Są rzeczy ważne i ważniejsze

MKOl podjął jedyną słuszną decyzję – ze względu na pandemię koronawirusa przełożył igrzyska olimpijskie, które jesienią tego roku miały odbyć się w Tokio. Na kiedy? Jeszcze nie wiadomo. Pewne jest jednak, że mają odbyć się nie później niż latem 2021 roku.

Igrzyska olimpijskie przełożone na 2021 rok (fot. Twitter PKOl)

Oczekiwałam tej decyzji już od dobrych dwóch tygodni. W obliczu pandemii moim zdaniem werdykt Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz władz Japonii nie mógł być inny. Organizowanie igrzysk olimpijskich tej jesieni byłoby po prostu niebezpieczne, niesprawiedliwe i nierealne z logistycznego punktu widzenia. Pandemia koronawirusa spowodowała, że sport musiał odejść na drugi plan. Na pierwszym jest zdrowie i życie sportowców, kibiców i wszystkich zaangażowanych w organizację zawodów.

Premier Japonii bardzo długo wzbraniał się przed podjęciem tak radykalnych kroków. Nie sposób się mu dziwić. Straty dla japońskiej gospodarki w związku z zaistniałą sytuacją są ogromne. Poza tym wydaje się, że sytuacja epidemiologiczna w kraju kwitnącej wiśni została opanowana, więc z perspektywy kraju nie istniało aż tak duże ryzyko zorganizowania dużej imprezy sportowej. Koniec końców na szczęście wygrał zdrowy rozsądek.

Dlaczego oceniam tę decyzję pozytywnie? Po pierwsze ze względu na samych sportowców. Część z nich boryka się z chorobą, a część ze skutkami pandemii takimi jak odwołane rozgrywki i co za tym idzie niemożność wywalczenia olimpijskiego awansu oraz przerwane zgrupowania, na których budowana miała być olimpijska forma. Po drugie ze względu na kibiców. Pojawiły się pomysły igrzysk bez udziału publiczności. Absurd. To ma być największe święto sportu, a przy pustych trybunach nie da się tego osiągnąć.

Trzecią kwestią jest logistyka. Aktualnie Japonia zamknęła granice i ruch bezwizowy. Zakładając nawet igrzyska bez udziału publiczności kwestią otwartą pozostawało pytanie, kto tak właściwie jest niezbędny, by taka impreza mogła się odbyć – sportowcy (to chyba jasne), sztaby szkoleniowe (ale ile konkretnie osób?), media (wszystkie czy tylko telewizje?), organizatorzy (kto koniecznie, a kto nie?). Impreza organizowana raz na cztery lata to manifest równości i zasad fair play. Tego rodzaju wybiórczy dostęp do imprezy nie służyłby ani jednemu ani drugiemu.

Zastanawiam się, co teraz. Kiedy podjęta zostanie decyzja co do ostatecznego terminu. To kluczowa informacja dla zawodników, bo przygotowania na taką imprezę trwają co najmniej kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. Po drugie dla działaczy poszczególnych dyscyplin, w których kwalifikacje jeszcze się nie skończyły. Po trzecie dla kibiców, którzy koniec końców muszą jakoś zaplanować urlop, by móc do Tokio dotrzeć. Na ten moment odpowiedź pozostaje chyba tylko jedna: kiedy koronawirus nam na to pozwoli…