Jenia Grebennikov: Do każdej piłki rzucam się na 100%

Libero – od jego dyspozycji często zależy bardzo dużo, choć bywają jednymi z najbardziej niedocenianych graczy na boisku. – My libero wiemy, ile pracy wykonaliśmy i to się dla nas liczy – podkreśla Jenia Grebennikov, charakteryzując swoją pozycję na boisku.

Jenia Grebennikov to jeden z najbardziej ekspresyjnych zawodników na pozycji libero (fot. VolleyCafe.pl)

Coraz częściej mówi się, że ta osoba może odmienić grę całego zespołu. Nierzadko spotykamy sytuacje, gdy piłka nie do obrony przeradza się w punktową akcję drużyny broniącej. Są jak ninja i zdarza się, że znajdują się w miejscu, w którym teoretycznie nie powinni stać.

Libero, bo o nich mowa, są nieodłącznym elementem gry w siatkówkę. Pierwszy raz tę pozycję na boisku wprowadzono na mistrzostwach świata w Japonii w 1998 roku, co miało zwiększyć płynność gry. Pierwszym oficjalnym polskim libero był Krzysztof Ignaczak.

Jakie zadania mają libero? Zawodnik grający na tej pozycji nie może zagrywać, skakać do bloku ani atakować piłki. Jest odpowiedzialny głównie za przyjęcie oraz obronę. Musi mieć inny kolor stroju niż reszta zespołu i nie może być kapitanem drużyny. Może wymieniać się z każdym zawodnikiem na boisku (najczęściej jest to środkowy). Jeśli chodzi o zmiany pomiędzy dwoma libero wewnątrz zespołu to są one nieograniczone.

Trochę wariat, trochę oaza spokoju

Libero musi być czasami źródłem spokoju, a czasami wariatem – uważa Mateusz Czunkiewicz (fot. VolleyCafe.pl)

Zawodnicy libero są odpowiedzialni nie tylko za przyjęcie czy obronę, ale często muszą także podnosić morale w zespole czy uspokajać pobudzonych kolegów. –  Libero jest od czarnej roboty, więc czasami mimo swoich emocji musi uspokajać drużynęmówi Mateusz Czunkiewicz, libero Dafi Społem Kielce. Jenia Grebennikov dodaje: – Kumple z zespołu liczą na dobre przyjęcie, więc musisz być spokojny i skupiony, aby najlepiej wykonać swoją robotę.

Mimo to nierzadko widzimy, gdy libero czy to na boisku, czy w kwadracie dla rezerwowych krzyczą i wymachują rękoma. Dlaczego? – To pomaga – przekonuje popularny „Czunek”. – Libero musi dać kolegom dużo energii, taki bodziec, który pobudzi do działania. Czasami wystarczy krzykniecie, czasami obrona jakieś mocnej piłki – zaznacza zawodnik kieleckiej drużyny. – Libero musi być czasami źródłem spokoju, a czasami wariatem – kwituje.

Prowokator

Grze w siatkówkę towarzyszą duże emocje. Przyjmujący czy atakujący łatwiej radzi sobie z ich rozładowaniem, bo może „wyżyć się” na piłce. A jak radzą sobie z tym libero? – Staram się wmawiać sobie, że mam inne zadania na boisku, na których muszę się skupić – wyznaje Taichiro Koga, libero Aluron Virtu Zawiercie. – Mam mniej zadań na parkiecie, więc skupiam się na tym, aby wykonać je wszystkie najlepiej jak potrafię. – dodaje. Inaczej wygląda to u reprezentanta Francji. – Na pewno innym zawodnikom, na innych pozycjach jest łatwiej, ale ja za to do każdej piłki rzucam się na 100%. Pomiędzy punktami macham rękoma i biegam w kółko. To mój sposób na rozładowanie energii – przyznaje Grebennikov.

Paradoksalnie, jak przyznaje Czunkiewicz, zachowanie libero może być bardzo prowokujące dla przeciwników. – Myślę, że dobra gra na mojej pozycji może przysporzyć przeciwnikowi dużo nerwów. Mówię tu o takiej sytuacji, kiedy broni się silny atak czy przyjmuje bardzo trudną zagrywkę. Widzisz wówczas w oczach zawodnika niedowierzanie i złość. To chyba bardziej cieszy niż zdobycie punktu – ocenia i zdradza, jaki jest jego sposób na rozładowywanie napięcia. –  Staram się przełożyć emocje na grę w obronie, bo w przyjęciu zagrywki trzeba być spokojnym. Czasami i ja nie wytrzymuję i trochę brzydkich słów najdzie mi na język – kończy z uśmiechem.

Musi mieć “to coś”

Jak wygląda trening libero? Różni się on nieco od ćwiczeń siatkarzy na innej pozycji. Zawodnicy ćwiczą refleks, obronę, przyjęcie, czytanie gry. Czy wszystko można wyćwiczyć? A może trzeba mieć jakieś wrodzone cechy, predestynujące do gry na tej pozycji? –  Czytanie gry czy refleks trudno wyćwiczyć na treningu. To są lata grania, wiele porażek i zawiedzeń, aż w końcu osiąga się zamierzony efekt – przyznaje Koga. – Szczerze powiedziawszy, dużo zależy od samopoczucia. Kiedy czuję się lepiej niż zawodnicy drużyny przeciwnej, łatwiej jest mi ich rozczytać – przyznaje Japończyk. A jak z refleksem? – Niestety z refleksem trzeba się po prostu urodzić – dodaje.

Z refleksem trzeba się po prostu urodzić – uważa Taichiro Koga, libero Aluron Vitru Warta Zawiercie (fot. Jagoda Szydłowska, Aluron Virtu Zawiercie)

U Jenii Grebennikova sprawa wygląda podobnie. – Owszem, trenujemy refleks na treningu, ale tylko moje zebrane doświadczenia pomagają mi być takim libero, jakim jestem – mówi. Nie da się ukryć, że czasami oglądając Francuza na parkiecie ma się przeświadczenie, że urodził się na boisku broniąc piłkę. – Dobrze, może się z tym urodziłem. Co nie znaczy, że nie trenuję – dodaje z uśmiechem.

Wychodzi więc na to, że idealnym rozwiązaniem jest połączenie ciężkiego treningu z talentem. – Obronę oczywiście można wyćwiczyć, ale osoba, która ma czucie gry, na pewno będzie więcej bronić – przekonuje Czunkiewicz.  U libero liczy się również doświadczenie. – Jak wszyscy wiedzą na naszej pozycji nie mamy czasami dużo do roboty, więc obserwacja gry jest najważniejsza i ułatwia dalszą pracę – dodaje.

Cieszyć się z małych rzeczy

Libero nie mogą czerpać przyjemności ze zdobywania bezpośrednio punktów. Jak w tej sytuacji nie stracić radości gry? –  Kiedyś zaczynałem jako przyjmujący, więc ataku zawsze mi brakuje – zaznacza Mateusz Czunkiewicz. – Myślę, że każdy libero lubi sobie podczas treningu parę razy zaatakować. Z tego tez powodu uwielbiam rekreacyjnie grać w piłkę plażową, bo tam mogę zagrywać, atakować i blokować – mówi z uśmiechem Mateusz Czunkiewicz, zaznaczając jednocześnie, że podczas regularnych treningów skupia się na kwestiach siatkarskich. – Na treningach staram się doskonalić element przyjęcia i obrony, żeby w trudnych momentach pomóc drużynie najbardziej jak mogę – dodaje.

Podobnie toczyły się losy Grebennikova, który również zaczynał karierę jako przyjmujący. – Mój tata razem z trenerem stwierdzili, że grając jako libero dotrę do drużyny narodowej i jak widać zmiana pozycji wyszła mi to na dobre – przyznaje. Niemniej podczas rozgrzewki często możemy obserwować ataki w wykonaniu Jenii. – To prawda, na rozgrzewce niekiedy sobie zaatakuję i po tych kilku piłkach jestem szczęśliwy – dodaje z uśmiechem.

Droga Taichiro była nieco inna, choć również nie rozpoczynał przygody z siatkówką od pozycji libero. – Zaczynałem jako rozgrywający – przyznaje. – Niekiedy powystawiam chłopakom parę piłek. Oczywiście chciałbym grać na pozycji rozgrywającego na dobrym poziomie, ale z tym wzrostem… zostaje mi libero – kwituje Japończyk.

Nie liczyć na poklask

My libero wiemy, ile pracy wykonaliśmy i to się dla nas  liczy – zaznacza Grebennikov (fot. VolleyCafe.pl)

Od libero oczekuje się, że przyjęcie będzie w punkt, obroni każdą ważną piłkę i będzie wszędzie tam, gdzie jest potrzebny. Gdy tak się dzieje jesteśmy świadkami niesamowitych obron i wręcz perfekcyjnych przyjęć. Mimo to królowie defensywy rzadko nagradzani są statuetkami dla MVP.

Patrząc na ostatnie 10 lat, na arenie międzynarodowej, tylko jeden gracz zdobył tę nagrodę i był to Sergio z Brazylii, którego doceniono na igrzyskach olimpijskich w 2016 oraz podczas turnieju finałowego Ligi Światowej w 2009. Nikt poza nim tego nie dokonał. Dlaczego? – Myślę, że komisja zawodów woli nagrodzić kogoś, kto zdobył dużą liczbę punktów albo popisał się serią zagrywek czy punktów, ale my libero wiemy, ile pracy wykonaliśmy i to się dla nas  liczy – mówi Jenia Grebennikov.

Podobnie sytuacja wygląda w PlusLidze. W tym sezonie, najwięcej statuetek zdobył Paweł Zatorski – dwie. Poza tym przeważają raczej nagrody dla przyjmujących oraz atakujących. Dlaczego tak jest? –  Myślę, że każdy libero pracuje nie na swój rezultat tylko całej drużyny. Nie ma co ukrywać, że rzadko się widuje nagrodę MVP w naszych rękach – zauważa Mateusz Czunkiewicz.

Libero to  człowiek od czarnej roboty, niekiedy niedoceniany, ale jakże ważny. To dzięki niemu wiele akcji jest tak widowiskowych. Mimo że każdy z zawodników jest inny, to łączy ich jedno – mają „to coś”, szósty zmysł, który pozwala bezbłędnie analizować zamiary rywali. Poza tym jednogłośnie uważają, że w każdej akcji starają się dawać z siebie wszystko.