PlusLiga czyli walka o przetrwanie

Po półrocznych zmaganiach reprezentacyjnych pora na powrót na ligowe parkiety. W sobotę startują rozgrywki PlusLigi. Pierwszym jej akcentem były zmagania o Superpuchar Polski, które zakończyły się triumfem Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.

ZAKSA zgarnia pierwsze trofeum (fot. Facebook ZAKSA Kędzierzyn-Koźle)

Za nami pierwszy akcent nowego sezonu ligowego. Ciekawe, czy okaże się rzeczywistym zwiastunem tego, co w nowym sezonie nas czeka. Nie byłaby to najlepsza wiadomość, gdyż prawda jest taka, że większą uwagę przyciągała sytuacja wokół Projektu Warszawa niż to, co działo się na boisku. Zwłaszcza, że podczas niego zdecydowanie dominowała ekipa z Kędzierzyna-Koźla, która zasłużenie sięgnęła po pierwsze w sezonie trofeum, śmiem podejrzewać, że również nie ostatnie.

Projekt Warszawa to największa niewiadoma tego sezonu. Wiemy, że zespół przystąpi do rozgrywek. Wciąż grubymi nićmi pisanym scenariuszem jest to, że również je zakończy. A nawet jeśli, to w jakim składzie personalnym. Jedno jest natomiast jasne: większość graczy, która została zakontraktowana do gry w Onico Warszawa spodziewała się walki o znacznie wyższe cele niż te, o które w obecnej sytuacji przyjdzie mierzyć się Projektowi Warszawa. Nie wiemy, jak na to zareagują i czy pójdą na ten układ.

Mam jednak głęboką nadzieję, choć niepopartą zbyt wieloma przesłankami w rzeczywistości, że Projekt Warszawa rzeczywiście znalazł stabilnego, pewnego i wypłacalnego sponsora, z którym dokończy sezon. Pozwoli to nam skupić się nie na kwestiach organizacyjnych, a na tym, co w PlusLidze najważniejsze, czyli na grze w siatkówkę. Czego spodziewam się pod tym względem? Muszę przyznać, że na fajerwerki nie liczę, zwłaszcza w pierwszej części sezonu.

Po wykańczających rozgrywkach reprezentacyjnych wszyscy, którzy występowali w drużynach narodowych zanotują spadek formy. Pewnie przypadnie on mniej więcej na koniec roku. W styczniu zagraniczni gracze, którzy wciąż mają szansę na olimpijski awans, wyjadą na kwalifikacje i to znów rozbije mikrocykle treningowe. Największym wyzwaniem dla trenerów będzie więc poradzenie sobie z tym problemem i niestracenie zbyt wielu punktów, które w końcowym rozrachunku mogą być kluczowe.

Jeśli nam – kibicom i obserwatorom uda się przetrwać jednak tych trudnych kilka tygodni możemy doczekać się prawdziwej uczty – play offów, w których wszyscy gracze będą starali się przekonać do siebie selekcjonerów. A chyba nie ma zawodnika, który w sezonie olimpijskim do kadry nie chciałby wskoczyć. Zwiastuje to bardzo ciekawą końcówkę, czego sobie i wszystkim związanym z siatkówką życzę.