To kiedy ten mecz? – czyli plusligowe wiem, że nic nie wiem

Choć PlusLiga pędzi jak szalona to jej władze nie nadążają z ustalaniem terminów kolejnych spotkań. Zniecierpliwieni kibice podnoszą bunt i w mediach społecznościowych zarzucają przedstawicieli Polskiej Ligi Siatkówki oraz Polsatu falą krytyki i pytaniami o harmonogram na nadchodzące kolejki.

Terminarz PlusLigi, czyli ktokolwiek widział, ktokolwiek wie… (fot. Anna Kołakowska)

Mam marzenie. Chciałabym, żeby terminarz naszej ligi był ustalany z góry na cały sezon. Albo chociaż na całą rundę. Czyż to nie piękna wizja? Mecze rozpisane od A do Z, a jak zmiany to tylko kosmetyczne i tylko wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne. Tak przejrzysty harmonogram byłby skarbem dla wszystkich kibiców oraz dziennikarzy planujących plusligowe wojaże.

Ale czy w naszych realiach jest to możliwe? Obawiam się, że nie… Za chwilę skończy się styczeń, a ja nadal nie znam dokładnego terminu meczu, na który chciałabym pojechać za dwa tygodnie. Dla porównania gdybym dwa miesiące temu zaplanowała swoją obecność na rozgrywanym w trzeci weekend lutego dowolnym meczu ligi francuskiej już miałabym zabookowany lot i nocleg, bo tam rozkład wszystkich kolejek jest znany długo przez rozpoczęciem sezonu. Można? Można!

Dlaczego nie działa to u nas? Mówimy przecież o Lidze Mistrzów Świata, a nie rozgrywkach podwórkowych. Kto lub co odpowiada na brak klarownego terminarza? Przedstawiciele ligi stale powtarzają, że sprawa jest trudna i bardzo złożona. Chyba najbardziej oczywistym elementem jest kwestia dostępności hal. Myślę, że każdy zdaje sobie sprawę, że obiekty, na których rozgrywane są mecze służą również innym celom. To jasne, że w dniu, na który zaplanowany jest koncert czy gala meczu nie będzie. W drugiej strony zdecydowanie łatwiej jest zarezerwować halę z wyprzedzeniem dwóch czy trzech miesięcy, a nie tygodnia. Tylko wtedy terminarz naszej ligi nie jeszcze nawet w planach…

A może wina leży nie po stronie władz ligi tylko Polsatu, który za punkt honoru postawił sobie transmitować jak największą ilość spotkań PlusLigi i wszystkie terminy muszą być dostosowane do ich ramówki? W tweeterowej dyskusji swojej stacji broni Jerzy Mielewski. Dziennikarz podkreśla, że to nie on zajmuje się wyznaczaniem terminarza i za żadne pieniądze nie chciałby tego robić – nie dziwne, też bym nie chciała – i deklaruje, że Polsat nie ma sobie niczego do zarzucenia, bo godziny transmisji są ustalane przed sezonem. Mielewski odbija piłeczkę dalej i za opóźnienia wini niezdecydowane kluby.

Skutek? Terminarza jak nie było tak nie ma, a strony zamiast wypracować jakieś rozwiązanie wolą zrzucać na siebie odpowiedzialność. A kto na tym cierpi najbardziej? Kibice! Bo ile razy można podmieniać w pracy podanie o urlop, bo „mecz wyjazdowy miał być jutro, a jednak będzie za dwa dni”? Ile razy zmieniać plany i przebookowywać wszystkie bilety? Pomijam fakt, że nie ułatwia to również pracy niejednej redakcji, bo wiecie, że wielu z nas siatkówką zajmuje się po godzinach. Każda cierpliwość kiedyś się kończy. Dlatego apeluję: PlusLigo, Polsacie, drogie kluby! Szanujcie kibiców, ich czas i zaangażowanie, bo to oni nadają sens temu sportowi i ten terminarz jest również dla nich. A chyba nie chcecie grać przy pustych trybunach?