#OHolenderAnia czyli pierwsza część ME za nami

Pod względem sportowym mistrzostwa Europy na dobrą sprawę dopiero się zaczynają. Dla mnie jednak skończyły się w Amsterdamie po ostatnim gwizdku meczu, w którym Polska zmiażdżyła Ukrainę. Jak wspominam fazę grupową? Co mnie zaskoczyło, a co zawiodło?

Uczestniczyliśmy w fazie grupowej mistrzostw Europy. Nie zawsze było kolorowo
(fot. VolleyCafe.pl)

Uczestnictwo w takich rozgrywkach to zawsze wielkie przeżycie niezależnie od tego w jakiej roli występujemy. Zarówno kibic z biało-czerwoną flagą przewieszoną przez szyję, jak i dziennikarz z dyktafonem lub aparatem w ręku ma ciarki słysząc „Mazurka Dąbrowskiego” wybrzmiewającego z tysiąca gardeł skupionych na hali. Szczególnie, gdy choć teoretycznie w obcym kraju, to w zasadzie „gramy u siebie”. Jednak każdy medal ma dwie strony…

Wierzcie mi, naprawdę doceniam zaangażowanie i doping polskich kibiców. Cudownie było widzieć jak podczas meczu naszej reprezentacji z gospodarzami liczba biało-czerwonych fanów przeważała nad pomarańczowymi. W tym momencie pewnie spodziewacie się jakiegoś „ale”? I będzie „ale”, bo niestety w rzeczywistości nie wszystko było tak piękne i kolorowe jak mogliście zaobserwować w mediach.

Po pierwsze, trąbki. Bolały Was głowy po półtoragodzinnym meczu Polaków oglądanym w telewizji? To teraz wyobraźcie sobie co przeżywaliśmy na żywo. Nawet po takiej sparingowej godzince z prysznicem wychodziłam z hali i głowa mi pękała. Dlatego osobę, która wymyśliła to diabelskie narzędzie zamknęłabym w małym pokoiku pełnym trąbiących kibiców. Może wtedy zrozumiałaby swój błąd. Wiem, że chcemy, żeby nasz doping słyszała cała Europa, a nawet świat, ale nie tędy droga. Gardeł – drodzy kibice – używajcie gardeł! Nie obrażę się również, jeśli kiedyś ktoś z organizatorów wpadnie na to, aby wnoszenia tych trąbek po prostu zabronić.

Zobacz zdjęcia Ani zrobione na mistrzostwach Europy

Po drugie, piwo. A właściwie hektolitry piwa, bo wszystko jest dla ludzi, ale… w umiarze! W tym konteście mecz Polska-Czechy chyba na zawsze pozostanie moim koszmarem. Dlaczego? Znajdujące się na bocznej trybunie rotterdamskiej hali stoliki dla statystyków i fotografów pozajmowane kubeczkami pełnymi złotego trunku. Częściowo nawet zalane, bo komuś przewrócił się browarek. Stoliki, na których – przypominam! – znajdowały się nasze aparaty, laptopy, przedłużacze, czyli sprzęty, które z piwem ani innymi napojami nie powinny mieć styczności.

Polscy kibice są wspaniali, ale… (fot. VolleyCafe.pl)

To z jednej strony skutek bezmyślności (niestety głównie polskich…) kibiców, ale przede wszystkim ogromne niedociągnięcie organizacyjne. Uważam, że miejsca przeznaczone dla statystyków i dziennikarzy – czyli osób pracujących podczas meczu – powinny być oddzielone od strefy dostępnej dla fanów. Co z tego, że ochrona jest skoro nie funkcjonuje poprawnie? Kibice mogli wejść niemal wszędzie, zająć miejsca teoretycznie zarezerwowane dla fotografów, bo dopiero kilkakrotne zwrócenie uwagi ochroniarzom spowodowało ich reakcję. Problem zajmowania naszych miejsc zniknął dopiero w Amsterdamie, ponieważ… za bandami nie było przeznaczonych dla nas żadnych miejsc.

Po holenderskich doświadczeniach naprawdę doceniłam organizację i poziom ochrony w polskich rozgrywkach. Nie mam problemu z tym, żeby schodząc na płytę pokazać swoją akredytację kilka razy jeśli mam pewność, że jest to strefa dostępna tylko dla organizatorów, dziennikarzy, sztabów i zawodników. Wiem, że fani zawsze chcą być jak najbliżej swoich siatkarskich idoli, ale nie mogą swoją obecnością utrudniać pracy im i nam, dziennikarzom. Drodzy kibice, jesteście wspaniali, ale musicie zrozumieć, że rozgrzewka przed meczem to nie jest czas na proszenie zawodników o zdjęcia i autografy.

Na wspomnianym już przeze mnie spotkaniu Polska-Czechy nabawiłam się też traumy. Próbując uwiecznić na zdjęciach kultowe piąteczki z kibicami zostałam wcisnięta razem z moim aparatem w bandy – i w tej chwili standardowy dylemat „chronić twarz czy obiektyw?” przeszedł w „gdzie tu uciec?” – by chwilę później wracająca na swoje miejsce banda wylądowała na mojej stopie. Wszystko okej, ale przy bandzie na piłce meczowej to ja już nigdy nie stanę. Jak już wspominałam, odgrodzenie kibiców od płyty boiska załatwiłoby sprawę.

Była krytyka, więc pora na kilka słów pochwały. Pomijając zasadność dzielenia meczów holenderskiej grupy D na dwa miasta, z mojego punktu widzenia obie hale były dobrze oświetlone i umiejscowione tak, że dojazd do nich nie sprawiał problemów. Holendrzy zadbali również o to, aby nasze jakże twarzowe fotokamizelki były codziennie świeżo wyprane. Mała rzecz a cieszy. O sportowej stronie fazy grupowej padło już wystarczająco dużo słów, więc dodam tylko, że godzinowy rozkład meczów był na tyle dobry, że umożliwiał nam zwiedzanie Holandii.

Co tu dużo mówić. Fazy grupowe mistrzostw Europy odbyły się. Miejmy nadzieję, że pod względem sportowym i organizacyjnym im dalej w las tym będzie lepiej. Na to liczę!

Zobacz wyniki i terminarz mistrzostw Europy

One comment

Możliwość komentowania jest wyłączona.