Waldemar Wspaniały: Niemałe pieniądze i duże wymagania

O zbliżających się mistrzostwach Europy z Waldemarem Wspaniałym, byłym trenerem biało-czerwonych i szefem Programu Upowszechniania Sportu wśród Dzieci i Młodzieży w Zakresie Piłki Siatkowej, rozmawiała Magdalena Gajek.

- Zwykle piję małą, białą kawę, ale czasem zdarza mi się zamówić espresso - zdradza Waldemar Wspaniały (fot. Magdalena Gajek)
– Zwykle piję małą, białą kawę, ale czasem zdarza mi się zamówić espresso – zdradza Waldemar Wspaniały
(fot. Magdalena Gajek)

Magdalena Gajek: Polska jest pewniakiem do zajęcia pierwszego miejsca w swojej grupie czy jednak po naszej porażce w Lidze Światowej w tej roli występuje Francja?

Waldemar Wspaniały: – Nadal jesteśmy faworytem, bo przede wszystkim gramy u siebie. Zespół francuski jest w przebudowie i szczerze mówiąc, byłem trochę zdziwiony, że podczas Ligi Światowej przegraliśmy z nimi dwa razy. Właśnie te porażki wyeliminowały nas potem z gry w finale. Generalnie poza meczami ze Stanami Zjednoczonymi w Lidze Światowej graliśmy słabo, ale myślę, że powinniśmy tę grupę wygrać, mimo że jest trochę zawirowań wokół tej reprezentacji.

Turcji i Słowacji powinniśmy się bać?

– W siatkówce już nikogo nie można lekceważyć. Słowaków znamy bardzo dobrze. Kilku słowackich zawodników występowało w Polsce, a Michał Masny nadal gra. Kiedy ja trenowałem zespół z Bydgoszczy, to miałem trzech Słowaków: Masnego, Martina Sopko i Michała Cervena. Inni grają w dobrych klubach francuskich, niemieckich, a reprezentacja ma jakieś pojedyncze sukcesy.

W Turcji rozwija się przede wszystkim siatkówka klubowa, działacze ściągają najlepszych zawodników na świecie. Kadra nie jest jeszcze na wybitnym poziomie, ale nie można ich zignorować. Przypominam mecz na igrzyskach olimpijskich z Australią (Polacy przegrali 1:3 – przyp. red.). Do każdego pojedynku trzeba się bardzo solidnie przygotować.

Odmłodzenie kadry na chwilę przed mistrzostwami Europy to naturalny bieg wydarzeń czy gaszenie pożaru przez Anastasiego?

– Przegraliśmy dwie imprezy: przede wszystkim igrzyska, a potem zajęliśmy 11. miejsce w Lidze Światowej. Musiały nastąpić jakieś zmiany, bo zespół nie gra tak jak w zeszłym roku. Trzeba też pamiętać o tym, że byliśmy praktycznie jedyną reprezentacją, która w Lidze Światowej grała tym samym składem, co w Londynie. Wszystkie inne zespoły zmieniają kadrowiczów, pojawiają się nowi, młodzi siatkarze. Przegraliśmy dwa turnieje i to jest normalna kolej rzeczy. Trener decyzje podejmuje samodzielnie i z tego co wiem, nikt nie narzucał mu, kogo ma odesłać do domu. Anastasi sam najpierw zrezygnował z Krzyśka Ignaczaka, a potem ze Zbigniewa Bartmana.

Dyskusji o Bartmanie nie było końca.

– Bartman ma duże możliwości, ale nie są one do końca wykorzystywane. Poza tym z nim jest problem, jeśli chodzi o zaistnienie w grupie, czego najlepszym dowodem jest fakt, że co roku zmienia klub. Najwyższy czas, żeby Zbyszek wszystko przemyślał, niech się zastanowi nad swoją karierą, w końcu ma dopiero 26 lat, może jeszcze trochę pograć. Jaki jest dokładny powód tej decyzji, wie tylko trener, ale myślę, że nie tylko względy sportowe zaważyły.

W kadrze pojawił się młody chłopak – Grzegorz Bociek, który wyróżniał się w Młodej Lidze i seniorskim zespole AZS-u Częstochowa, potem zagrał dobre zawody w Kazaniu na uniwersjadzie. Jego droga do reprezentacji jest bardzo poukładana. Poza tym ma wspaniałe warunki fizyczne, ostatnio atakującym o takich parametrach był Piotr Gruszka. Bociek jest mocny fizycznie, ma trochę problemów z kolanami, ale lekarze chyba dadzą sobie z tym radę. Tej kadrze jest potrzebny wysoki atakujący. Inne drużyny mają skrzydłowych powyżej dwóch metrów, a my mieliśmy Bartmana i Jarosza, którzy nie byli tak wysocy. Ja popieram tę decyzję Anastasiego, choć była spektakularna.

Marcin Możdżonek w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” mówi, że organizacyjnie mistrzostwa Europy to przystawka przed mistrzostwami świata. Bartek Kurek apeluje, że nie jesteśmy Brazylią i nie będziemy wszystkiego wygrywać. To zasłona dymna?

– Kompletnie nie zgadzam się z tym, co oni mówią. Nawet jeśli tak myślą, to nie mogą powiedzieć tego głośno. Mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce i nie można mówić, że to przystawka przy takim zainteresowaniu kibiców. Podejrzewam, że jeśli dojdziemy do półfinałów w Kopenhadze, to większość kibiców na stadionie będą stanowić Polacy. Nie powinno się więc mówić ludziom, którzy jadą oglądać mecze za własne pieniądze, że to przystawka.

To samo dotyczy Bartka – nie jest tak, że wszyscy chcą za dużo. Ludzie od nich wymagają, bo to jest ich zawód i oni muszą zrozumieć, że pociąga to za sobą pewne konsekwencje, na przykład krytykę czy obowiązek współpracy ze sponsorami, a oni tego nie rozumieją. Są siatkarzami, biorą za to niemałe pieniądze, więc muszą od siebie wymagać.

Polakom pomaga, że są gospodarzami czy to kolejny czynnik, który wywiera na nich jeszcze większą presję?

– Trzeba skończyć z tą presją. Jeśli wykonujesz swój zawód i jesteś dobry, to radzisz sobie z nią. A chłopaki już pokazali, że wygrywają z najlepszymi. Ta kadra to nie są młodzieniaszki, którzy dopiero zaczynają grać w siatkówkę: większość z nich zdobyła złoty i brązowy medal mistrzostw Europy czy złoto Ligi Światowej. Presja na sportowcach była zawsze i oni muszą sobie z tym radzić – nie ma innego wyjścia.

Oczywiście my też przesadzamy. Nie ma takiej opcji, żebyśmy z każdej imprezy wracali z medalami. Przykro to mówić, ale media robią więcej szumu niż kibice i napędzają tę koniunkturę. Jeżdżę po Polsce i rozmawiam z ludźmi – fani niektóre rzeczy rozumieją, szczególnie ci, którzy uprawiali sport. Najlepszym dowodem lojalności kibiców jest frekwencja oraz ich zachowanie podczas meczów. Media dmuchają w ten balonik, choć już wielu apelowało, żeby przestać to robić. Wydaje mi się, że zamieszanie wokół kadry tworzy się już w kontekście przyszłorocznych mistrzostw świata. Nie wszystkie media są profesjonalne. Mówię to wprost.

Chłopaki grają o medal, a Anastasi o posadę – to kolejna utarta fraza.

– Nasi działacze nie są kąpani w gorącej wodzie, tylko podchodzą do wszystkiego ze spokojem. Anastasi musi po prostu odbudować tę reprezentację. Chłopaki powinni się lepiej zaprezentować, zdobyć większe zaufanie kibiców. Oczywiście trener jest w trudnej sytuacji. Musimy grać o medal, mamy część mistrzostw u siebie. Poza nami Rosja, Włochy, Bułgaria będą także się liczyły w walce o podium.

Rzeczywiście nadal jesteśmy w gronie faworytów czy inne reprezentacje mówią o nas w superlatywach trochę przez grzeczność?

– My od czasu do czasu ciągle coś wygrywamy, średnio co dwa trzy lata: wicemistrzostwo świata, brązowy i złoty medal mistrzostw Europy, wygrana w Lidze Światowej. W grach zespołowych nie ma drugiej drużyny, która ma takie wyniki. Nasze siatkarki są w dużo większym kryzysie, bo ta reprezentacja jest całkowicie przebudowywana, co chwila zmieniają się trenerzy. Myślę, że nadal jesteśmy w gronie sześciu najlepszych zespołów na świecie, z których każdy może wygrać czy zdobyć medal.

Kto będzie czarnym koniem tego turnieju? Może Niemcy, którzy całkiem dobrze zaprezentowali się podczas Ligi Światowej.

– Niemcy mają świetnych dwóch atakujących, których dobrze znamy (Jochen Schöps i Georg Grozer – przyp. red.). Kilku zawodników z tej reprezentacji gra w mocnych klubach. Mogą to być także Czesi. Ta kadra według mnie jest więcej warta niż jej wyniki. W sporcie tak naprawdę to jest piękne, że nie wiadomo, czego można się spodziewać.

To trafny wybór, że grupa D zagra w Gdyni? Przyjadą Niemcy, Czesi, Rosjanie – wszyscy mają relatywnie blisko, może lepiej byłoby pokazać tym kibicom hale w Łodzi lub choćby w Warszawie.

– Miasta były wybierane ze względu na odległość od Kopenhagi. Początkowo mistrzostwa miały odbyć się w Szczecinie i Gdyni. Niestety, Szczecin jeszcze nie wybudował hali, więc na jego miejsce pojawił się Gdańsk. Od samego początku to miałby być dwa zespoły z północy i myślę, że to jest dobry pomysł.

A dobrym planem jest, żeby tak ważne imprezy jak mistrzostwa Europy organizowały kraje, które nie mają tradycji siatkarskich?

– To jest polityka CEV, żeby popularyzować siatkówkę nie tylko w tych państwach, gdzie siatkarze dzielą i rządzą, ale żeby pojedynki na najwyższym poziomie zobaczyli też mieszkańcy innych krajów. Nie wszędzie są pełne hale, ale nie możemy też wszystkich imprez organizować w Polsce. Kiedyś we Włoszech oraz Grecji również nie było pustych miejsc na trybunach, ale przyszedł kryzys i mniej ludzi ogląda na żywo siatkówkę. Skoro ma to być druga dyscyplina zespołowa na świecie po piłce nożnej, to turnieje nie mogą odbywać się w sześciu krajach, wszystko musi być bardziej masowe.

Polska pomoże duńskiej siatkówce?

– Nie tylko my pomożemy, ale wszystkie reprezentacje, które tam pojadą. Od nas Duńczycy uczą się organizacji a pomiędzy obiema federacjami współpraca się dobrze układa. Przecież Dania organizuje mistrzostwa w piłce ręcznej, zresztą w tych samych halach, więc myślę, że oni organizacyjnie sobie poradzą, a przy okazji wiele się od nas nauczą.

My debatujemy o tym, czy grać na Stadionie Narodowym, a Duńczycy decyzję podjęli już dawno i Final Four mistrzostw Europy zostanie rozegrany na stadionie Parken.

– Stadion ma być trochę zmniejszony, jeśli chodzi o pojemność, zostanie też przykryty dachem. Pomysł z przebudową obiektu i dokładaniu trybun w zależności od liczby sprzedanych biletów jest bardzo ekonomiczny, bo jaki ma sens udostępnianie całego stadionu kilku tysiącom ludzi? To świadczy o gospodarności oraz pomysłowości Duńczyków. Jeżeli w czwórce będzie kadra Anastasiego, to podejrzewam, że podczas półfinałów na trybunach samych Polaków będzie z pięć tysięcy.

Skandynawia jest bardzo droga. Polskich fanów stać na taką wycieczkę?

– W Danii pracuje bardzo wielu Polaków. Do Kopenhagi jest blisko z Niemiec, a tam również żyją nasi rodacy. To samo dotyczy Wielkiej Brytanii. Polacy będą kibicować w Kopenhadze!

Kto znajdzie się w finale mistrzostw Europy i jaki będzie jego wynik?

– Oczywiście chciałabym, żeby tak daleko zaszła Polska. A finał może z Rosją? Te mecze zawsze wywołują dodatkowe emocje. Załóżmy, że marzę o finale Polska-Rosja i 3:2 dla biało-czerwonych. Przecież już podczas mistrzostw świata w Japonii był taki wynik!