Piłka Siatkowa w Islandii – Polonia podbija koło podbiegunowe

– Główną ideą naszego Stowarzyszenia jest organizacja zajęć siatkarskich oraz udział w lidze dla Polaków, którzy stanowią społeczność polonijną – mówi w kawowym wywiadzie Radosław Jasiński ze stowarzyszenia Piłka Siatkowa w Islandii.

Polska drużyna wyrusza na podbój Islandii
(fot. archiwum prywatne)

Renata Respondek: Na czym dokładnie polega działalność waszego Stowarzyszenia?

Radosław Jasiński (stowarzyszenie Piłka Siatkowa w Islandii): Nasza działalność polega głównie na tym, aby pokazać tutejszej Polonii, że można ciekawie spędzać czas poza pracą, a życie nie musi kończyć się w domu przed telewizorem. Chcemy dać możliwość realizowania się sportowo każdemu, kto tylko wyrazi na to chęć. Wielu z nas mieszka tu dłużej niż 10 lat i mimo to, czujemy silną potrzebę przebywania w gronie Polaków. Czytałem niedawno książkę Jerzego i Macieja Stuhrów i ten pierwszy mówił o tym, że żadna inna forma komunikacji nie zastąpi naszego języka, gestykulacji, skrótów myślowych…

Stowarzyszenie ma także na celu popularyzację siatkówki na wyspie i stopniowe „zarażanie” nią ludzi w każdym wieku, z naciskiem na młodzież i dzieci. Poprzez nasze występy na islandzkich parkietach chcemy pokazać, że nie przylecieliśmy tu tylko i wyłącznie do pracy, że mamy swoje pasje i marzenia. Chcemy tu żyć.

Od sierpnia obejmujemy pieczę nad rozwojem sekcji siatkarskiej w małym miasteczku Vogar. Nasza działalność to także integracja między najliczniejszą grupą imigrantów a Islandczykami.

Skąd pomysł na powołanie takiej instytucji?

– Od kilku lat jeden z naszych kolegów organizował polską drużynę na towarzyskie turnieje siatkarskie. Przy okazji staraliśmy się raz w tygodniu spotykać na wynajętej sali żeby grać. Nieco ponad rok temu padł nieśmiały pomysł, aby zarejestrować drużynę w Islandzkiej Lidze Siatkówki. Porozumieliśmy się z jednym z klubów, który pomógł nam wystartować w 2 Lidze i przy okazji postanowiliśmy powołać Stowarzyszenie „Piłka Siatkowa w Islandii”. Początkowo ten podmiot miał służyć nam jako gwarancja niezależności w przypadku pozyskania jakichkolwiek funduszy od sponsorów, jednak z czasem doszliśmy do wniosku, że warto wykorzystać istnienie Stowarzyszenie do czegoś więcej, niż tylko granie w 2 Lidze.

Dlaczego akurat siatkówka?

– Jestem przekonany, że siatkówka płynie nam – Polakom we krwi. Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć, ale wydaje mi się na swoim przykładzie, że to taka dyscyplina sportu, która kiedy już raz złapie człowieka w swoje sidła, to nie chce puścić. Myśli się o niej przez cały dzień. O swoich dobrych i gorszych zagraniach, o grze ulubionego klubu czy też reprezentacji. To nasz narodowy sport, a coraz większa frekwencja na naszych zajęciach to potwierdza.

Jak to wygląda w praktyce? Jesteście wszyscy z jednego miasta? Dojeżdżacie na treningi? Jak często odbywają się Wasze zajęcia?

– Reykjavik to stolica i największe miasto w Islandii. W skład aglomeracji wchodzi jeszcze pięć innych, mniejszych miast. Ujmę to prościej, w okolicach Reykjaviku żyje prawie 250 000 mieszkańców, gdzie cała populacja tej wyspy wynosi 350 000 osób. Trenujemy i spotykamy się w okolicach tego miasta. Jednak od nowego sezonu grać będziemy w małym, liczącym ok. 1000 mieszkańców miasteczku Vogar, położonym 25 km na południe od aglomeracji, w pobliżu innego większego islandzkiego miasta – Reykjanesbaer, gdzie znajduje się port lotniczy Keflavik. Większość z nas mieszka i pracuje na co dzień w okolicach stolicy, kilka osób dojeżdża do nas z okolic lotniska, a jedna z dziewczyn ma do nas 100 km, z południa wyspy.

Zajęcia we wspomnianym Vogar odbywać się będą 4 razy w tygodniu, z podziałem na drużyny – pierwszą drużynę męską, drugą drużynę męską i drużynę kobiecą. W każdą niedzielę hala w Vogar będzie przez 2 godziny otwarta dla każdego, kto tylko zapragnie spróbować siatkówki. Zajęcia te będą prowadzone pod nadzorem jednego z naszych trenerów. Zauważyliśmy, ze taka opieka jest bardzo ważna i nowa osoba szybciej adaptuje się na boisku.

Obecnie w ramach Stowarzyszenia udało się zbudować trzy drużyny
(fot. archiwum prywatne)

Popularyzujecie siatkówkę głównie dla dorosłych. Planujecie również zajęcia dla dzieci?

– W październiku rusza liga siatkówki na każdym szczeblu. Naszym celem jest wygranie wszystkich rozgrywek, w których weźmiemy udział jako klub. Pierwsza drużyna rywalizować będzie w 1 lidze (zaplecze ekstraklasy). Mamy silny i wyrównany zespół, 15 osób z dużym potencjałem. Drugi zespół męski grać będzie w 3 lidze. Ta drużyna jest stworzona dla ludzi, którzy siatkówką się bawią. Oprócz niedzielnego grania, dreszczyk rywalizacji doskonale urozmaici czas poza pracą.

Od prawie roku mamy znakomity kontakt oraz wsparcie od Ambasadora RP w Reykjaviku Gerarda Pokruszyńskiego. Jest naszym największym kibicem i też przez częste jego pytania o drużynę żeńską zmobilizowaliśmy panie i one również zaczną przygodę z siatkówką ligową. Było to zadanie trudniejsze od formowania męskich zespołów. Wiele kobiet gra w islandzkich klubach na różnych szczeblach i nie było możliwości, aby zebrać je w jednej drużynie. Są zżyte ze swoim teamem.

Pan Gerard mocno aprobuje też uruchomienie zajęć dla dzieci. Jest to obecnie nasz priorytet i oczko w głowie. Próbujemy wynająć halę w tzw. „polskiej dzielnicy” w Reykjaviku, blisko polskiej szkoły, aby cyklicznie prowadzić tam zajęcia dla najmłodszych pod okiem trenera i animatora. Nawiązaliśmy ciekawy kontakt z Akademią Siatkówki Pawła Zagumnego i mamy nadzieje, że ta współpraca oraz nasze działania pozwolą nam uruchomić zajęcia dla najmłodszych. Siatkówka nie jest popularna wśród dzieci i młodzieży na Islandii i dlatego to dla nas jest tak ważne, a wiemy też, że polonijne dzieci chciałyby się spotykać w swoim gronie na zajęciach sportowych.

Na jakim poziomie jest siatkówka na Islandii? To popularny sport?

– Islandia, patrząc przez pryzmat zasobu ludzkiego, jest moim zdaniem krajem wysportowanym. Kraj liczący kilkaset tysięcy mieszkańców wystawia silne reprezentacje w piłce nożnej, piłce ręcznej czy koszykówce, zarówno panów, jak i pań. To właśnie te drużynowe dyscypliny sportowe są tu najbardziej popularne. Wszyscy pamiętamy sukcesy Islandii podczas Euro 2016, srebrny medal olimpijski w piłce ręcznej czy udział w mistrzostwach świata w koszykówce.

Oprócz tego gro Islandczyków gra w golfa, popularny jest badminton, narciarstwo, lekkoatletyka, kolarstwo, gimnastyka sportowa czy jeździectwo. W tej palecie sportów uprawianych na wyspie jest i miejsce na siatkówkę, choć nie ma co ukrywać, że jej popularność można umiejscowić poza wspomnianymi sportami. Nasza dyscyplina chętniej uprawiana jest przez panie i to ich reprezentacja jest w stanie od czasu do czasu nawiązać walkę z innymi drużynami. Z ostatnich Mistrzostw Europy Małych Państw przywiozły złoty medal, wygrywając w finale z Luksemburgiem. Z tej samej imprezy panowie przywieźli brąz, przegrywając z reprezentacjami Luksemburga oraz Cypru. Juniorskie reprezentacje nie zaprezentowały się już tak dobrze, co świadczy o tym, że wśród młodzieży popularność siatkówki jest znikoma.

Innym tematem jest siatkówka na szczeblu ligowym. Islandzkie kluby każdego roku dają możliwość gry zawodnikom z Hiszpanii czy też z Polski, którzy zetknęli się w swojej karierze z profesjonalną siatkówką. Przykładem może być olimpijczyk z Aten – Radosław Rybak, który wciąż świetnie sobie radzi na siatkarskich parkietach. Można śmiało powiedzieć, że rozgrywki ligowe stoją na zdecydowanie wyższym poziomie niż gra reprezentacji. Trzeba też wspomnieć o tym, że prawie każdy sportowiec na Islandii to amator i dzieli swój czas pomiędzy pracę, dom i treningi.

A jak to jest u Was? Wszyscy jesteście amatorami czy macie w swoim gronie również zawodników z siatkarską przeszłością?

– Większość z nas nie trenowała nigdy wcześniej w żadnym klubie, nawet amatorskim. W wielu przypadkach to powrót do gry po kilku latach przerwy lub rozpoczęcie grania „od zera”. Niedawno dołączyło do nas kilku graczy, którzy mieli okazję trenować w 2 i 3 ligowych drużynach, kilku miało epizod juniorski w takich klubach jak ZAKSA Kędzierzyn-Koźle czy AZS UWM Olsztyn. Jeżeli można o jednym z nas powiedzieć, że ma za sobą „siatkarską przeszłość”, to jest to zdecydowanie nasz trener: Piotr Poskrobko. Przez wiele sezonów był przyjmującym w olsztyńskim AZSie oraz libero w Treflu Gdańsk. To znakomity fachowiec, profesjonalista i wiemy, że pod jego okiem staniemy się lepszą drużyną.

Islandzcy Polacy chcą powalczyć o najwyższe cele, ale przede wszystkim integrować Polonię
(fot. archiwum prywatne)

Wyniki badań pokazują, że Islandia to jeden z najbardziej depresyjnych krajów (mało słońca, dużo deszczowych dni, wielkie odległości między domami, więc i problemy z życiem towarzyskim). Siatkówka to Wasz sposób na aranżowanie spotkań i walkę ze złym nastrojem? W końcu nic tak nie podnosi poziomu endorfin jak sport.

– Żyjemy w środowisku miejskim, przypominającym polskie miasta średniej wielkości i nie brakuje nam tu rozrywek. Wielu Polaków (także tych grających w siatkówkę) mieszka w niewielkich miasteczkach w innych częściach Islandii, gdzie życie towarzyskie jest rzeczywiście bardzo okrojone i w tych miejscach jest to zdecydowanie sposób na chwilowe oderwanie się od zimowego chłodu i ciemności, porywistych wiatrów. Klimat nie należy do przyjemnych przez zdecydowanie większą część roku i siatkówka pozwala nam mobilizować się do działania, mimo złej pogody.

Dla niektórych z nas ten sport to w jakimś sensie sposób na życie, oderwanie się od pracy, depresyjnych myśli właśnie, spotkanie się z ludźmi, którzy dzielą naszą pasję. Mimo że w tym roku mamy piękne, ciepłe lato, to nie możemy się już doczekać tych endorfin, siatkarskich emocji, które dostarczy nam zbliżający się sezon.

Jaka pomoc jest Wam najbardziej potrzebna? Kogo udało się Wam już przekonać do współpracy?

– Jesteśmy młodą organizacją i na jej rozwój poświęcamy sporo naszego wolnego czasu. Nie myślimy o korzyściach materialnych, jesteśmy wolontariuszami z pewną misją do wykonania. W życiu oprócz pieniędzy, na które tutaj nie narzekamy, ważne są też marzenia, pasja i pomoc innym ludziom. Satysfakcja jest bezcenna. Niemniej dążymy do tego, aby do naszej działalności nie dopłacać z własnej kieszeni. Chcemy, aby móc grać w siatkówkę bez żadnych przeciwności.

Od tego sezonu przejmujemy sekcję siatkówki w Vogar, które nie jest przygotowane do tego typu zajęć. Ośrodek ten posiada jedynie słupki i starą siatkę. Potrzebujemy więc każdego możliwego sprzętu: piłek dla seniorów oraz dla dzieci, odzież sportową, zestawy do ćwiczeń, dosłownie wszystkiego. Potrzebna nam jest każda możliwa pomoc: organizacyjna, medialna, wizerunkowa, marketingowa oraz finansowa. Potrzebujemy pieniędzy na wynagrodzenie dla trenerów, na koszty operacyjne, dojazdy na mecze, noclegi, organizację eventów, sprzęt sportowy, udział w lidze.

Jestem przekonany, że jeśli na Islandii co pewien czas pojawiłby się popularny, zawodowy siatkarz, ta dyscyplina wiele by tutaj zyskała. Jesteśmy jako kraj mistrzami świata w siatkówce i powinniśmy to wykorzystywać właśnie teraz. Kto, jak nie Polacy, powinni zarażać świat siatkówką?

Do naszej działalności udało nam się przekonać polskie media na Islandii, czyli Iceland News Polska. Oczywiście współpraca z VolleyCafe.pl jest dla nas dużym wyróżnieniem. Walczymy o pozostałe media, czyli o prasę, radio i telewizję. Proszę sobie wyobrazić, jak wspaniała jest to sprawa. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy zdecydowali się wyemigrować prawie pod koło podbiegunowe, aby nie tylko odłożyć zarobione tu pieniądze, ale też żyć. Każda wzmianka w mediach dla osób, które nie miały nigdy aspiracji publicznych, to wspaniały dodatek do życia i nagroda za naszą działalność.

Jak już wspomniałem, mocno współpracuje z nami Ambasada RP. Pan Gerard robi wszystko, aby nam pomóc rozwinąć Stowarzyszenie. Liczymy też na współpracę z Akademią Siatkówki Pawła Zagumnego oraz z organizacjami polonijnymi z całego świata. Jesteśmy otwarci na współpracę z każdym, kto tylko znajdzie z nami wspólny mianownik i podziela naszą pasję. Niedawno rozmawiałem z Adamem Malikiem, który rozwija w Polsce siatkówkę na siedząco i zaszczepił pewną ideę, aby spróbować tego również na Islandii.

Polska Siatkówka w Islandii potrzebuje wsparcia, by móc funkcjonować jeszcze skuteczniej
(fot. archiwum prywatne)

A myśleliście o nawiązaniu współpracy z którymś z polskich klubów siatkarskich?

– Przyznam się, że wysłałem propozycję współpracy do każdego klubu z siatkarskiej PlusLigi. Dostałem jedną odpowiedź i liczę na to, że uda się rozpocząć współpracę. Byłaby to niewyobrażalna szansa na rozwój siatkówki nie tylko wśród islandzkiej Polonii, ale również wśród samych Islandczyków. Możliwość trenowania z graczami, których kojarzymy z telewizji (większość z nas zagorzale śledzi rozgrywki ligowe) byłaby czymś absolutnie fantastycznym.

W ostatnim czasie wielki sukces marketingowy odniosła polonijna drużyna siatkarska z Londynu. Macie podobne ambicje? Inspirujecie się nimi? A może myśleliście o współpracy z nimi?

– Doskonale znamy polonijną drużynę z Londynu i regularnie śledzimy ich poczynania. Trzymamy kciuki za ich awans do siatkarskiej ligi mistrzów. Wymiar ich działania zdaje się w pełni profesjonalny. Zaangażował się w ten projekt wielki Giba, wcześniej m.in. Krzysztof Ignaczak. Oczywiście próbujemy nawiązać kontakt z IBB Polonią Londyn. Doświadczenie, które posiadają oraz ich sukcesy mogą być dla nas wzorem. Jednak rzeczywistość islandzka jest inna. Główną ideą naszego Stowarzyszenia jest organizacja zajęć siatkarskich oraz udział w lidze dla Polaków, którzy stanowią społeczność polonijną. Nie zamierzamy sprowadzać zawodników tylko po to, aby wygrywali dla nas mecze. Piłka siatkowa w Islandii ma przede wszystkim skupiać przy sobie Polonię i wszelkie działania są skierowane dla Polaków oraz na rzecz integracji polsko-islandzkiej.