzie musiała potwierdzić podczas igrzysk olimpijskich. Choć nie twierdzę, że Brazylijczycy z triumfu w całych rozgrywkach by się nie cieszyli, to dla nich byłby to tylko krok w stronę Rio. Serbowie kończą swój sezon reprezentacyjny z uśmiechem na ustach i złotem na szyi, obalając po raz kolejny bezsensowny system kwalifikacji do IO.