Tomasz Albert Morawski: Wiele osób traktuje nas jak gorszych, upośledzonych. Jesteśmy jak Wy!

Tomasz Albert Morawski to multimedalista w wielu dyscyplinach sportu. Teraz robi wszystko, by osiągnąć jak najwięcej sukcesów w siatkówce i stać się drugim Davidem Smithem. Łączy ich jedno – problemy ze słuchem.

Tomasz Albert Morawski to multimedalista w wielu dyscyplinach sportu (fot. archiwum prywatne)

Renata Respondek: Na początek opowiedz mi coś więcej o waszej siatkówce. Czymś się różni od tej w klasycznym wydaniu?

Tomasz Albert Morawski (kapitan i wiceprezes MKSN Mazowsze Warszawa): – Przepisy gry są identyczne. Największe różnice są w sędziowaniu. Arbitrzy muszą pamiętać, że sędziują zawody osób niesłyszących i wziąć pod uwagę fakt, że nie usłyszymy gwizdka. I tak, czasem pokiwają głową po gwizdku na zagrywkę, byśmy wiedzieli, że ten już był czy zaczną machać rękoma lub lekko dotykać siatki, gdy akcja jest przerwana. Poza tym nie możemy komunikować się werbalnie przy spornych piłkach, krzyknąć „moja”, dostać polecenia od trenera, gdy na niego nie patrzymy. Wyzwaniem są również przerwy. W ciągu 30 sekund nie zawsze wszystko zdąży się przekazać…

A wasz klub? Jak długo działacie, skąd pomysł, dlaczego akurat siatkówka?

Nasz klub powstał w roku 2002 z inicjatywy mojego taty – Eugeniusza Morawskiego. Była to grupa sportowa osób głuchych przy Społecznym Stowarzyszeniu Głuchych i Ich Przyjaciół w Warszawie. W początkowym okresie działania klub zrzeszał blisko 40 członków, przeważnie młodych ludzi, w ramach trzech sekcji: piłki nożnej, piłki siatkowej i pływania. Z czasem dołączyły kolejne sekcje klubu: koszykówki i bowlingu. Po czterech latach działania klub został przekształcony w Mazowiecki Klub Sportowy Niesłyszących „MAZOWSZE”,  który jest członkiem Polskiego Związku Sportu Niesłyszących.

Sekcja siatkarska powstała, gdyż kilka osób było zainteresowanych uprawianiem tego sportu. Początkowo skład osobowy nie był idealny, poziom gry i organizacji był bardzo słaby, nie posiadaliśmy trenera, nie było żadnej motywacji do pracy. W związku z problemami personalnymi do 2008 roku siatkówka przestała istnieć. Po siedmiu latach przerwy, podjąłem się reaktywacji sekcji siatkówki w klubie, gdyż bardzo pokochałem ten sport i chciałem wyprowadzić ją na najwyższy poziom w kraju.

Pierwsze zawody były trudne, bez trenera, po przygotowaniach w trudnych warunkach. Zajęliśmy drugie miejsce w Łodzi na Mistrzostwach Polski U21 w 2015 roku. W kolejnych latach również nie brakowało sukcesów, w 2016 roku zdobyliśmy mistrzostwo Polski juniorów, w 2017 sięgnęliśmy po srebro. W tym roku osiągnęliśmy cel, na który pracowaliśmy od lat – po raz pierwszy w historii awansowaliśmy do finałów Mistrzostw Polski Seniorów. W Lublinie zostaliśmy mistrzami Polski. Teraz dalej trenujemy, by stać się jeszcze lepszymi i dobrze przygotować się przed wyjazdem na Ligę Mistrzów.

Niestety wciąż nie jesteśmy dostrzegani w środowisku osób słyszących i niewiele osób wie o naszych małych sukcesach. Wiele osób traktuje nas jako gorszych, upośledzonych, a my jesteśmy przecież tacy jak wy, tylko nie słyszymy. Może gdyby było więcej informacji o nas w prasie, internecie i mediach, poszukiwania sponsorów toczyłyby się inaczej. Chcemy, by o naszej historii dowiedziało się jak najwięcej osób!

Warszawscy mistrzowie Polski (fot. archiwum prywatne)

Na ile profesjonalna jest Wasza drużyna? Traktujecie te rozgrywki tylko hobbistycznie?

– Z każdym rokiem staramy się, by nasza drużyna była coraz bardziej profesjonalna. Oczywiście jest ogromna różnica między sportem osób słyszących i niesłyszących. Mamy ograniczony skład osobowy, z którego trudno wybrać sportowców do wszystkich dyscyplin. Niemniej cały czas trenujemy bardzo poważnie, jesteśmy oddani, konsekwentni,  uparci w dążeniu do celu i zdeterminowani na osiąganie sukcesów podczas mistrzostw Europy, mistrzostw świata oraz najważniejszej imprezy dla każdego niesłyszącego sportowca –  „Deaflympics”, czyli igrzysk olimpijskich głuchych.

W naszym klubie gra kilkunastu członków reprezentacji Polski, których poziom jest wysoki. Problemem jest to, że część naszych zawodników jest spoza Warszawy i nie zawsze może regularnie uczestniczyć w treningach. Planujemy pomóc im, by od września na stałe osiedlili się w Warszawie tak, byśmy mogli wspólnymi siłami realizować coraz większe cele.

Jak wygląda komunikacja w zespole? Wasz trener również jest niedosłyszący czy korzystacie z tłumacza?

– Mamy swój język migowy „PJM” – Polski Język Migowy. Jest to naturalny język migowy, którym porozumiewają się osoby niesłyszące. Istnieje również drugi język migowy „SJM” – czyli System Jezyka Migowego, wymyślony przez osoby słyszące do lepszej komunikacji ze środowiskiem niesłyszącym. Jest to system, w którym każdy znak odpowiada jednemu słowu, jak w języku polskim. Jednak my migamy ze sobą zupełnie inaczej.

Nasz nowy trener – Mateusz Chyl jest osoba słyszącą, mimo to komunikuje się z nami bez problemu. Przez kilka lat pracy nauczył się naszego języka na tyle, iż nie potrzebny jest żaden tłumacz. Czasem, gdy ma problem z przekazaniem informacji lub nie może dotrzeć do któregoś z zawodników, ktoś pomaga mu z tłumaczeniem. Jest to rzadka sytuacja. W innych zespołach czasami występują trenerzy niesłyszący lub tłumacze języka migowego.

Z ilu osób składa się sztab szkoleniowy waszej drużyny?

Z roku na rok coraz mocniej rozbudowujemy sztab. W latach 2015-2017 zazwyczaj samodzielnie jako kapitan prowadziłem treningi. Przez ten okres współpracowaliśmy w większym lub mniejszym wymiarze z Magdaleną Woźniak-Chmielewską, Markiem Maciejewskim, Damianem Białorudzkim. Jako kierownik drużyny i statystyk dużo pomagał nam Maciej Szewczyk.

Po Pucharze Polski w listopadzie 2017 roku nawiązaliśmy współpracę z Oleksandrem  Biloblotskyim z Ukrainy, który sześciokrotnie w jej barwach zdobył medal igrzysk olimpijskich (trzy złote i trzy srebrne medale). W tym roku drużynę prowadzi Mateusz Chyl, a Alex jest grającym asystentem trenera. Ta formuła sprawdziła się podczas Ligi Mistrzów w Bergamo w roku 2017, gdzie zajęliśmy historyczne czwarte miejsce, dlatego tą drogą chcemy dalej podążać.

Wzmocniliśmy również nasz sztab medyczny, gdyż dołączył do nas fizjoterapeuta Konrad Węgliński. Marzymy, by osoby niesłyszące miały podobne warunki do osób słyszących.  Cały czas staramy się to osiągnąć. Niestety do tego potrzebne są niemałe pieniądze. A z tym jak już wspominałem, u nas jest trudno…

Warszawska ekipa wciąż poszukuje sponsorów (fot. archiwum prywatne)

Jak już wspominałeś, wasza komunikacja jest utrudniona. Czy w związku z tym przykładacie większą uwagę do przedmeczowej taktyki? Staracie się tak przygotować, by wiele rzeczy przewidzieć już przed meczem?

– Oczywiście jest trudniej. Nie możemy przecież krzyknąć „moja” w przyjęciu, czy gdy piłkę trzeba wystawić z głębi pola, podpowiedzieć sobie czegokolwiek werbalnie, uzyskać podpowiedzi od trenera, czy zakomunikować koledze, że dochodzimy na potrójny blok. Musimy bazować na wzajemnym zgraniu, treningach, zaufaniu, że zaraz kolega nie pójdzie razem ze mną do piłki i się z nim nie zderzę.

Z taktyką myślę, że jest podobnie jak u osób słyszących. Ważne, by była przez nas zrozumiana i realizowana podczas spotkania. W trakcje meczów zdarzają się nam głupie błędy, które spowodowane są tym, że nie słyszymy, a w siatkówce osób słyszących nie mogą mieć miejsca. Musimy się z tym pogodzić, pracować jeszcze mocniej i szukać sposobów na ich wyeliminowanie.

Ile osób trenuje w waszym klubie? Tylko seniorzy?

– Cały czas staramy się w jak największym stopniu popularyzować dyscyplinę. Mamy kilkunastu zawodników sekcji, ale frekwencja ich udziału w treningach jest różna ze względu na obowiązki zawodowe i rodzinne. W związku z tym trenujemy za rzadko i w wąskim gronie. Jest nas zbyt mało, dlatego cały czas poszukujemy zawodników, którzy mogliby dołączyć do naszego klubu.

Aktualnie posiadamy drużynę seniorów i juniorów. Z chęcią utworzylibyśmy sekcję dla dzieciaków, ale w Warszawie jest bardzo małe zainteresowanie siatkówką wśród osób niesłyszących. Dlatego cały czas szukamy osób w całej Polsce, które straciły słuch, mają odpowiednie wady. Grę z nami umożliwia ubytek minimum 55db na oba ucha. Warto, bo od nas do kadry Polski już naprawdę niedaleka droga!

Opowiedz trochę o waszych rozgrywkach. Jak walczy się o mistrzostwo Polski?

Nie gramy ligi. W każdym roku odbywa się kilka zawodów dla osób niesłyszących. W okolicach kwietnia odbywają się Mistrzostwa Polski U21, kilka tygodni później eliminacje i finały mistrzostw Polski seniorów, w październiku/listopadzie Puchar Polski oraz zawody Ligi Mistrzów.

W finałach mistrzostw Polski uczestniczą cztery najlepsze zespoły w kraju (gospodarz, obrońca tytułu i dwie drużyny z rozgrywanych w dwóch grupach eliminacji). W Pucharze Polski bierze udział 8 zespołów, w Lidze Mistrzów w zależności od zgłoszeń w danym roku 8-12 ekip, z całego świata.

A ile drużyn gra w naszym kraju?

– Obecnie w Polsce mamy około dziesięciu czynnych drużyn piłki siatkowej. Kiedyś było więcej – 16, niestety z roku na rok zmniejsza się liczba osób głuchych uczestniczących w zawodach. Popularniejsza pod tym względem jest piłka nożna. Inne dyscypliny mają podobne lub niższe zainteresowanie.

Wywalczyliście w tym roku awans do Ligi Mistrzów. Powiedz coś więcej o tych rozgrywkach.

– Kluby zazwyczaj samodzielnie muszą pokrywać wszelkie koszta uczestnictwa. W związku z tym w zawodach uczestniczy średnio 8-12 drużyn, gdyż różnie to ze sponsorami bywa.  System zazwyczaj jest pucharowy i w zależności od liczby uczestników później odbywają się ćwierćfinały, półfinały i walka o medale. Najmocniejsze drużyny pochodzą z Rosji, Ukrainy, Turcji, Włoch i oczywiście Polski. W turnieju biorą udział również zespoły z Czech, Belgii, Holandii, Francji, Niemiec czy Białorusi.

Jak wspominasz  udział w Lidze Mistrzów to kosztowna sprawa. Ile potrzebujecie środków i na co dokładnie?

– Potrzebujemy około 30 tysięcy złotych, które przeznaczymy na przygotowanie do Ligi Mistrzów. Niestety w tym roku koszty są duże. Samolot bezpośredni do Stambułu kosztuje ponad 1.000 zł, a połączenia przesiadkowe nie są dużo tańsze. Zakwaterowanie i wyżywienie na te kilka dni to również podobna kwota na osobę. Do tego dochodzi opłata wpisowa, zakup sprzętu i strojów sportowych i robi się już pokaźna sumka. Nie poddajemy się jednak, walczymy dzielnie i cały czas wraz z trenerem Mateuszem Chylem szukamy sponsorów. Idziemy do przodu, ale bardzo powoli. Ludzie obawiają się osób niesłyszących ze względu na swoją niewiedzę. A my jesteśmy bardzo serdeczni, oddani, mamy swoją pasję – piłkę siatkową, której jesteśmy w stanie oddać bardzo wiele. Chcemy pokazać wszystkim, że osoby niesłyszące również potrafią grać w siatkówkę i że „nie gryziemy”.

Najbliższym celem stołecznej drużyny jest Liga Mistrzów (fot. archiwum prywatne)

Na koniec powiedz, skąd u ciebie pasja do sportu i dlaczego akurat siatkówka?

– Sport kocham od dziecka. Bycie sportowcem mam chyba w genach: moja mama była biegaczką, tata piłkarzem, a babcia z dziadkiem lekkoatletami. Gdy byłem małym dzieckiem, grałem z ojcem w piłkę nożną. Później, gdy miałem 8 lat, zacząłem pływać i dołączyłem do klubu dla słyszących i kilka razy wyjechałem na zawody. Jako 11-latek zostałem powołany do kadry dla niesłyszących i wyjechałem na mistrzostwa Europy  do Dortmundu w 2010 roku. Zrobiłem tam dobry wynik. Niestety nie udało mi się wyjechać na mistrzostwa świata w Portugalii i szybko zrezygnowałem z tej dyscypliny.

Wróciłem do piłki nożnej i grałem przez krótki czas w CWKS Legia Warszawa. Ze względu na wzrost otrzymałem również powołanie na Mistrzostwa Świata w Turcji w kadrze narodowej koszykówki (miałem wtedy 16 lat i 190 cm wzrostu).

Po mistrzostwach świata podjąłem decyzję, by zająć się jedną dyscypliną. Wybór padł na siatkówkę. Rozpocząłem swoją grę w siatkówkę dzięki kolegom Hubertowi Głagowskiemu oraz Marcinowi Łuczywkowi.  Dzięki nim dołączyłem do klubu Wars, z czasem przeniosłem się do IG Warszawa. Chciałem być przykładem dla młodego pokolenia, by przyciągnąć jak najwięcej młodych, niesłyszących zawodników do gry. Po tym wszystkim przeniosłem się do zespołu Warmigu Olsztyn, z którym udało mi się zdobyć dwa mistrzostwa Polski, Puchar Polski i wyjechać na Ligę Mistrzów. Klub ten stał się najsilniejszy w Polsce, dzięki pracy wspaniałego trenera Mateusza Chyla, któremu dużo zawdzięczam. W drużynie mogłem w pełni pokazać swoje  umiejętności i pomóc drużynie w osiągnięciu sukcesów. Niestety byłem zmuszony do dojazdów na treningi i mecze ligi amatorskiej do Olsztyna, co było dla mnie zbyt obciążające i niemożliwe na dłuższą metę.

Zdobyte doświadczenia chciałem wykorzystać przy budowie zespołu w Warszawie. Postanowiłem odbudować klub w mieście, z którego pochodzę. Udało się namówić wielu młodych zawodników do gry, którzy chcieli próbować szans w dobrze zorganizowanym klubie w stolicy, którego wcześniej nie było.

Ogólnie chyba mam talent do wszystkich sportów. Zawsze pomagałem drużynom różnych dyscyplin osiągać sukcesy. Teraz już chce się skupić na jednej dyscyplinie – siatkówce, by przygotować odpowiednią formę na najważniejsze dla mnie zawody.  W sumie zdobyłem ponad 100 medali w mistrzostwach i Pucharach Polski, oraz około 30 pucharów i 15 nagród dla najlepszego zawodnika. Sukcesy odnosiłem w następujących sportach: żeglarstwo, bowling, siatkówka, piłka nożna, koszykówka, szachy, pływanie itd. Oczywiście mam nadzieję, że te najważniejsze sukcesy jeszcze przede mną i zdobędę je w mojej ukochanej dyscyplinie – piłce siatkowej, z moją drużyną.

Jakie są Twoje sportowe ambicje?

– W siatkówkę gram dopiero od 6 lat. Mój najbliższy cel to medal Ligi Mistrzów Niesłyszących, która już w listopadzie. W 2019 roku mamy Mistrzostwa Europy Niesłyszących Seniorów we Włoszech (Sardynia), za dwa lata Mistrzostwa Świata Niesłyszących, a za trzy najważniejszą imprezę czterolecia – Igrzyska Olimpijskie Głuchych „Deaflympics”. To jest mój cel długofalowy, do którego dążę i do którego chciałbym krok po kroku dobrze się przygotować, by poprowadzić swój zespół do medalu! Po drodze oczywiście chciałbym poprzez swoją grę w II lidze wypromować się na tyle, by dołączyć jak David Smith do zespołu I ligi bądź PlusLigi, ale do tego długa droga i dużo pracy przede mną.

Będę za to mocno trzymać kciuki, a ty na koniec powiedz jeszcze jedną rzecz z innej beczki. Lubisz kawę?

– Oczywiście, lubię kawę. Pijam latte lub cappuccino. Zwykle dwa razy dziennie.

Renata Respondek

Słońce, sport i dobre jedzenie to moja recepta na szczęście. Miłośniczka gorącej Italii i kultury żydowskiej. Cenię ludzi szczerych, z męskim poczuciem humoru. Pijam kawę alternatywną lub espresso. Bez dodatków. Napisz do autorki: r.respondek@volleycafe.pl