Polsat zadecyduje o zwolnieniu Anastasiego?

Na fundamentalne pytanie, czy sponsor ma prawo ingerować w kształt reprezentacji, odpowiadam krótko – absolutnie nie.

Przyszłość trenera Anastasiego nadal stoi pod znakiem zapytania (fot. CEV)
Przyszłość trenera Anastasiego nadal stoi pod znakiem zapytania (fot. CEV)

Kto ma moc sprawczą w sprawie Anastasiego? – Tak naprawdę to bardzo ważna będzie opinia naszych sponsorów. Zwłaszcza stacji Polsat, która wyłożyła 100 milionów złotych na organizację mistrzostw świata w Polsce. Jeśli jej szefowie będą chcieli zmiany, nie będziemy mieć wyjścia – mówi portalowi dziennikpolski24.pl jeden z działaczy. – Czas Anastasiego się skończył – odpowiada Marian Kmita, szef sportu w Polsacie.

Cytatów-anonimów nigdy nie biorę w 100% na poważnie, bo jeśli ktoś nie przyznaje się do swoich własnych słów, to dla mnie nie ma tak naprawdę nic mądrego do powiedzenia (bo mądrościami chcą pochwalić się przecież wszyscy) lub coś bardzo poważnego do ukrycia. Moje zaufanie do mediów spada również z każdym dniem, więc do takich wypowiedzi mam pewien dystans (absolutnie nie oskarżając nikogo o kłamstwo). Publikacja tego wywiadu w serwisie dziennikpolski24.pl wstrząsnęła mną jednak szczególnie.

Polsat ma niby decydować o tym, kto prowadzi polskich siatkarzy? Absurd! Stosując takie metody, siatkówka jako dyscyplina pogrąży się w zastraszającym tempie. Z tego co się orientuję, to najzdrowsza relacja wygląda następująco: działacze organizują i decydują, siatkarze grają, trener opiekuje się zespołem, sponsor łoży pieniądze, media informują i komentują. Mogę przełknąć to, że Polsat miesza zadanie mediów z zadaniami sponsorów, ale na pewno nie można przejść obojętnie obok faktu, że stacja ma być domniemanym organem decydującym o przyszłości reprezentacji! To może na miejsce Anastasiego pan Kmita pośle swojego eksperta Wojciecha Drzyzgę?

Polsat nie jest jedynym sponsorem polskiej siatkówki, więc z powyższego cytatu wnioskuję, że o przyszłości Anastasiego może decydować także ORLEN oraz Okocim. PZPS słusznie odcina się w tej trudnej sytuacji od mediów i niezbyt wylewnie komentuje sprawę, ale może za zamkniętymi drzwiami robi coś znacznie gorszego – pozwala ludziom z zewnątrz wchodzić w swoje kompetencje, a to najgorsze frajerstwo! To tak, jakby szewc mówił kucharzowi, jak ma gotować! Sponsorzy mają prawo oczekiwać wyników, bo za wygranymi stoi także promocja marki w dobrym świetle, ale nie mają żadnego przyzwolenia, aby domagać się głosu w sprawach personalnych.

Podtrzymuję, że do tego typu anonimowych deklaracji mam pewien dystans. Sprawa jest jednak na tyle poważna, że wymaga komentarza. Sport to też biznes, ale niech sponsorzy tymi biznesmenami pozostaną, a sprawy kadry zostawmy czołowym działaczom sportowym. Nawet jeśli ci, którzy dają pieniądze, są wielkimi fanami i przyjaciółmi siatkówki.