Trzech zwycięzców i wielcy przegrani z Kędzierzyna

Tegoroczny sezon PlusLigi można podsumować tak: zwycięzców wydaje się być trzech, ale bynajmniej nie jest to ZAKSA, która zdobyła srebrne medale. Do wygranych zaliczam PGE Skrę, Trefl Gdańsk i Indykopol AZS Olsztyn, który ostatecznie zakończył rozgrywki na czwartej pozycji. 

Po czterech latach mistrzostwo Polski wróciło do Bełchatowa (fot. VolleyCafe.pl)

W fazie zasadniczej PGE Skra Bełchatów prezentowała równy poziom i niemalże nie odstępowała ZAKSY Kędzierzyn-Koźle na krok. Nie można było więc zakładać, że kędzierzynianie złoto mają już w kieszeni. Uczciwie jednak przyznam, patrząc na świetne mecze ZAKSY i wywalczony po drodze awans do Final Four Ligi Mistrzów, że zawodnicy z Kędzierzyna ponownie staną na najwyższym stopniu podium.

Po raz kolejny jednak przekonałam się, że nie warto rozdawać medale przed ostatnim gwizdkiem. Choć wielu widziało w kędzierzynianach faworyta, to w fazie zasadniczej PGE Skra, tak jak i ZAKSA, odniosła 25 zwycięstw i 5 porażek, więc nie była to sytuacja, w której jedna z ekip wyraźnie dominowała nad innymi. Wydaje mi się, że w starciach finałowych wyszło przede wszystkim zmęczenie: ZAKSA podstawową szóstką w fazie zasadniczej grała nie tylko z zespołami z czoła tabeli, ale także i z tymi, którzy tę tabelę zamykali. W finale zaś, ratując jeszcze sytuację, próbowali odwrócić losy meczu Sławomirem Jungiewiczem czy Rafałem Szymurą, którzy na przestrzeni całego sezonu mogli otrzymać znacznie więcej szans gry i przy okazji byliby lepiej mentalnie i sportowo przygotowani do gry o złoto.

Kędzierzynianie zatem – na razie – nie  mogą zaliczyć sezonu do udanego, bowiem przegrali SuperPuchar Polski, Puchar Polski, a teraz walkę o mistrzostwo. Pozostaje jeszcze przygoda w Kazaniu w ramach Final Four Ligi Mistrzów i choć nie są faworytami, to trzymam kciuki, by nie była to „tylko wycieczka do Rosji”.

Dość o ZAKSIE, bo należy pogratulować PGE Skrze Bełchatów. Już w pierwszym meczu bełchatowianie udowodnili swoją siłę i pokazali, że ten finał może skończyć się w dwóch spotkaniach. Ostatecznie tak też się stało. Na terenie rywala PGE Skra odebrała złote medale mistrzostw Polski, z PlusLigą pożegnał się Srećko Lisinac, Mariusz Wlazły niezmiennie potrafi grać w siatkówkę na najwyższym poziomie, a Milad Ebadipour w play-offach udowodnił, że warto było czekać na pierwszego Irańczyka w PlusLidze. O ile ten transfer z początku budził mieszane uczucia, to na finiszu sezonu udowodnił, że nie warto było w niego wątpić, a i w Polsce odnalazł się bardzo dobrze.

W meczu o brąz, choć brązowe medale mogła wygrać tylko jedna drużyna, zwycięzców tak naprawdę jest dwóch. Trefl Gdańsk ostatecznie u siebie w Ergo Arenie odebrał medale za trzecie miejsce PlusLigi, co w kontekście ich problemów z początku sezonu, zbiórki crowdfundingowej i wielkiej pomocy kibiców, jest piękną sprawą i fantastyczną historią. Nie można jednak nie docenić postawy Indykpolu, który najpierw wyeliminował Asseco Resovię Rzeszów, następnie walczył jak równy z równym z ZAKSĄ. Sezon co prawda kończą na czwartym miejscu, najbardziej rozczarowującym dla sportowca, ale byli ekipą, której gra cieszyła oko i tego nie można nie docenić.

 

 

Dorota Kubieniec

Napisz do autorki: d.kubieniec@volleycafe.pl