Pająk przędzie w hali i na piasku. Faworyci wpadną w sieci AZS-u?

– Dwa poprzednie sezony, podczas których zespół kończył rozgrywki na ostatnim miejscu, wcale na nas nie ciążą – mówi Grzegorz Pająk, fan dogów niemieckich i rozgrywający AZS-u Olsztyn.

Grzegorz Pająk i cappuccino (fot. Archiwum prywatne)
Grzegorz Pająk i cappuccino (fot. Archiwum prywatne)

Magdalena Gajek: Przed tobą pierwszy sezon w barach AZS-u Olsztyn. Jak przedstawisz się kibicom?

Grzegorz Pająk: – My name is Spajder (śmiech). A tak na poważnie – powiem to, co chyba najbardziej ciekawi kibiców, czyli trochę o przebiegu mojej kariery. Trenować zacząłem w Stalowej Woli. Potem przeniosłem się do Częstochowy, gdzie grałem w Delic-Polu Norwid Częstochowa. Po okresie juniorskim trafiłem do Orła Międzyrzecz, z którym udało mi się awansować do I ligi. W BBTS-ie Bielsko-Biała otarłem się o PlusLigę – mój zespół przegrał w finale z Siatkarzem Wieluń.

Potem rozpoczęła się moja przygoda z ekstraklasą. Podpisałem kontrakt z Jastrzębskim Węglem, ale kontuzja kolana wyeliminowała mnie z gry na cały sezon. W kolejnym roku załapałem się już do meczowej dwunastki. Klub zdecydował się jednak wypożyczyć mnie do portugalskiego Benfica Lizbona, ale potrenowałem tam tylko miesiąc, a resztę sezonu spędziłem we Francji. W polskiej ekstraklasie w poprzednim sezonie występowałem w Effectorze Kielce.

Podczas wakacji gram w siatkówkę plażową. Razem z Sebastianem Marczyńskim z Jastrzębia Zdroju drugi raz z rzędu zostaliśmy w tym roku mistrzami Śląska. Za rok znów bronimy tytułu! Poza tym jestem fanem psów, a szczególnie dogów niemieckich, ponieważ sam takiego posiadam. Uważam, że to jedne z piękniejszych psów i pod względem budowy, i charakteru.

Większa część klubów w PlusLidze zlokalizowana jest na południu, a ty wyniosłeś się na północ. To będzie dla ciebie sezon spędzony w autobusie.

– Przed nami naprawdę długie wyjazdy, ale takie podróże wpływają na cementowanie zespołu. Nie przeraża mnie to, bo kiedy grałem w Jastrzębiu, to też wiele jeździliśmy. Co robię podczas jazdy? Czytam, oglądam filmy lub seriale, gram w pokera z chłopakami. Sama podróż nie jest najgorsza, ale 12 godzin w autobusie po przegranym meczu nie jest miłym doświadczeniem. Generalnie lubię takie wyjazdy i nie męczy mnie to.

AZS znalazł w trudnej sytuacji. Dwa razy pod rząd drużyna była na ostatnim miejscu w tabeli. Nie odstraszyło cię to przed podpisaniem kontraktu?

– Wcale nie uważam, że AZS jest w trudnym położeniu. Te dwa poprzednie sezony, podczas których zespół kończył rozgrywki na ostatnim miejscu, wcale na nas nie ciążą. Jesteśmy zupełnie inną drużyną i nie czujemy presji. To będzie świetny zespół i nikt nie pożałuje, że podpisał kontrakt z klubem. W moim przypadku pojawiły się propozycje z innych zespołów pierwszoligowych, ale gdy przyszła oferta z Olsztyna, to nie zastanawiałem się zbyt długo i nie czekałem na nic innego. Obecnie zarząd nie stawia przed nami żadnego celu. Nie odcinamy się od historii klubu, ale chcemy poprawić wynik z poprzednich.

Kapitanem AZS-u został Maciej Dobrowolski. Popierałeś jego kandydaturę?

– Oczywiście! Znam Maćka tylko trzy tygodnie, ale już mogę powiedzieć, że nie ma w naszym zespole lepszej osoby na to miejsce. On mówi otwarcie, co myśli i staje w obronie drużyny zawsze, kiedy tego potrzeba. Ponadto jest świetnym siatkarzem i udowadnia to swoim profesjonalizmem na każdym treningu.

Dobrowolski też jest rozgrywającym, czyli twoim bezpośrednim rywalem o miejsce w szóstce. Nie boisz się, że teraz twoje szanse na grę w podstawowym składzie drastycznie zmalały?

– Nie myślę jeszcze o tym, kto będzie grał. Skupiam się na jak najlepszym przygotowaniu do sezonu. Jeżeli dam z siebie wszystko podczas przygotowań, potem nie będę niczego żałował. Z Maćkiem dobrze mi się współpracuje – to doświadczony zawodnik i dużo mogę się od niego nauczyć, podpowiada mi na treningach i poza nimi. Póki co obaj trenujemy te same rzeczy, więc nie ma żadnych podziałów na podstawowego i rezerwowego rozgrywającego.

W AZS-e jest sporo nowych twarzy. Jesteście już zespołem?

– Zdecydowanie tworzymy team, w tej grupie jest chemia. Czasem spotykamy się z chłopakami po treningach w restauracji czy na kawie. Niektórzy wcześniej ze sobą grali w innych zespołach, ale wszyscy znamy się po prostu z boiska. Nie ma żadnych grupek i jedziemy na jednym wózku. Nie mamy lidera i trudno powiedzieć, czy taki w ogóle się pojawi. Pablo (Bengolea – przyp. red.) krótko z nami trenuje, więc jego też jeszcze nie można oceniać. Wciąż brakuje Mattiego Oivanena, który dołączy do zespołu po mistrzostwach Europy. Niezbyt wielkie ubytki kadrowe spowodowane zgrupowaniami reprezentacji zdecydowanie nam pomogą. Wpłynie to pozytywnie na zgranie i scementowanie zespołu.

Trener Krzysztof Stelmach zaskoczył was czymś na pierwszych zajęciach?

– Pozytywnym podejściem do treningów i całego okresu przygotowawczego. Poruszyliśmy już każdy element siatkarskiego rzemiosła, a teraz skupiamy się przede wszystkim na obronie i przyjęciu zagrywki. Trener Stelmach pasuje do nas – sam kiedyś grał przecież w siatkówkę, więc może się postawić w sytuacji każdego z nas. Są momenty, kiedy jest dla nas jak dobry tata, ale potrafi też być surowy i daje nam zastrzyk motywacji do dalszej pracy. Przy dużym wysiłku każdemu brakuje czasem wytrwałości. Do Olsztyna zdecydowałem się przyjść głównie z powodu osoby trenera Stelmacha. Słyszałem wcześniej same superlatywy o tym szkoleniowcu, ale drużyna, która została tutaj stworzona sama w sobie też kusiła.

Jak będziecie pracować do startu ligi?

– Przez najbliższe dwa miesiące nasze treningi nie ulegną zmianom. Będą się jedynie zmieniać obciążenia na siłowni. Nie mamy w planach żadnego obozu, chyba, że o czymś nie wiem. Za trzy tygodnie startujemy ze sparingami. Umówiliśmy się na mecz towarzyski z pierwszoligowym Camperem Wyszków. Do tego wystąpimy w turnieju w Ełku, Nidzicy oraz Memoriale Zdzisława Ambroziaka w Warszawie.

Sezon zaczynacie od pojedynków z najlepszymi. Jesteś gotowy na falę krytyki po pierwszych porażkach?

– Nie rozumiem, dlaczego zakładasz, że pierwsze mecze przegramy. To, że gramy z „górą”, nie oznacza, że mamy stać i patrzeć, jak wygrywają. W każdym meczu gra się o zwycięstwo, nieważne kto stoi po drugiej stronie siatki. Tylko myśląc w taki sposób, można osiągnąć sukces. W Olsztynie jest grupa zmotywowanych chłopaków i na pewno się nie poddamy. Sami od siebie też wymagamy dobrego wejścia w sezon, na pewno nie chcemy zawieść naszych kibiców. Mamy wspólne i indywidualne cele. Punktów przed sezonem też nie liczymy.

Kilka lat grałeś w I lidze – teraz staniesz do rywalizacji z dwoma tegorocznymi beniaminkami. Myślisz, że BBTS i Czarni są gotowi na grę w PlusLidze? Wszyscy wiemy, że pierwszoligowe standardy mocno odbiegają od tych z ekstraklasy.

– W I lidze grałem dwa lata: jeden sezon w Orle Międzyrzecz, a drugi w BBTS-ie Bielsko-Biała. To nie jest tak, że w tym nowym systemie walka sportowa nie jest ważna – ekipy muszą zająć miejsca 1-4 w lidze, aby w ogóle ubiegać się o możliwość awansu do ekstraklasy. A zebranie odpowiedniego budżetu i dysponowanie halą są tylko sposobem na to, aby nowy zespół nie zakończył sezonu z 25 porażkami na koncie.

Faktycznie już za mojej kadencji mówiło się w Bielsku o ekstraklasie, a było to przecież 5 lat temu. Zarząd budował zespół, który będzie walczył w PlusLidze i w końcu im się udało. Dobrze, że w lidze mamy nowe zespoły. Te ekipy pozyskały wartościowych zawodników i na pewno powalczą. Jestem ciekawy jak się potoczy sezon z udziałem 12 drużyn.

Czujecie się zobowiązani wygrywać z zespołami, które debiutują w PlusLidze?

– Tak jak powiedziałem wcześniej, ze wszystkimi będziemy walczyć o zwycięstwo – nieważne czy to Resovia, Skra, BBTS czy Czarni. Nie czujemy presji przed sezonem, a na pewno nie przed poszczególnymi meczami. Trzeba grać i nie oglądać się na innych. Życzcie nam jak najwięcej zwycięstw, osiągnięcia celów indywidualnych i drużynowych oraz żeby kontuzje omijały nas z daleka!