Niemki w Łodzi? „KOŃCZ TO”!

Reprezentacja Polski siatkarek w środę rozegra spotkanie ćwierćfinałowe mistrzostw Europy. Rywalem Biało-Czerwonych w drodze do Ankary będą Niemki, które na tym etapie turnieju pozostają zespołem niepokonanym.

W 2009 roku na mistrzostwach Europy Polki pokonały Niemki i sięgnęły po brązowe medale
(fot. Renata Respondek, VolleyCafe.pl)

Siatkarskie zmagania w ramach mistrzostw Europy siatkarek w Polsce błyskawicznie odświeżyły mi w pamięci czempionat Starego Kontynentu rozgrywany w czterech polskich miastach w 2009 roku. Pamiętam, że wówczas fazę grupową śledziłam w Katowicach, a na decydujące spotkania jechałam do Łodzi. Wspomnienia związane z tymi zawodami mam jak najlepsze.

W pamięć wryły mi się dwa momenty. Pierwszy, gdy jeszcze siedziałam w Katowicach, Włoszki walczyły w Spodku z Serbkami. Ja jednym okiem spoglądałam na ten mecz, a drugim zerkałam na laptopa statystyka reprezentacji Polski Jakuba Głuszaka, gdzie włączona była transmisja starcia Holandia – Rosja w Łodzi, od którego zależało być albo nie być dla polskiej kadry w tym turnieju. Spotkanie w Katowicach się skończyło, ale wokół tego mitycznego komputera zebrała się mała, ale bardzo mocno kibicująca grupka. Po tym jak Holenderki 3:2 pokonały Rosję i Polki awansowały do półfinału cieszyliśmy się jak dzieci.

Drugi moment, który zapamiętam już chyba do końca życia, to mecz o brązowy medal w Łodzi, czyli starcie Polska–Niemcy. Od samego rana chodziliśmy jak na szpilkach. W każdej rozmowie czuć było niesamowite napięcie. Po porażce półfinałowej z Holandią nie brakowało niepokoju o losy tego spotkania. Biało-Czerwone stanęły jednak na wysokości zadania. Pokazały wyśmienitą formę. Nie byłyby jednak sobą, gdyby w trzecim secie nie doprowadziły wszystkich obserwatorów do zawału. Pamiętam jak w końcówce partii Piotr Dębowski siadł obok mojej koleżanki i mnie i potrząsał ręką Asi, krzycząc do polskich atakujących jak oszalały: „KOŃCZ TO”. I skończyły. Wygrały 3:0

Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że Polki prowadził już wówczas Piotr Makowski, gdyż żona trenera Jerzego Matlaka w trakcie turnieju doznała wylewu. Przed decydującym meczem trener Makowski opowiedział polskiej drużynie bajkę o kredkach. Co to za opowieść? Brzmiała ona mniej więcej tak. Drużyna siatkarska jest jak kredki. Pojedynczą łatwo wziąć do ręki i złamać, ale gdy jest ich czternaście, gdy wszystkie są razem, bardzo trudno jest je zniszczyć. Posłuchały. W obliczu tragedii swojego selekcjonera zebrały się razem i stworzyły prawdziwy team, który wywalczył brąz, choć nikt nie przewidywał, że uda im się w ogóle awansować do czołowej czwórki.

W kontekście środowego ćwierćfinału życzę naszym dziewczynom, by znów udało im się być jak pudełko kredek. W pojedynkę każdej z nich trudno będzie rozprawić się z rywalkami. Razem mogą wszystko!