Pieniądze to nie wszystko, ale życie bez pieniędzy to…

Stocznia Szczecin tonie i ratunku nie widać. Coraz mniej tlenu również na pokładzie Chemika Bydgoszcz. Liga mistrzów świata miała powrócić na europejskie a nawet światowe na salony, tymczasem dwa kluby mogą nie dograć rozgrywek do końca.

Sytuacja w PlusLidze jest coraz trudniejsza (fot. Pixabay)

Nie rozumiem polityki Stoczni Szczecin. Nie wiem, jak można podpisać umowy z zawodnikami za „miliony monet” nie mając gwarancji czy sponsor sypnie groszem, czy nie sypnie. Nie potrafię sobie wyobrazić po co menedżerowie kontraktują swoich podopiecznych w klubie, który nie daje żadnych gwarancji finansowych. Na co liczą? Na cud? Na łut szczęścia? To naiwne czy po prostu głupie?

Nie rozumiem polityki Siatkarskiej Ligi, która udziela licencji w najwyższej klasie rozgrywkowej. Podobno są jakieś warunki, które zespół w niej występujący powinien spełniać. Mówi się, że kwestie finansowe są wręcz kluczową sprawą, by zespół mógł w ogóle przystąpić do rywalizacji. Jakim więc cudem takie twory jak Chemik Bydgoszcz, z tak ogromnymi zaległościami finansowymi, w ogóle mogą przystąpić do gry? Kto godzi się na to, by ekipa z „mitycznym budżetem” występowała w lidze mistrzów świata?

Nie rozumiem, jak nasza dyscyplina ma rosnąć w siłę, jak duzi inwestorzy mają traktować ją poważnie, skoro dopuszczamy do takiego cyrku. To mało śmieszny żart, że miesiąc po starcie ligi istnieje realne zagrożenie, że dwa kluby wylecą ze stawki, gdyż nie będą w stanie dopiąć budżetu i wypłacić wynagrodzeń pracownikom. Póki co udało nam się przyciągnąć gwiazdy światowego formatu i… pokazać im, że lepiej uciekać od PlusLigi w te pędy.

Nie rozumiem, dlaczego przyjmujemy, że niepłacenie jest normalne. Nie traktujemy poważnie zawodników, pracowników klubów i kibiców. Jeśli nie szanujemy samych siebie to jak możemy oczekiwać, że inni będą nas szanować?

Jeśli żeby się podnieść to trzeba upaść na samo dno, to śmiem podejrzewać, że właśnie do niego dobijamy. Jestem przeciwna temu, by budować nierealne budżety i zrzucać odpowiedzialność na miasto czy spółki skarbu państwa, z których finansowanie (co pokazały ostatnie lata) wyraźnie zależy od politycznego widzimisię. Albo siatkarscy działacze zaczną być biznesmenami przez duże B, albo szlag to wszystko trafi.

Obym tym razem pomyliła się w diagnozie.

Renata Respondek

Słońce, sport i dobre jedzenie to moja recepta na szczęście. Miłośniczka gorącej Italii i kultury żydowskiej. Cenię ludzi szczerych, z męskim poczuciem humoru. Pijam kawę alternatywną lub espresso. Bez dodatków. Napisz do autorki: r.respondek@volleycafe.pl