Przyzwolenie na przegraną dla Canarinhos

Wielka Brazylia jest na ostatnim miejscu w grupie A Ligi Światowej. Przegrywała i z Polakami, i z Irańczykami. Eksperci przestrzegają, że to zasłona dymna. Dla mnie to po prostu znak czasu.

Polacy rozpoczęli Ligę Światową od dwóch porażek z Brazylią (fot. FIVB)
Polacy rozpoczęli Ligę Światową od dwóch porażek z Brazylią (fot. FIVB)

Po pierwszym zwycięstwie nad Brazylią cieszyliśmy się niezmiernie, bo nasi młodzi kadrowicze ograli wielkich Canarinhos. Gdy zdobyliśmy całą pulę punktów w Krakowie, głosów zachwytu już nie było końca. Eksperci komplementowali naszą dobrą grę, ale zastrzegali, że ekipa Rezende nadal jest wielka i trzeba na nich uważać. Dla mnie ta utytułowana drużyna nie ma już w sobie nic wyjątkowego, ale wcale nie dlatego, że zbierają baty nawet od odległego w rankingu Iranu.

Skończyły się czasy, gdy dwunastu tych samych facetów co roku przyjeżdża na zgrupowanie, a turnieje kończą się „jak zwykle”. Dzisiaj trenerzy muszą umieć wyciągać do kadry nowicjuszy (nie jednego czy dwóch, ale całą gromadę), dawać szanse większej grupie zawodników, bo liderzy zwyczajnie wyplują płuca, jeśli będą grać okrągły rok bez  urlopu. Widać to doskonale, analizując składy reprezentacji na poszczególne weekendy LŚ.

Canarinhos „odpuszczają” w tym roku Ligę Światową jak wiele innych zespołów. Słowo „odpuszczają” ujęłam w cudzysłów, bo nie jestem pewna, czy to dobre określenie. Trenerzy zwyczajnie rozsądnie gospodarują siłami gwiazd, bo chyba wszyscy widzimy, że wygrywanie wszystkiego w jednym sezonie staje się prawie niemożliwe.

Brazylijczycy mogą zająć ostatnie miejsce w grupie, nie zagrać w Final Six i nikt nie powinien się temu dziwić. Średnio będzie to zawodnikom na rękę, oni przecież doskonale czują, że dziś każda impreza to nowa historia. Minęły czasy, gdy w sezonie kadrowym królowała jedna drużyna, tak samo jak w PlusLidze nie dominuje już jeden zespół.

Byłoby idealnie, gdyby trzy różne turnieje w jednym sezonie wygrywały trzy różne ekipy. Znaczyłoby to, że ranking FIVB, w którym o miejsca zespoły walczą od lat, traci na znaczeniu. Przestają liczyć się cyferki i sukcesy z przeszłości, a na znaczeniu zyskuje rozsądek selekcjonera, dla którego sezon trwa cały rok, nie tylko od maja do końca września.

Magdalena Gajek

Idę w prawo lub w lewo, nigdy pomiędzy. Wiem, że tym sposobem zrealizuje plany zapisane skrupulatnie w kalendarzu 🙂 Nie lubię mieć zbyt dużo wolnego czasu. Piję kawę z mlekiem. Obowiązkowo słodką! Napisz do autorki: m.gajek@volleycafe.pl