Powołania na Twitterze

Tuomas Sammelvuo wyćwierkał nazwiska siatkarzy, którzy będą grać pod jego wodzą w tegorocznej Lidze Światowej.

Tuomas Sammelvuo jest trenerem reprezentacji Finlandii od 2013 roku. Jako zawodnik grał mi. in. w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle (fot. CEV)
Tuomas Sammelvuo jest trenerem reprezentacji Finlandii od 2013 roku. Jako zawodnik grał mi. in. w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle (fot. CEV)

Na Twitterze od poniedziałku trener reprezentacji Finlandii Tuomas Sammelvuo publikuje nazwiska zawodników, którzy zostali powołani do kadry narodowej na Ligę Światową. Na początek w świat wypuścił listę środkowych bloku. Nazwisko po nazwisku, wprowadzając napięcie i zmuszając wszystkich do czekania. Niczym autor kryminału! Każdego dnia przedstawiał nazwiska z jednej pozycji.

Pomysł wcale nie jest innowacyjny! Przecież trener Finlandii wykorzystuje portal społecznościowy do tego, do czego został stworzony – komunikowania się. Proste, ale dlaczego nikt wcześniej o tym nie pomyślał? Mnie, pierwszego tchórza nowinek technologicznych, Sammelvuo utwierdził w przekonaniu, że za pomocą Twittera czy Facebooka można także wypełniać swoje obowiązki zawodowe.

W stu procentach zgadzam się z zastępcą redaktora naczelnego „Przeglądu Sportowego” Przemysławem Rudzkim, który w wywiadzie dla Futbolove nagranym za pomocą Skype’a powiedział: „To jest bolączka polskich dziennikarzy, którzy boją się takich rzeczy. Boją się Twittera, Facebooka i nowoczesnych metod komunikacji. Nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że tak po prostu trzeba. Są rzeczy, które są niezależne od nas i musimy się im poddać. Kiedyś miałem komputer Atari, teraz mam tablet i rozmawiamy w taki sposób. Tak jest skonstruowany świat.”

Uważam, że Polski Związek Piłki Siatkowej jeszcze długo nie zrobi czegoś podobnego. Konta na Twitterze nie ma nawet trener reprezentacji Stephane Antiga. Związek trzyma się sztywnych reguł, czyli nazwiska kadrowiczów ogłasza w oficjalnym piśmie, które potem jest kopiowane przez każdego dziennikarza. Działacze nie wychodzą z ram, więc nie oferują nam ani trochę zabawy.

Podobno Amerykanie od paru lat narzekają na nudę, która panuje podczas rozdania filmowych nagród Oskarów. Może organizatorzy w przyszłym roku opublikują zwycięzców na Twitterze? Ale wtedy nie będzie „foci z rąsi”, która obiegła świat i pobiła rekord retweetów. A to przecież też inicjatywa dokonana przez nowoczesną metodę komunikacji – od gospodyni oskarowej gali Ellen DeGeneres dla nas wszystkich.