Tomasz Kalembka: Nie znam się na siatkówce, ale jak wrócił Deroo to mistrzem będzie ZAKSA

GKS Katowice zakończył sezon PlusLigi na 11. miejscu. To wynik poniżej oczekiwań śląskich działaczy. O minionym sezonie i przyszłości katowickiej drużyny porozmawialiśmy przy kawie ze środkowym Tomaszem Kalembką.

Tomasz Kalembka po trzech sezonach opuszcza GKS Katowice (fot. Renata Respondek, VolleyCafe.pl)

Renata Respondek: – Jak podsumujesz miniony sezon. Był udany dla was udany?

Tomasz Kalembka (środkowy GKS-u Katowice): – Naszym celem było poprawić ubiegłoroczny wynik, czyli 9. miejsce. Niestety nie udało się go osiągnąć. Jak oceniam sezon? Średnio, ponieważ nie dostałem zbyt wielu okazji do grania i nie miałem szans się pokazać. Mimo wszystko jestem zadowolony o tyle, że w mojej ocenie poprawiłem swój poziom sportowy i potrafię grać w siatkówkę lepiej niż jeszcze przed rokiem. Może to nie wystarczyło do częstszego wychodzenia na boisko, ale przynajmniej czuję satysfakcję, że widzę poprawę.

Patrząc na zestawienie personalne myślisz, że byliście lepszą drużyną niż przed rokiem?

– Nie wiem czy byliśmy lepszą drużyną, chyba tak. Przyszedł Quiro (Gonzalo Quiroga przyp. red.), który bardzo mocno poprawił nasze przyjęcie. Bardzo dobry sezon zagrał Siergiej Kapelus, który prezentował wyrównany poziom. Moim zdaniem praktycznie wszyscy zawodnicy, którzy pozostali w drużynie grali w tym sezonie lepszą siatkówkę. Bartosz Mariański bardzo poprawił swoje umiejętności, Paweł Pietraszko wystrzelił z niesamowitą formą. Jako zespół pokazywaliśmy lepszą siatkówkę.

Twoim zdaniem mogliście więc ugrać w tym sezonie więcej?

– Tak. Myślę, że tak.

To dlaczego tak się nie stało?

– No właśnie! Świetnie radziliśmy sobie na początku sezonu, może nie licząc meczu z Bydgoszczą, bo jesteśmy chyba jedyną drużyną, która przegrała z Łuczniczką dwa razy za trzy punkty. Niestety od listopada do połowy stycznia mieliśmy straszny przestój, gdzie przegraliśmy chyba osiem meczów z rzędu. Później jakieś dwie potyczki wygraliśmy, by znów odnieść porażkę w trzech kolejnych. Bardzo szkoda niektórych spotkań, bo może czasem trzeba było trochę bardziej pokombinować. Trudno mi oceniać.

Patrząc na to jak wyglądały treningi, nasza organizacja gry na boisku i biorąc pod uwagę inne siatkarskie aspekty wydaje mi się, że graliśmy lepiej niż przed rokiem. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że inne zespoły też się wzmocniły. Spadki i awanse spowodowały, że niemal wszyscy się poprawili, by czuć się bezpiecznie. Dobrym przykładem jest chociażby zespół ze Szczecina, który w tym roku był zdecydowanie mocniejszy.

Środkowy nie miał zbyt wielu okazji do gry w sezonie 2017/2018 (fot. Katarzyna Tybor, VolleyCafe.pl)

Po ubiegłym sezonie w zespole nastąpiła jedynie kosmetyka składu, trzon zespołu pozostał. Myślisz, że skoro nie udało się osiągnąć zamierzonego celu to przed kolejnym startem ligi zespół przejdzie znacznie większą metamorfozę?

– Z tego co wiem to rewolucji w składzie nie będzie. Znów planowana jest kosmetyka. Odejdzie tylko kilku graczy. Trudno oceniać kto się pojawi i jak odnajdzie się w nowej drużynie.

Jednym słowem prezesi nie są w gorącej wodzie kąpani. To rzadkość w siatkówce.

– Nie są, zdecydowanie. Podczas przestoju, o którym już wspominałem doszło do rozmowy z prezesem. Nie zareagował jak niektórzy grożąc nam, że jeśli przegramy to dostaniemy połowę pensji. Spokojnie zostaliśmy zapytani o przyczyny takich, a nie innych wyników. Prezes podkreślił, że na siatkówce się nie zna, więc nie będzie nam się wtrącał w treningi i inne kwestie sportowe. Natomiast jeśli jest coś w czym może nam pomóc to śmiało mamy do niego dzwonić lub pisać i na pewno udzieli nam wsparcia. Szczerze mówiąc wcześniej nie spotkałem się z takim podejściem, ponieważ grałem w Bielsku-Białej i Nysie (śmiech). Tamtejsi prezesi byli nieco bardziej żywiołowi.

Moim zdaniem ten sposób działania jest bardzo dobry. Nie ma większego sensu wywoływanie niepotrzebnej presji. Zwłaszcza, że przegrywająca drużyna doskonale zdaje sobie sprawę z wyników i tego, że coś jest nie tak.

To jeszcze powiedz, zostajesz w GKS-ie?

– Nie, zmieniam drużynę. Ale jeszcze nie wiem gdzie zagram w przyszłym sezonie.

Niemniej wytrzymałeś trzy lata. Zastanawia mnie jak to się w ogóle stało, że chłopak z Zagłębia wylądował w GKS-ie. Niektórym może się to wydawać nie do pomyślenia.

– Wiedziałem! Dodam, że jeszcze rok temu chłopak z Dąbrowy Górniczej, o ironio, dostał nagrodę dla najlepszego siatkarza na Śląsku występując w GKS-ie Katowice. Trochę paradoks zwłaszcza, że mój ojciec jest kibicem piłkarskiego Zagłębia Sosnowiec. Przyznaję, że to trochę śmieszne, ale te wszystkie kibicowskie rzeczy jakoś nigdy mnie nie dotknęły.

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że ja nie podpisywałem kontraktu z GKS-em Katowice tylko z TKKF Czarni Katowice. Dopiero po kilku miesiącach klub zmienił nazwę. Od razu zadzwonił ojciec z pytaniem: „Co jest Tomek? Co się stało?!”. Śmiejemy się z tego bardziej niż mamy jakieś uprzedzenia.

Najciekawsze, że chłopak z Zagłębia wychodzi na mecz GKS-u Katowice w hali znajdującej się „na terenie” Ruchu Chorzów. Zabawnie.

Wróćmy do minionego sezonu. Nie mogę o to nie zapytać. Macie jakiś kompleks Spodka? Nie potraficie wygrywać w tej hali?

– Nie mam pojęcia dlaczego nie wygrywaliśmy w Spodku. Mi szczerze mówiąc gra się tam lepiej niż w Szopienicach. Tak jakoś się to składało. W ubiegłym roku w tej hali szło nam zdecydowanie lepiej, bo wygraliśmy na przykład z Gdańskiem. Generalnie nasz zespół zarówno w tym sezonie, jak i w ubiegłym lepiej grał na wyjeździe niż u siebie.

Trudno was sprzedać marketingowo. Nie zazdroszczę działowi promocji!

– Bardzo trudno, zgadzam się. Przegrywaliśmy wszystkie mecze w Spodku i mecze telewizyjne. Jak grochem o ścianę. Trener nawet przeprowadził z nami rozmowę na ten temat. Pytał nas jak to jest, że w momencie, w którym możemy się sprzedać przegrywamy i przegrywamy i przegrywamy.

Presja?

– Nie, raczej nie. Nie sądzę, by np. taki Siergiej Kapelus odczuwał jakąś presję grając w Spodku.

To był ostatni sezon Tomasza Kalembki w GKS-ie Katowice (fot. Katarzyna Tybor, VolleyCafe.pl)

Byłeś częścią tej drużyny jeszcze w pierwszej lidze i teraz podczas jej występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. To zespół budowany docelowo do walki o najwyższe trofea czy póki co raczej wciąż celem bycie „ligowym średniakiem”?

– Dalsze losy klubu na pewno będą zależały od budżetu. Bez odpowiednich pieniędzy nie zbuduje się zespołu, który będzie mógł walczyć o medale. Patrząc na przeprowadzane zmiany wydaje mi się, że z roku na rok budowana drużyna jest coraz mocniejsza.

Patrząc na GKS od strony organizacyjnej wszystko jest rewelacyjnie poukładane: marketing, płatności, pomoc zawodnikom, podejście do rehabilitacji. Nie ma się do czego przyczepić i wszystko jest tak jak być powinno.

Dla was sezon już się zakończył, ale walka o mistrzostwo Polski trwa. Kto wygra PlusLigę?

– Nie wiem, nie znam się absolutnie na siatkówce. W ogóle jej nie oglądam. Ale wydaje mi się, że skoro wrócił Sam Deroo to wygra ZAKSA. Choć z drugiej strony kędzierzynianie średnio spisują się w meczach ze Skrą… Zobaczymy.

ZAKSA mnie nie szokuje, ale jak to nie interesujesz się siatkówką?

– Lubię grać w siatkówkę, ale nie przepadam za jej oglądaniem. Cały czas gramy, większość ludzi dookoła mówi tylko o siatkówce. Gdy przychodzę do domu to oglądam ją tylko wtedy, gdy rzeczywiście jest jakiś bardzo dobry mecz oczywiście jeśli nie mam w tym czasie jakiegoś dobrego filmu do zobaczenia. Szczerze mówiąc częściej można znaleźć moją dziewczynę oglądającą mecz niż mnie. Zdecydowanie większą przyjemność sprawia mi koszykówka czy UFC.

No dobrze, zapowiedz mi jeszcze o swoich kawowych upodobaniach. Tak na koniec.

– Piję czarną niesłodzoną kawę. Zwykle są to 2-3 filiżanki dziennie.

Renata Respondek

Słońce, sport i dobre jedzenie to moja recepta na szczęście. Miłośniczka gorącej Italii i kultury żydowskiej. Cenię ludzi szczerych, z męskim poczuciem humoru. Pijam kawę alternatywną lub espresso. Bez dodatków. Napisz do autorki: r.respondek@volleycafe.pl