Troskliwość i gościnność jest u Albańczyków na pierwszym miejscu

Statystyk w reprezentacji Albanii? Brzmi jak bardzo egzotyczne wyzwanie. O warunkach pracy, perspektywach i o tym dlaczego warto zwiedzić ten piękny śródziemnomorski kraj rozmawialiśmy z Piotrem Świniarskim.

Piotr Świniarski kawę nauczył się pić w Albanii (fot. VolleyCafe.pl)

Renata Respondek: Na początek opowiedz proszę, jak w ogóle stałeś się członkiem sztabu szkoleniowego reprezentacji Albanii.

Piotr Świniarski (statystyk reprezentacji Albanii): – Moja praca z reprezentacją Albanii rozpoczęła się przed rozgrywkami Ligi Europejskiej dwa lata temu. Wcześniej ta drużyna nie współpracowała ze statystykiem i zastanawiali się, jak zmienia on funkcjonowanie zespołu.

Wszystko zaczęło się od telefonu Huberta Tomaszewskiego, który zapytał mnie czy jestem dostępny w wakacje i chciałbym popracować z reprezentacją Albanii. Początkowo myślałem, że chodzi o kadrę męską, jednak gdy okazało się, że o siatkarki, z tym większą przyjemnością przystałem na tę propozycję.

Mój numer został przekazany federacji albańskiej, która skontaktowała się ze mną. Negocjacje nie trwały długo i tak to wszystko się zaczęło i trwa do dziś, z roczną przerwą na 2017 rok, kiedy nie miałem możliwości, by towarzyszyć Albankom w rozgrywkach Ligi Europejskiej.

Po tym roku przerwy jak zmienił się potencjał albańskiej drużyny narodowej? Dziewczyny rozwinęły się siatkarsko?

– Byłem bardzo zaskoczony. W moim pierwszym sezonie w Albanii dziewczyny były skoncentrowane przede wszystkim na walce, nieodpuszczaniu, rzucaniu się do obrony nawet najtrudniejszych piłek. Po rocznej przerwie doszła do tego technika, realizacja założeń taktycznych i ogólna otwartość umysłu u dziewczyn.

Chciałbym w tym miejscu podkreślić, że wszystkie moje wskazówki taktyczne dziewczyny realizowały w stu procentach. Taka drużyna, która słucha, realizuje plan i gra zgodnie z oczekiwaniami sztabu szkoleniowego to czysty skarb.

Rozumiem jednak, że nie były to jakieś bardzo skomplikowane założenia taktyczne?

– Absolutnie nie. Moim głównym celem było proste przedstawienie taktyki, żeby dziewczyny były w stanie zapamiętać, co mają robić. Dostawały ode mnie najprostsze wskazówki: na kogo zagrywać, w jaki sposób ustawiać blok, jakie są kierunki zagrywek oraz jakieś dwie, trzy dodatkowe informacje, kto jest głównym atakującym czy jak w danej sytuacji dogrywa piłki rozgrywająca.

Gdyby porównać to z tym, co robimy w PlusLidze, to przekazywałem jakieś 20% tego, co mogę. Jeśli z tak szczątkową wiedzą dziewczyny były w stanie osiągnąć tak duży sukces jak medal Ligi Europejskiej, to aż strach pomyśleć, co byłoby gdyby posiadały pełny zakres informacji i wcieliły go w życie.

Zdradź mi teraz proszę trochę kulisów tej drużyny. Na początek opowiedz o samych siatkarkach.

– Większość reprezentantek Albanii nie pobiera w ogóle wynagrodzenia i traktuje siatkówkę jako hobby. Dziewczyny są nauczycielkami w-fu, psycholożkami, sekretarkami, modelkami i tylko dwie utrzymują się z siatkówki. Erblira Bici – atakująca, która niedawno podpisała kontrakt z włoską Novarrą i Sava Thaka – dwa lata temu występująca w KSZO Ostrowcu Świętokrzyskim, a teraz grająca w słowackiej ekstraklasie.

Niesie to za sobą wiele skutków. Na porannych treningach brakuje większości zawodniczek, gdyż muszą iść do pracy. Wyjazdy trzeba próbować tak organizować, by odbywały się one w weekendy. Zważając na te okoliczności, brąz LE to wielki sukces tej drużyny i całej albańskiej siatkówki.

Medal Ligi Europejskiej to wielki sukces albańskiej siatkówki (fot. archiwum prywatne)

Myślisz, że to da im takiego przysłowiowego kopa w kierunku profesjonalizacji?

– Oby. Po zakończeniu rozgrywek zostaliśmy zaproszeni do ministerstwa sportu. Toczyły się bardzo długie rozmowy z panią minister. Federacja argumentowała, że skoro są wyniki, to przydałoby się większe wsparcie finansowe ze strony rządu. W efekcie została wyrażona chęć współpracy. Mam nadzieję, że dzięki temu kraj ten będzie zmierzał w kierunku profesjonalizacji rozgrywek siatkarskich.

A jak wyglądają obiekty, na których trenujecie?

– Niedawno w Tiranie został wybudowany ośrodek sportowy z bardzo profesjonalną halą do siatkówki i koszykówki, która może pomieścić 1500-2000 osób, boiskiem piłkarskim, basenem, salą fitness i biurami, w których mieszczą się siedziby albańskich związków sportowych.  W zasadzie jest tam wszystko, czego dusza zapragnie. Może z wyjątkiem obiektu lekkoatletycznego.

To bardzo duża zmiana, gdyż dwa lata temu, gdy byłem pierwszy raz w Albanii, dziewczyny trenowały i grały w hali w Durres, przy której obiekty z filmów Barei to luksus.

Została nam jeszcze do poruszenia współpraca ze sztabem szkoleniowym. Jak ją oceniasz?

– Altin Martiri jest pierwszym trenerem i profesjonalistą w każdym calu. Przygotowuje się do każdych zajęć. Jesteśmy w stałym kontakcie, pyta mnie o nowinki taktyczne, gdyż jego celem jest wdrożenie każdego z założeń w czasie treningu. Pokazuje dziewczynom, co potrafi przeciwnik i jak na to reagować. Nasza współpraca układa się doskonale. Zresztą podobnie jak z drugim szkoleniowcem Rolandem Tarją. Ta dwójka doskonale się uzupełnia. Ciekawostką jest, że obaj znają się z parkietów siatkarskich. Razem grali w Albanii i Grecji.

Warto zauważyć, że jest to trend zakrojony na szerszą skalę. Po upadku komunizmu federację siatkarską przejął były siatkarz i wszystkie najważniejsze stanowiska obsadził kolegami z boiska.

Wracając do naszej współpracy, chciałbym zauważyć, że obaj trenerzy są  bardzo pojętnymi uczniami. Szybko przyswajają nowinki taktyczne i błyskawicznie pojęli na czym polega współpraca sztabu szkoleniowego ze statystykiem. Nie boją się pytać, sugerują co warto żebym zrobił, a czego więcej robić nie powinienem.

Kończąc ten wątek chciałam Cię jeszcze zapytać o opinię na temat nowego systemu Ligi Europejskiej. Myślisz, że podział na ligę Gold i Silver był dobrym pomysłem?

– Ma to sens z tego względu, że występujące w tych rozgrywkach zespoły są teraz równe poziomem. Nie ma takich dysproporcji. Większość meczów była zacięta. Nawet trzysetówki kończyły się po walce. Jest rywalizacja, każdy może wygrać z każdym.

Kibice przychodzili na mecze i chcieli to oglądać. W Gruzji była praktycznie pełna hala, w Izraelu na trybunach zasiadało około 1000 osób. W Albanii graliśmy w środku tygodnia o 18.00, więc frekwencja była trochę niższa, ale przychodziło około 700-800 osób. Nie zawiedli też kibice w Austrii, którzy wypełniali obiekt po brzegi.

Moim zdaniem CEV zasługuje na brawa za to, że zdecydowali się na taki podział.

Zmieńmy trochę temat. Mamy wakacje, a Albania to coraz popularniejszy kierunek turystyczny. Jaki to kraj? Wart odwiedzenia?

Albania to ciekawa opcja na wakacyjne wojaże (fot. archiwum prywatne)

– Wszędzie i każdemu polecam ten kierunek. Jest dość egzotycznie, ale ceny są konkurencyjne. Mają dobrze rozwiniętą bazę noclegową. Turystom niczego nie brakuje, również z tego względu, że Albańczycy są bardzo gościnni i bardzo troskliwi. Oni nie pozwolą swoim gościom zrobić nic złego.

Bardzo często  pytają: jak się czujesz, co u ciebie? Nawet bywa to irytujące! Pamiętam, że gdy mówiłem, że wszystko w porządku, ale minę miałem niewyraźną na przykład po porażce z Austrią, to wielokrotnie apelowali, bym powiedział co jest nie tak, gdyż widzą w moich oczach, że coś nie gra.

Troskliwość i gościnność jest u nich zawsze na pierwszym miejscu. Poza tym to kraj z pięknymi widokami. Infrastruktura jest jeszcze nieco komunistyczna, ale ma to swój urok.

Nie jest to też chyba aż tak oblegany kierunek jak Bułgaria czy Chorwacja, prawda?

– Jeszcze nie, ale jest to kierunek coraz popularniejszy wśród polskich turystów i wróżę, że już niedługo ten kraj może przeżyć wielki boom turystyczny. Nic tylko jechać i korzystać, póki jest spokojnie. Można tam wypocząć i nasycić się widokami, bo na świecie jest mało takich miejsc, gdzie można podziwiać tak piękne okoliczności przyrody.

Jak prezentuje się więc Twoje TOP 3 miejsc, które trzeba odwiedzić w Albanii?

– Jeśli chodzi o miejsce wypoczynku to przede wszystkim wybrzeże, czyli Vlora lub Durres, ewentualnie Saranda, która jest trochę dalej na południe od Vlory. Generalnie na południu są plaże kamieniste i mniej turystów, na północy piaszczyste z dużą liczbą kurortów, więc o „wolną plażę” może być trudno. Woda w morzu jest ciepła, spokojna, a widoki przepiękne.

Po drugie poleciłbym odwiedzenie samej Tirany. Miasto stołeczne jest bardzo ładne, dość duże, z wieloma atrakcjami. Jedną z ciekawszych jest BunkArt czyli bunkier, w którym w czasie zagrożenia chronił się Hoxha, czyli główny przywódca albańskiej partii komunistycznej. Warto przejechać się również kolejką wyciągową na najwyższy szczyt, gdzie jest restauracja, która jest bardzo dobrym miejscem na przykład na wypicie kawy.

Trzecim zakątkiem jest zamek w Kruji. To XV-wieczna siedziba Skanderberga – albańskiego bohatera narodowego, który bronił kraju przed najazdami Osmanów. W środku jest muzeum, w którym można dowiedzieć się wielu ciekawostek, a dodatkowo rozpościera się stamtąd przepiękny widok.

Jako pierwszy gastro turysta w redakcji zapytam jeszcze o to, co koniecznie trzeba zjeść w Albanii?

– Patrząc na moją sylwetkę, zacznę od słodkiego. Trileće to ciasto z trzema rodzajami mleka w środku i polewą karmelową. Ten deser nie pochodzi z albańskiej kuchni, a z Ameryki Południowej. Jednak jest on tam bardzo popularny. Poza tym Byrek, czyli ciasto francuskie przekładane szpinakiem i twarożkiem. Bardzo smaczne.

To jeszcze o kawie, której przed Albanią nie lubiłeś i nie piłeś?

Zwycięska kawa zawsze smakuje najlepiej (fot. archiwum prywatne)

– Rzeczywiście całkiem niedawno zacząłem pić kawę. Obok hali, w której trenowały dziewczyny jest taka mała kawiarenka, gdzie trenerzy przed treningiem wypijali espresso. Albańczycy uwielbiają je podobnie jak Włosi. Jednego razu zaproponowali mi coś do picia, poprosiłem o wodę lub soczek, zdradzając, że nie pijam kawy. Od słowa do słowa założyliśmy się, że jeśli awansujemy do turnieju finałowego LE to wypiję z nimi kawę. No i był awans. Wypiłem.  Następną kawę obiecałem im po wywalczeniu medalu. Wynegocjowali, że jeśli uda się ten cel zrealizować to będę z nimi od tej pory pijał kawę regularnie. No i się udało. Od tamtej pory, może nie codziennie, ale sięgam po cappuccino czy espresso.

Na koniec opowiedz mi o swoich dalszych planach.

– Za miesiąc startują kwalifikacje do mistrzostw Europy z reprezentacją Albanii. Gramy z Chorwacją, Szwajcarią i Austrią. Później mistrzostwa Europy do lat 19, które odbędą się w Albanii. Tak prezentują się moje siatkarskie plany.

Poza tym wracam do pracy z mikrofonem w radio i czekam aż polska siatkówka za mną zatęskni. Daję sobie rok na odpoczynek i  poukładanie pewnych spraw. Może za rok spróbuję znowu zaatakować nasze siatkarskie podwórko. Jeśli się nie uda to będzie znak, że trzeba się zająć czymś innym.

Renata Respondek

Napisz do autorki: r.respondek@volleycafe.pl