Wybuchł pożar w żeńskiej kadrze. PZPS gasi czy dolewa oliwy do ognia?

W środę siatkarski świat obiegła bardzo niepokojąca informacja na temat konfliktu w żeńskiej reprezentacji Polski. W odpowiedzi Polski Związek Piłki Siatkowej zdecydował się na przedłużenie umowy z trenerem Jackiem Nawrockim do 2022 roku.

Jacek Nawrocki jest trenerem reprezentacji Polski od 2015 roku (fot. CEV)

W środowym materiale Gazety Wyborczej czytamy o konflikcie, do którego miało dość w polskiej drużynie narodowej. Chodzi o rzekome faworyzowanie Magdaleny Stysiak i Marii Stenzel, które miało doprowadzić do listu, który reprezentantki Polski wystosowały do Polskiego Związku Piłki Siatkowej, narzekając na decyzje personalne selekcjonera i apelując o zmianę na tym stanowisku. Pod listem miała być podpisana znaczna część kadrowiczek.

PZPS niewiele zrobił sobie z tych gorzkich żali. Podejście związku do selekcjonera jest jednoznaczne – działacze są zadowoleni z pracy Jacka Nawrockiego, więc przedłużyli z nim umowę do 2022 roku. Nie wiadomo jeszcze czy będą jakieś inne konsekwencje rzekomego listu i czy zostaną w związku z nim podjęte decyzje personalne wobec zawodniczek. Pozostaje jeszcze trzecia strona medalu, jak zawodniczki zareagują na decyzję związku i czy będą gotowe schować uprzedzenia do kapelusza i włożyć biało-czerwoną koszulkę. A czasu na gaszenie pożaru jest niewiele, bo kwalifikacje olimpijskie już w styczniu.

Co myślę o całej sytuacji? Przede wszystkim jestem rozczarowana. Po raz pierwszy od wielu lat polskie siatkarki mogą być naprawdę zadowolone ze swojej postawy w sezonie reprezentacyjnym. Gra Biało-Czerwonych wreszcie nabierała profesjonalnych kształtów, udało im się znacząco zmniejszyć dystans do europejskiej czołówki. Rodzi się tu bezpośrednie pytanie, skoro atmosfera w drużynie była tak zła jak opisywana przez Gazetę Wyborczą, jakim cudem udało się osiągnąć tak dobre wyniki? To czysty przypadek? A może nic tak nie buduje drużyny jak wspólny wróg?

Co do jednego jestem pewna, drużyna powinna takie konflikty rozwiązywać we własnym gronie i nigdy o niej nie powinny dowiedzieć się media. Prognozuję, że środowy materiał może być początkiem końca tej drużyny. Obym nie miała racji, bo obawiam się, że jeśli konflikt jest tak poważny jak opisywana sytuacja, to o awansie olimpijskim możemy przestać marzyć. Może nie jesteśmy faworytem turnieju kwalifikacyjnego, ale żeby tak od razu wywieszać białą flagę?