„Wiem, że nic nie wiem”, czyli obraz reprezentacji Polski po sparingach

Za reprezentacją Polski cykl sparingów i meczów przygotowujących do mistrzostw świata we Włoszech i w Bułgarii. Biało-Czerwoni zmierzyli się m.in. z Rosją i Francją w Memoriale Wagnera oraz dwukrotnie w Szczecinie z Belgią. Co można powiedzieć o dyspozycji Polaków? 

Sparingi z Belgami były ostatnim elementem przygotowań do mistrzostw świata (fot. Daria Zmarzlik)

Katarzyna Tybor:

Dwa wygrane mecze z Belgią zakończyły serię sparingów, jakie reprezentacja Polski miała w planie przed mistrzostwami świata. Czy coś po nich wiemy? Kibice pewnie niewiele. Trener Heynen zmienia, rotuje, próbuje różnych ustawień i wariantów. To dobrze, będziemy gotowi na różne okoliczności. Ale o żelaznej szóstce i zgrywaniu jej niemal do znudzenia, jak ma to miejsce w innych drużynach liczących się w walce o tytuł we wrześniowym czempionacie, raczej nie ma mowy.

Pierwszym sparingpartnerem Biało-Czerwonych był Kamerun, co może nieco dziwić. Drużyna raczej przeciętna, żeby nie powiedzieć słaba, jedna z tych, z którymi po prostu trzeba wygrać, najlepiej jak najmniejszym nakładem sił, jeśli chce się w ogóle myśleć o medalu. Umiejętność gry z takimi przeciwnikami też jest ważna, aby przez zbytnie rozluźnienie nie zlekceważyć rywala, ale czy wynik i przebieg meczu może dać miarodajny materiał szkoleniowy?

Z drugiej strony, poważni przeciwnicy byli na Memoriale Wagnera. Ale ponad miesiąc do finałów mistrzostw, czyli tego momentu, pod który drużyny typowane do zwycięstwa mają rozpisane przygotowania, to szalenie dużo czasu. Wystarczy spojrzeć, jak niektóre ekipy stopniowo „wchodzą w turniej” w przypadku tych dłuższych rozgrywek, jak rozkładają siły, by  nie rzucać od razu wszystkiego na pierwsze mecze z niezbyt wymagającymi rywalami, gdzie wyjście z grupy to dla wielu tylko formalność, by wiedzieć że dalekie są od optymalnej formy. Pokonanie Rosji czy Francji zawsze cieszy, ale i niepotrzebnie pompuje balonik, a w tym niestety jesteśmy specjalistami.

Na sam koniec była Belgia. Ostatni sprawdzian, ostateczny test. Przeciwnik ze średniej półki, ale nieprzewidywalny i ze sporym potencjałem na sprawienie niespodzianki. O ile gra Polaków na Memoriale mogła się podobać, tak teraz, gdzie ta forma powinna stopniowo rosnąć… niekoniecznie. Dodatkowo, skład turniejowy jest już znany, czternastka wybrana – czy wobec niezliczonych kontuzji w większości drużyn, warto ryzykować także u nas? Czy ma sens organizowanie kontrowersyjnych, płatnych spotkań kibiców z drużyną, zamiast spokojnie przygotowywać się do siatkarskiego mundialu?  Cóż… czas pokaże.

Daria Zmarzlik: 

Ostatnie dwa mecze przed mistrzostwami świata, może nie odpowiedziały nam na wiele pytań, ale coś można było z nich zabrać. Na pewno na plus trzeba zapisać postawę naszych środkowych, którzy naprawdę dobrze radzili sobie pod siatką. Nie tylko w ataku, ale i w bloku stanowili silny trzon boiskowej szóstki. Mówiąc o środkowych trzeba pochwalić Jakuba Kochanowskiego, który dokładał swoje kilka groszy, pokonując Belgów zagrywką.

W obu meczach na przyjęciu dobrze sprawowała się para Kubiak/Szalpuk, których przyjęcie było na dobrym poziomie i w większości kończyli posyłane do siebie piłki. Było widać, że trener próbował grać dwoma rozgrywającymi i porównując grę obu zawodników, u każdego były błędy, ale też płynna gra bez jakichkolwiek przeszkód. Wiadomo, że gra zawsze może być jeszcze płynniejsza, ale myślę na MŚ zadziała jeszcze czynnik dodatkowego zmotywowania.

Trener Heynen ma przed sobą nie lada wyzwanie, aby tak ułożyć swoją pierwszą szóstkę, by osiągnąć jak najlepszy wynik na czempionacie. Dajmy mu to zrobić samemu i nie wyciągajmy za niego wniosków. W końcu to on najlepiej zna swoją drużynę.

Redakcja