Zuzanna Efimienko: Alojzy Świderek pozwolił mi zmienić stan cywilny

W wieku 17 lat została powołana do reprezentacji Polski, 6 lat później powiedziała sakramentalne „tak”. O łączeniu życia siatkarki, żony i gospodyni domowej opowiada środkowa ATOMU Trefla Sopot Zuzanna Efimienko.

Zuzanna Efimienko nauczyła się pić kawę, grając we Włoszech (fot. Nela Sanecka)
Zuzanna Efimienko nauczyła się pić kawę, grając we Włoszech (fot. Nela Sanecka)

Nela Sanecka: Wyszłaś za mąż w wieku 23 lat. Potrzebowałaś stabilizacji?

Zuzanna Efimienko: – Raczej nie chodziło o stabilizację życiową. Po prostu stwierdziliśmy, wtedy jeszcze z narzeczonym, że jesteśmy na tyle dojrzali, aby podjąć taką decyzję. Nie chodziło o na przykład nieplanowaną ciążę, jak to czasem bywa. Po ślubie w ogóle nic się nie zmieniło! To była naturalna decyzja. Nie zastanawialiśmy się długo. Ze strony rodziców także nie było „parcia na szkło”.

Nie bałaś się połączenia intensywnego życia zawodowego z prowadzeniem domu?

– Nie bałam się tego. Większym problemem są przeprowadzki. Wszyscy sportowcy często się przenoszą. Nie jest tak, że można osiąść w jednym miejscu i fajnie sobie żyć. My często zmieniamy miejsce zamieszkania i to jest bardziej problem dla mojego męża. Powiedział mi, że jeśli się pobierzemy, to on będzie zawsze tam, gdzie ja! Absolutnie nie chcieliśmy robić tak, że po ślubie ja pojadę za granicę sama, a on zostanie tu. Jest to z jego strony trochę poświęcenie. Tam gdzie ja gram, on szuka sobie pracy.

Czy twój mąż też jest związany ze sportem?

– Poniekąd tak, bo jest fizjoterapeutą, skończył Akademię Wychowania Fizycznego. Mój mąż to fan wszelakich sportów. Lubi tenisa, ale najbardziej jednak siatkówkę, więc zostaje blisko mojego sportu.

Czy w waszym domu panuje standardowy podział obowiązków? Kobieta gotuje, a mężczyzna naprawia zlew?

– O tak! Chociaż bywa naprawdę trudno. Kiedy mam dwa treningi dziennie, niestety nie czekam w domu na męża z obiadem jak przysłowiowa żona. Lubię gotować, teraz kiedy jestem mężatką nawet bardziej. Kiedy byłam sama i gotowałam dla jednej osoby, nie sprawiało mi to przyjemności. Dla dwóch osób gotowanie jest już o wiele ciekawsze i robię to z ogromną radością. Jak mieszkaliśmy we Włoszech, posmakowaliśmy kuchni śródziemnomorskiej i często jemy coś włoskiego.

Zuzanna Efimienko nauczyła się pić kawę, grając we Włoszech (fot. CEV)
Zuzanna Efimienko nauczyła się pić kawę, grając we Włoszech (fot. CEV)

Jakie czynności lubisz wykonywać, a które omijasz? Jesteś perfekcyjną panią domu i mieszkanie lśni?

– Nie mam problemu ze sprzątaniem i pracami domowymi. Lubię odkurzać, ale przyznaję się, że nie przepadam za zmywaniem naczyń. Teraz akurat mamy zmywarkę, więc naczyń aż tak dużo nie trzeba zmywać. Mamy taki podział: ja segreguję rzeczy do prania i włączam pralkę, a mąż je rozwiesza i układa. Chociaż z tym układaniem różnie bywa (śmiech). Ale do rozwieszania prania, zatrudniam mojego męża.

Jak mąż znosi twoje wyjazdy?

– Myślę, że to jest kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście czasem jest trudno. Kiedy gram w reprezentacji, nie widzimy się miesiąc albo półtora. Wiadomo, że mężczyźni nie okazują uczuć tak łatwo, jak kobiety. Ale wtedy czuję albo słyszę przez telefon, że chciałby, żebym już wróciła do domu. Wyczuwam, że chce, żebyśmy byli już razem i mogli na przykład pójść na spacer.

Dostrzegasz wśród swoich znajomych trend pobierania się w młodym wieku?

– Sądzę, że nie, chociaż w Polsce wychodzenie za mąż w dosyć młodym wieku jest bardziej popularne. Jak grałam we Włoszech, to może nie byłam wytykana palcami, ale dla nich coś wyjątkowego. Pierwsza informacja w naszym kalendarzu klubowym była taka, że ja jestem już mężatką. Dla Włochów to było straszne „wow” i wszyscy pytali się: „Jezu, dlaczego? Przecież jesteś taka młoda!”. Ludzie tam, będąc nawet w wieku 30-40 lat, nie pobierają się jeszcze.

Pierwszy raz do kadry narodowej zostałaś powołana w wieku 17 lat. Musiałaś szybko dorosnąć i z czegoś zrezygnować?

– Tak, bardzo wcześnie zaczęłam grać w reprezentacji. Nie patrzę na to w kategoriach rezygnacji, ale wiadomo, że wtedy nie ma się wakacji. Nawet po ślubie nie mieliśmy czasu na podróż poślubną, bo tydzień po ceremonii jechaliśmy do Włoch do mojego nowego klubu. Z każdego powołania jestem ogromnie zadowolona i bardzo się cieszę! Zawsze przyjeżdżam gotowa do pracy. Powiem szczerze, że zeszłoroczne powołanie trenera Piotra Makowskiego bardzo mnie zdziwiło. Tego lata, kiedy wychodziłam za mąż, nie grałam w kadrze. Śmieję się, że trener Alojzy Świderek pozwolił mi zmienić stan cywilny.

Przede wszystkim trudno jest rozpocząć studia. Ja próbowałam, ale niestety musiałam zrezygnować. Na moim kierunku był obowiązkowy obóz letni i w żaden sposób nie można było go ominąć. Może jak już nie będę grała w siatkówkę i będę miała więcej czasu, wrócę na studia. Kiedy widzę, że dziewczyny z Atomu próbują połączyć sport z nauką, to raczej nic się nie zmieniło i im też jest bardzo trudno. Zwłaszcza, kiedy mamy dwa treningi dziennie, to jest niewykonalne, żeby być jeszcze na uczelni.

Mogliście zorganizować sobie podróż poślubną we Włoszech.

Tak, wybraliśmy się na wycieczkę do Wenecji. To była taka nasza skrócona podróż poślubna!

Czy pierwsze zgrupowanie, na którym byłaś, wyglądało tak, jak sobie wyobrażałaś?

Byłam pod wielkim wrażeniem dziewczyn. To były „złotka”, czyli Dorota Świeniewicz, Małgorzata Glinka, Magdalena Śliwa czy Małgorzata Niemczyk. Dla mnie gra z nimi i przebywanie w ich obecności było czymś wyjątkowym, jak spełnienie marzeń! Pamiętam, że jak pierwszy raz weszłam do szatni, to nie wiedziałam, jak się zachować i w jaki sposób zwracać się do nich. Ale niepotrzebnie się martwiłam, bo bardzo dobrze mnie przyjęły.

Grałaś długo we Wrocławiu. To miasto jest jednym z miast gospodarzy zbliżających się mistrzostw świata mężczyzn. Uważasz, że ma potencjał, aby gościć u siebie taką imprezę?

Zuzanna Efimienko w barwach ATOMU (fot. atomtrefl.pl/058sport.pl)
Zuzanna Efimienko w barwach ATOMU (fot. atomtrefl.pl/058sport.pl)

Tak, jak najbardziej. Wrocław pokazał, że jest przygotowany do organizacji takich imprez już przy mistrzostwach Europy w piłce nożnej. Uważam, że nie ma się o co obawiać. Podczas EURO ludzie świetnie się bawili, gromadzili razem, żeby oglądać mecze w różnych miejscach. Myślę, że tym razem będzie podobnie.

Polacy będą tam grać, a Hala Stulecia może pomieścić tylko 6,5 tys osób. Co myślisz o takim rozwiązaniu?

Myślę, że chłopcy sobie poradzą. Podobno ta hala nie jest dobra do grania. Sama w niej nie grałam, ale słyszałam tak od koleżanek i kolegów. Nasza kadra grała tam już nie jeden mecz, więc na pewno chłopcy są obeznani z tą halą. Zapewne kibice woleliby, żeby reprezentacja grała w większym obiekcie, bo po prostu więcej osób mogłoby obejrzeć mecz na żywo.

Z Wrocławia wyjechałaś do Włoch, ale zapewne nie tak wyobrażałaś sobie swój pierwszy sezon w lidze włoskiej.

Nie wszystko potoczyło się po mojej myśli, to prawda. Niestety, przytrafiła mi się kontuzja, a we Włoszech jak nie jesteś zdolna do gry, to nie jesteś potrzebna. Dlatego postanowiłam rozwiązać kontrakt. Było mi bardzo przykro, bo strasznie przywiązałam się do dziewczyn, z którymi grałam. Pamiętam, że jak stanęłam przed nimi, żeby poinformować je o swojej decyzji, miałam łzy w oczach. To także był trudny moment.

Ale miłe wspomnienia na pewno też przywiozłaś. Może tradycję picia espresso?

– Ja się dopiero we Włoszech nauczyłam pić kawę, bo wcześniej w ogóle jej nie piłam! Tam zaczęłam też zwracać uwagę na to, co jem. Wszystko, co biorę do koszyka w sklepie, wcześniej sprawdzam: datę ważności, skład, ile jest owoców w jogurcie, ile cukru czy chemii. Byłam w szoku, że w jogurtach we Włoszech jest 15% owoców, a u nas 4%. Włosi inaczej się odżywiają i to bardzo mi się podobało. Nigdy tego nie robiłam, ale nawet jak wróciłam do Polski, nie przestałam czytać etykiet.