#Road2Tokyo czyli dokonać niemożliwego

To już ostatnia szansa reprezentantek Polski na wywalczenie kwalifikacji na igrzyska olimpijskie w Tokio. Podopieczne Jacka Nawrockiego stają przed zadaniem niemal niemożliwym w realizacji, gdyż nie są faworytkami, a bilety do Japonii wywalczy tylko jeden team.

Polki rozpoczynają walkę o awans olimpijski (fot. FIVB)

W fazie grupowej turnieju kwalifikacyjnego w Apeldoorn Polki zmierzą się z Azerkami, Bułgarkami i Niderlandkami. W drugiej grupie o awans do półfinału powalczą z kolei Belgia, Chorwacja, Niemcy i Turcja. Aby wywalczyć awans olimpijski trzeba zwyciężyć co najmniej w czterech spotkaniach, a najlepiej odnieść komplet zwycięstw. To chyba jeden z najtrudniejszych turniejów w kalendarzu. Jeńców nie biorą.

Jak oceniam szanse reprezentacji Polski? Absolutnie nie są faworytkami niderlandzkiego turnieju. W zasadzie w każdym kolejnym spotkaniu będą walczyły o wszystko albo nic i będą musiały dać z siebie absolutne maksimum, by móc marzyć najpierw o wyjściu z grupy, potem o wejściu do finału, a następnie o przepustce do wioski olimpijskiej. Czy ten zespół jest w stanie tego dokonać? Szczerze mówiąc jestem sceptyczna.

Tym bardziej jestem pełna obaw, że tak w zasadzie nie mam zielonego pojęcia, jaka atmosfera panuje obecnie w reprezentacji Polski. Z jednej strony wszystkie zawodniczki są świadome, że stają przed wielką życiową szansą, przystępując do tego turnieju. Z drugiej jednak nie jestem przekonana, czy kryzys na linii zawodniczki-trener udało się zażegnać i czy wszyscy, którzy pojechali do Apeldoorn ciągną ten sam wózek… W tym kontekście bez wątpienia atutem polskiej drużyny może być to, że zawody trwają tak krótko. Łatwiej zacisnąć zęby i schować honor do kieszeni na tydzień niż na trzy.

Kto wygra turniej w Niderlandach? Moim zdaniem będzie to zespół najbardziej doświadczony, który w tych bardzo trudnych zawodach będzie się wspierał, będzie w stanie błyskawicznie rozwiązywać boiskowe komplikacje i którego trener będzie potrafił w mig reagować na to, co dzieje się na boisku i wspomagać swoje podopieczne. Może zabrzmi to jak frazes, ale zwycięży „najbardziej zespołowy zespół”.

Czy będzie to Polska? Moim zdaniem nie, ale bardzo chciałabym się mylić.