Worek medali i olimpijski spokój, czyli podsumowanie sezonu siatkarzy

Po blisko pół rocznej rywalizacji zakończył się sezon reprezentacyjny. Polska drużyna w tym roku wywalczyła srebro na Pucharze Świata, brąz na mistrzostwach Europy i brąz w Lidze Narodów. Przede wszystkim jednak zapewniła sobie awans na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie.

Reprezentacja Polski srebrem w Japonii zakończyła sezon
(fot. FIVB)

Jak oceniam ten sezon reprezentacyjny? Dobrze, a nawet bardzo dobrze. Vital Heynen stworzył prawdziwy bastion doświadczalny, dając możliwość pokazania się szerokiej, a wręcz bardzo szerokiej grupie zawodników. O ile w trakcie sezonu byłam bardzo sceptyczna takiemu podejściu do sprawy, o tyle z perspektywy tych kilku miesięcy uważam, że plan selekcjonera sprawdził się doskonale. Chylę czoła i zwracam honor.

Trener Heynen, obejmując kadrę, postawił przed nią jeden cel – medal olimpijski. Wszystko, co robi od tej pory jest podporządkowane osiągnięciu tego celu. Miniony, bardzo intensywny sezon pokazał to doskonale. Szkoleniowiec ograł grupę w przeróżnych zestawieniach. Zobaczył, że nawet w najdziwniejszym ustawieniu jest w stanie funkcjonować dobrze, a nawet wywalczyć medal. Wykreował kilku zawodników, którzy w przyszłym sezonie mogą okazać się mu niezbędni do wywalczenia lauru olimpijskiego.

O ile medale na mistrzostwach Europy, Pucharze Świata czy w Lidze Narodów na pewno cieszą, o tyle nie da się ukryć, że najważniejszy jest awans do Tokio, który polska kadra ma już w kieszeni. Zwłaszcza biorąc pod uwagę bardzo krzywdzący dla europejskich drużyn system eliminacji. Oznacza to w praktyce spokojny styczeń, bez szarpania się, szybkiego zgrupowania i niepotrzebnych nerwów. Zawodnicy i sztab szkoleniowy będą mogli spokojnie skupić się na występach klubowych i budowaniu formy, która przekona selekcjonera do wysłania powołania w najważniejszym sezonie czterolecia.

Cieszy mnie jeszcze jedna rzecz. Chyba po raz pierwszy od kiedy przyglądam się polskiej drużynie narodowej mam przed sobą team bez najmniejszych kompleksów. Stoi przede mną zespół, który jest w stanie wygrać z każdym. To raczej rywale obawiają się meczu z Polską niż polska drużyna już przed meczem może zakładać, że przeciwnicy na papierze są ekipą lepszą, a ogranie ich będzie wielką niespodzianką.

Po czym poznaje się prawdziwych mistrzów? Po tym, że są w stanie utrzymać wysoką dyspozycję w najważniejszych momentach. Mam nadzieję, że już za rok będziemy razem cieszyć się z tego, że Vital Heynen dotrzymał słowa. Na koniec zadeklaruję jeszcze jedno. Przyjmuję wszystkie, nawet najbardziej absurdalne metody, jakimi szkoleniowiec chce osiągnąć medal olimpijski. W tym wypadku ewidentnie nie liczy się droga a cel.