Reprezentacja jest silna siłą swoich rezerw

Rezerwy reprezentacji Polski w pierwszym meczu turnieju finałowego Siatkarskiej Ligi Narodów pokonały pierwszą drużynę Brazylii. To wszystko po niesamowitym, pięciosetowym boju. W nocy z czwartku na piątek Biało-Czerwoni zmierzą się z Iranem.

Młoda polska drużyna lepsza od wielkiej Brazylii

Vital Heynen obejmując drużynę narodową zapewniał, że wyniki w każdym kolejnym turnieju nie są dla niego celem samym w sobie. Jego plan jest znacznie bardziej długoterminowy i nazywa się igrzyska olimpijskie w Tokio. Z każdym kolejnym krokiem szkoleniowca rozumiem ten plan coraz bardziej i muszę przyznać, że belgijski selekcjoner imponuje mi coraz mocniej. Widać, że jest pomysł, który skrupulatnie jest realizowany.

Tegoroczną Siatkarską Ligę Narodów trener Heynen potraktował bardzo eksperymentalnie i dał pograć bardzo szerokiej kadrze. Jedni sprawdzili się w jego oczach, inni trochę mniej, ale trzeba mu przyznać, że do samego końca nie zboczył z obranego kursu. Nawet awans do turnieju finałowego nie zmienił jego podejścia do tych rozgrywek. Do Chicago pojechały rezerwy, które już w pierwszym meczu udowodniły, że zostały zbudowane w poprzednich turniejach w prawdziwą drużynę.

Liczyłam na to, że potencjalni rezerwowi jeszcze nie zrezygnowali z walki o swoje miejsce w drużynie narodowej na najważniejsze w tym roku rozgrywki. Wierzyłam, że pojadą do Chicago po to, by udowodnić selekcjonerowi, że zasługują na więcej niż szeroki skład. Chciałam zobaczyć siatkarzy, którzy dają z siebie wszystko i walczą do ostatniej kropli krwi, bo dostali swoją jedyną i niepowtarzalną szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności. W pierwszym meczu to zobaczyłam.

Nawet jeśli Vital Heynen nie zdecyduje się na drastyczne zmiany w składzie w tym sezonie wierzę, że to nie zniechęci drużyny chicagowskiej. W końcu ich celem, podobnie jak i selekcjonera, jest przyszłoroczny turniej olimpijski i to o miejsce w nim właśnie walczą w pierwszej kolejności. Zresztą, myślę, że to cel podstawowy każdego sportowca. Dla wielu bardzo odległy, dla tych chłopaków wydaje mi się, że całkiem realny.

Drużyna jest tak silna, jak ostatni zawodnik na ławce – lubię tę myśl, a turnieje siatkarskie wielokrotnie pokazywały, że jest ona bardzo prawdziwa. Patrząc na kadrę B w Chicago i kadrę C na Uniwersjadzie jestem zbudowana. Panowie, oby tak dalej!