Perugia nadal jak walec… czy jednak nie?

Sir Safety Conad Perugia ponownie wygrywa rundę zasadniczą. Żadne zaskoczenie – raczej niespodzianką byłoby, gdyby było inaczej.  Za nami bardzo ciekawa pierwsza część sezonu w Italii. Przed nami jeszcze bardziej interesujące play-offy.

Ekipa z Perugii wygrała fazę zasadniczą Serie A

Nie ma mocnych na Perugię. Po rewelacyjnym poprzednim sezonie, drugi rok z rzędu drużyna z Umbrii zajmuje pierwsze miejsce na koniec rundy zasadniczej. Nie powinno to dziwić, wszak ekipę Lorenzo Bernardiego wzmocnił Wilfredo Leon, można więc powiedzieć, że było to do przewidzenia. Ale… podczas gdy rok temu urzędującą na fotelu lidera Sir Safety Conad Perugię dzieliło od drugiego miejsca 6 punktów, a od trzeciego aż 10, teraz te różnice są minimalne. Co może trochę zaskakiwać, bo przed sezonem większość zakładała, że Perugia będzie o dwa kroki przed resztą.

Leon króluje w klasyfikacji MVP z dwunastoma statuetkami na koncie, wygrał również plebiscyt La Gazzetta Dello Sport, dzieląc pierwsze miejsce z Urosem Kovaceviciem. Wciąż sieje postrach gdy pojawia się w polu serwisowym – zagrywka to zdecydowanie najsilniejsza broń Perugii. Czy to znaczy, że mistrza Włoch możemy obstawiać już w ciemno? Absolutnie nie! Perugia też ma swoje słabości, a jej największym mankamentem jest zdecydowanie przyjęcie. U Leona ten element nie jest najmocniejszą stroną, a Filippo Lanza, który ma pomagać w defensywnie, wciąż nie utrzymuje stabilnego poziomu. Zenit z Leonem, Andersonem i Michajłowem był praktycznie nie do ruszenia – w Perugii Leon ma do pomocy w ofensywie głównie Atanasijevicia i wystarczy, że jednemu z nich trafi się słabszy dzień, a da się ich pokonać, co pokazały zresztą nawet takie drużyny jak Monza, Padova czy ostatnio Milano.      

Oczywiście fakty mówią same za siebie – to właśnie Perugia sięgnęła w Bolonii po puchar Włoch, pokonując w dramatycznym pięciosetowym finale Cucine Lube Civitanova, a losy meczu odwrócił nie kto inny jak Leon, nagrodzony zresztą tytułem MVP. W pojedynczych meczach „o coś” Perugia zdecydowanie ma wszystkie argumenty po swojej stronie, ale play-offy rządzą się swoimi prawami. Czy uda im się utrzymać najwyższy poziom przez całą serię spotkań? Zobaczymy.

Rywale depczą po piętach

Po świetnej pierwszej połowie rundy zasadniczej, Itas Trentino nowy rok zaczęło od małego dołka. Sam początek mógł napawać optymizmem, gdy w pierwszym meczu w 2019 roku podopieczni Angelo Lorenzettiego nie dali szans Perugii, wygrywając u siebie 3:0. Kryzys przyszedł jednak w najgorszym możliwym momencie, bo w okresie Coppa Italia. I choć nie można powiedzieć, że odpadli bez walki, bo ich mecz również rozstrzygnął się dopiero po pięciu setach, to widać było, że drużyna daleka jest od optymalnej formy i nie prezentuje tego poziomu co jeszcze parę tygodni wcześniej na Klubowych Mistrzostwach Świata. Spadek formy nie przełożył się jednak na spadek w tabeli, a Trentino powoli wraca na właściwe tory.  W ich grze kluczowe są dwa elementy  – zespołowość i Uros Kovacević. Serb wyczynia czasem rzeczy niemożliwe i rozgrywa właśnie chyba swój najlepszy sezon w karierze.

Wielką zagadką pozostaje natomiast Cucine Lube Civitanova. Co prawda zgodnie z przewidywaniami, zmiana trenera tchnęła nowe życie i nową energię w drużynę. Ale wydaje się, że wciąż brakuje „tego czegoś”. Juantorena będący kiedyś pewniakiem, teraz potrafi być najsłabszym elementem na boisku. Leal bywa bardzo chimeryczny i jednego dnia potrafi zagrać świetnie, by w kolejnym meczu psuć niemal wszystko, co dostanie. Mimo ogromnego doświadczenia większości szóstkowych zawodników, wydaje się że brakuje im pewności siebie w newralgicznych momentach – do sporej „kolekcji” mogą dorzucić już kolejne dwa przegrane finały w tym sezonie. 

Niewesoło za to jest pod Ghirlandiną. Chociaż przed rozpoczęciem rozgrywek widać było, że Azimut Leo Shoes Modena nieco odstaje „na papierze” od reszty drużyn z topu, nic nie wskazywało na to, że między nimi a top3 będzie taka przepaść. Sytuacji nie ratuje nawet legenda Julio Velasco. Pod adresem trenera pojawia się coraz więcej zarzutów, że nie ma pomysłu na drużynę. Brakuje lidera na boisku, Ivan Zaytsev średnio spisuje się w roli kapitana, wdając się w kłótnie z kibicami, przez których jest raz po raz wygwizdywany. Tine Urnaut, który w poprzednim sezonie był zawodnikiem od „czarnej roboty” i dawał z siebie bardzo dużo, teraz gra raczej przeciętnie.  W dodatku operacji musiał poddać się Micah Christenson, co wykluczyło go z gry na kilka kolejek. Modena niemal cudem obroniła czwarte miejsce, choć korespondencyjna walka z Mediolanem toczyła się dosłownie do samego końca w ostatniej kolejce.

Rewelacje, zagadki i kopciuszki

Niepozorne Revivre Axopower Milano ma spore apetyty i chce mocno namieszać. Drużyna którą prowadzi już drugi rok Andrea Giani to stopniowo budowany, solidny projekt. Opóźnienia w remoncie PalaLido sprawiły, że do „swojego” Mediolanu wrócą dopiero na play-offy, ale prezes klubu nie próżnuje i już teraz pozyskał sponsora na kolejny sezon – grupę Allianz. Po sezonie w Chinach, niejako wymuszonym przez problemy transferowe ze strony Modeny do składu wrócił Klemen Cebulj (zawodnik został zakontraktowany, po czym władze Modeny zmieniły zdanie; w międzyczasie Milano skompletowało już drużynę na nowy sezon, co uniemożliwiło mu pozostanie tam). W ćwierćfinale ich przeciwnikiem będzie Modena i jeśli weźmiemy pod uwagę problemy drużyny Velasco, Milano wcale nie jest bez szans.

Jeśli mówić o rewelacjach i odkryciach tego sezonu, to będzie to Dusan Petković z Sory, który już drugi rok z rzędu został najlepiej punktującym, zostawiając konkurencję daleko w tyle, a także Kamil Rychlicki. „Polski Luksemburczyk” w Ravennie został zakontraktowany jako ofensywny przyjmujący, ale wobec kontuzji z jaką zmagał się Andrea Argenta, rozpoczął sezon na ataku i… już tam pozostał. Rychlicki zdobył 494 punkty i nieoficjalnie mówi się, że już teraz interesuje się nim wiele klubów. Słaba postawa Argenty natomiast pozostaje zagadką. Młody Włoch, który ubiegły sezon spędził w Modenie i po paru naprawdę dobrych występach niektórzy już widzieli jego przyszłość w kadrze, po wyleczeniu kontuzji nie był w stanie powrócić do składu. Nie wiadomo do końca czy chodzi o problemy z motywacją, czy przyczyna tej sytuacji leży gdzie indziej – nikt z klubu nie wypowiedział się w tej sprawie, nawet lokalni kibice zastanawiają się co się dzieje. A jest to o tyle dziwne, że powrót Argenty na atak byłby dobry zarówno dla klubu (większa siła ofensywna), jak i dla samego zawodnika i dla przyszłości reprezentacji, bo utalentowanych młodych atakujących nie widać.

Kolejną wielką klapą można nazwać drużynę Emma Villas Siena. Beniaminek Serie A z wielkimi ambicjami, wielkimi nazwiskami, zakończył przygodę w ekstraklasie już po pierwszym sezonie. Mimo naprawdę ciekawego składu, ich gra wyglądała po prostu nijako, a wyniki mówiły same za siebie. Być może zamiast od razu mieć mocarstwowe plany, należało  się skupić przede wszystkim na utrzymaniu, a dopiero potem mierzyć wyżej?

Sprawy miały się jeszcze gorzej w drużynie Wojciecha Włodarczyka, BCC Castellanie Grotte. Swój pierwszy mecz zdołali wygrać dopiero w 22. kolejce (3:2 przeciwko Latinie). Tydzień później, drugi i ostatni (również 3:2 ze Sieną). Mimo ciekawego składu, który być może pozwoliłby nawet na awans do play-off (oprócz Włodarczyka również Zingel, Mirzajanpour, Renan), drużyna z Matery była „kopciuszkiem” ligi. Jak niedawno się okazało, przyczyną tak słabej postawy zawodników mogły być problemy finansowe. Jak donosi La Gazzetta Dello Sport, wypłaty miały być opóźnione o trzy miesiące, siatkarzom proponowano również zmniejszenie kontraktów o 30%. By zwrócić uwagę na problem, zawodnicy stali zupełnie nieruchomo w pierwszych dwóch akcjach meczu przeciwko Civitanovie, odprowadzając spadającą piłkę wzrokiem.

#PolskiTowarEksportowy

Mimo fatalnej sytuacji klubu, Wojciech Włodarczyk indywidualnie może zaliczyć sezon do całkiem udanych. Zdobył 333 punkty ze średnią skutecznością ataku 48,1%, a do tego przyjmował aż 673 razy, z czego 25,6% to przyjęcia perfekcyjne.

Bartosz Bednorz na swoim koncie zapisał 229 punktów, atakując na 49,7%. Przyjmował lepiej (30,1% perfekcyjnego), jednak dużo mniej (326 prób). Należy jednak zauważyć, że Włodarczyk od początku był podstawowym zawodnikiem w swojej drużynie, zaś Bednorz na przedarcie się do wyjściowej szóstki musiał poczekać. Zaś w fazie play-off ponownie będzie musiał walczyć o miejsce na parkiecie, bowiem Modena wzmocniła się Kevinem Tillie.

Na pochwałę zasługuje też Globo Banca Popolare del Frusinate Sora, w której gra nasz kolejny rodak, rozgrywający Michał Kędzierski. Drużyna bez gwiazd w składzie, której główną siłą są Dusan Petković i Brazylijczyk Joao Rafael, nie tylko utrzymała się ponad strefą spadkową, ale zajęła nawet 9. miejsce.     

Początkowo spaść miały trzy drużyny, jednak w trakcie sezonu zmieniono zasady i do Serie A2 delegowane zostaną tylko dwie, a awansuje jedna, co w kolejnej edycji rozgrywek da 13 drużyn. O powrót stara się Piacenza, stojąca rok temu na krawędzi upadku, która zdobyła Puchar Włoch Serie A2, a na play-offy ściągnęła z Chin Giulio Sabbiego. W play-offach zagra osiem najwyżej sklasyfikowanych drużyn, podobnie jak w poprzednich latach ćwierćfinały będą toczyć się do dwóch wygranych meczów, zaś półfinały i finały do trzech. Choć faworytem ponownie wydaje się Perugia, trudno powiedzieć czy przewidywania się sprawdzą. Ten sezon już pokazał, że teoretycznie słabsze drużyny mogą namieszać, tak więc możemy spodziewać się niespodziewanego.