Świeżutka włoszczyzna, czyli SuperLega tuż przed startem

Jeśli w zeszłym roku siatkarze po zakończeniu zmagań reprezentacyjnych nie mieli zbyt wiele czasu na złapanie oddechu, to teraz nie mieli go w ogóle i odpocząć mogli jedynie wracając z Japonii. Oczywiście jeśli da się odpocząć w samolocie, mając dwa metry wzrostu. Praktycznie prosto z lotniska – i nie jest to przesada – uczestnicy Pucharu Świata rozjechali się w kierunku swoich klubów, bo już w ten weekend ruszają włoskie rozgrywki ligowe. A co nas czeka w tym roku?       

Liga włoska na start
(fot. Katarzyna Tybor, VolleyCafe.pl)

Leon nie wystarczył, aby Sir Safety Perugia powtórzyła sukcesy z historycznego dla siebie sezonu 2017/18. I choć ciężko nazwać rok, w którym zdobywa się Puchar Włoch i walkę o mistrzostwo kończy na drugim miejscu, kompletną porażką, to jednak oczekiwania na pewno były inne. W końcu nie po to kupuje się siatkarza określanego mianem najlepszego na świecie i oferuje  mu się rekordowo wysoki kontrakt, by zadowolić się jedynie wicemistrzostwem kraju, a do finału Ligi Mistrzów nawet nie wejść.  Oczywiście, jeśli trzeba szukać winnych, to winny najczęściej jest trener, więc Lorenzo Bernadi pożegnał się ze stanowiskiem (w iście włoskim stylu, bo spór z prezesem Gino Sircim ciągnął się jak telenowela), a jego miejsce zajmie Vital Heynen. Czyżby w połączeniu z Leonem, to miało być gwarancją sukcesu?

O tym, co włoska mamma w garach namieszała

Tegoroczne „mercato” nie przyniosło tak wielu przetasowań, jak transfery w zeszłym sezonie, kiedy to do niektórych zmian można się było przyzwyczaić dopiero po kilku (lub kilkunastu) kolejkach. Sporym osłabieniem jest odejście Cwetana Sokołowa do Rosji. Jego miejsce zajmie ktoś z pary Rychlicki/Ghafour. Do drużyny Itas Trentino dołączył Klemen Cebulj, powrócił też dobrze tam znany Mitar Djuric. W Modenie (znowu) nastąpiła zmiana na ławce trenerskiej, w tym sezonie żółto-niebieskich poprowadzi Andrea Giani. Na uwagę, zwłaszcza żeńskiej części publiczności, zasługuje bez wątpienia transfer Matta Andersona, który podobnie jak Leon rok wcześniej, zimną Rosję zamienił po wielu latach na słoneczne Włochy.

Nie sposób nie wspomnieć o naszych rodakach, których w tym sezonie na włoskich parkietach będzie wyjątkowo wielu. Oprócz Leona i Bednorza, którzy zostają w swoich dotychczasowych klubach, w Cucine Lube Civitanova zobaczymy również Mateusza Bieńka, do Calzedonii Verona Radostin Stojczew ściągnął Bartłomieja Klutha, a w Vero Volley Monza zagra Bartosz Kurek. Choć ten ostatni transfer może nieco dziwić, bo Monza zajmując zwykle okolice środka tabeli, nie miała raczej aspiracji medalowych, chociaż często napsuła potencjalnym faworytom sporo krwi.

Gdzie kucharek sześć…

Jeśli mowa o potencjalnych faworytach, w tym roku wskazanie kogokolwiek wydaje się jeszcze trudniejsze. Brak drastycznych zmian na pewno jest istotnym czynnikiem i przemawia na korzyść Lube, bowiem siatkarze z Marche po poprzednich rewolucjach „docierali się” bardzo długo i na miarę swojego potencjału zaczęli grać tak naprawdę dopiero w okolicach lutego.  Spokój w kwestiach sportowych, jak w Trento, czy pozasportowych w Modenie, również powinien zaprocentować. W Perugii największą rewolucję może wywołać osoba trenera, pytanie tylko czy efekt tej rewolucji będzie pozytywny, czy wręcz przeciwnie. Nie od dziś wiadomo że Heynen ma bardzo kontrowersyjny sposób bycia i nietypowe metody – to, że do tej pory się sprawdzały, nie oznacza od razu że zadziałają równie dobrze we włoskich realiach.

Kalendarz siatkarski pędzi jak szalony, we wtorek zakończył się Puchar Świata, a pierwsza kolejka ligowa rusza już w sobotę.  Zawodnicy zaangażowani w turniej w Japonii, w czwartek  prosto z lotniska ruszyli do swoich klubów. Stąd też zmiana – tym razem SuperPuchar nie będzie turniejem inaugurującym sezon, a odbędzie się dopiero po drugiej kolejce, na początku listopada. W tzw. międzyczasie jeszcze Liga Mistrzów, pozostałe europejskie puchary, Klubowe Mistrzostwa Świata w Brazylii, a w styczniu „igrzyska śmierci”, czyli europejski turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich… Przy takiej ilości meczów i przemęczeniu po wyjątkowo długim sezonie reprezentacyjnym, trudno nie złapać zadyszki. Kibice mogą jedynie mieć nadzieję, że mimo tego, poziom sportowy będzie wysoki na miarę gwiazd, jakie występują w lidze włoskiej, a siatkarze…  że uda im się uniknąć kontuzji i jakoś przetrwać.