Polska rajem dla zagranicznych siatkarzy?

source motsvarande viagra för kvinnor Wysoki poziom rozgrywek oraz ogromna popularność polskiej siatkówki powoduje, że wielu zagranicznych zawodników niemal bez zastanowienia podpisuje kontrakty w naszych rodzimych klubach. Przyjazd do Polski wiąże się dla nich jednak z pewnymi zmianami. Jak sobie radzą? 

ig markets binary options

DSC_1428
Polska siatkówka przyciąga obcokrajowców nie tylko w trakcie rozgrywek międzynarodowych (fot. Anna Kołakowska)

euro valutakurs forex Wynegocjowanie i podpisanie kontraktu to dopiero pierwszy krok na drodze do zaaklimatyzowania się cudzoziemca w Polsce. Najwięcej formalności pojawia się przed przyjazdem oraz krótko po nim. Chodzi o takie kwestie jak dokumenty, pozwolenia, w niektórych przypadkach wizy, transport, mieszkanie czy klubowy samochód umożliwiające dogodne poruszanie się w nowym miejscu. Czy zagraniczni gracze muszą tym wszystkim zajmować się sami?

binäre optionen bücher – Nie! U nas takie sprawy załatwia kierownik drużyny – odpowiada Robbert Andringa. – Do niego również mamy się zgłaszać w przypadku problemów, których nie jesteśmy w stanie rozwiązać sami, bo na przykład nie znamy języka – dodaje przyjmujący Indykpolu AZS-u Olsztyn. Nie inaczej jest w drużynie z Warszawy. – Przed przyjazdem otrzymałem wizę od konsula Republiki Macedonii, a pozostałe formalności pomógł mi załatwić kierownik drużyny Jakub Korpak – wspomina Nikola Gjorgiev. – Dzięki niemu wszystko przebiegło bardzo szybko i sprawnie – dodaje atakujący ONICO Warszawa.

strategia opzioni binarie lungo termine Podobne doświadczenia ma TJ Sanders, który – w porównaniu do kolegów z Olsztyna i Warszawy – występuje na parkietach PlusLigi już drugi sezon. – Jestem szczęściarzem! W każdym klubie, w którym występowałem otrzymywałem ogromne wsparcie od personelu, więc nigdy załatwienie tych wszystkich formalności nie spadało na moje barki – wspomina rozgrywający Trefla Gdańsk.

get link Robbert, Niko i TJ pytani czy kiedykolwiek zdarzyła im się sytuacja, że przybyli do nowego państwa i nikt z klubu nie odebrał ich z lotniska zgodnie odpowiadają, że nigdy.

DSC_0209
Dla Robberta to pierwszy sezon w Polsce (fot. Anna Kołakowska)

http://tommiliving.com/?iids=sistemi-di-trading-binarie&77c=02 – Choć rok temu, gdy grałem we Francji z lotniska odbierali mnie ludzie, którzy nie mówili po angielsku. Jako że ja nie znałem francuskiego to mieliśmy spory problem z komunikacją – wspomina Andringa. – Na szczęście w toku dalszej współpracy już takich barier językowych nie było – dodaje.

go Poland znaczy Volleyland

Nie jest tajemnicą, że polscy kibice uwielbiają zagranicznych zawodników. Okazuje się jednak, że uczucie to jest całkowicie odwzajemnione. – Polskę po raz pierwszy odwiedziłem w ramach mistrzostw świata i to, czego tutaj doświadczyłem dosłownie powaliło mnie na kolana – z uśmiechem wspomina TJ Sanders. – W Kanadzie siatkówka nie jest tak znaczącym sportem jak tutaj. Nie mamy nawet profesjonalnej ligi – wyjaśnia. – A gdy przyjechałem do Polski zobaczyłem pełne trybuny oraz tysiące ludzi stojących przed halami i obserwujących mecze na telebimach. To było po prostu fantastyczne – podsumowuje rozgrywający reprezentacji Kanady i Trefla Gdańsk, by po chwili dodać: – I właśnie wtedy powiedziałem sobie, że muszę tu kiedyś zagrać!

Podobne odczucia ma holenderski przyjmujący ekipy z Olsztyna. – Tym, co najbardziej zapadło mi w pamięć z mojej wizyty w Katowicach podczas tegorocznych mistrzostw Europy była fantastyczna atmosfera w hali i wspaniali kibice – wymienia Robbert Andringa. – Trybuny katowickiego Spodka były po prostu pełne. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, bo nigdy dotąd czegoś takiego nie doświadczyłem – wspomina reprezentant Holandii.

Poza wspomnianą już ogromną życzliwością i miłością do siatkówki Nikolę Gjorgieva pozytywnie zaskoczył wysoki poziom znajomości języka angielskiego u Polaków. – Jestem naprawdę szczęśliwy, bo pierwszy raz w życiu gram w kraju, w którym tak wiele ludzi mówi po angielsku. Dzięki temu nie mam problemu z komunikacją – podkreśla atakujący reprezentacji Macedonii i ONICO Warszawa. Podobne spostrzeżenia ma Robbert Andringa. TJ Sanders wspomina również o ogromnej siatkarskiej wiedzy u Polaków.

A czy naszych pozytywnie nastawionych do świata obcokrajowców spotkały już w Polsce jakieś śmieszne przygody? – Każdy dzień jest dla mnie przygodą! – żartuje Nikola Gjorgiev. – Moi koledzy z drużyny są bardzo zabawni, więc każde spotkanie z nimi to jedna wielka śmieszna historia – dodaje. – Można powiedzieć, że każda sytuacja, która mnie dotyka jest zabawna, bo sam jestem dość zabawny – mówi pół żartem, pół serio TJ Sanders.

Nieco bardziej konkretny jest Robbert Andringa opowiadający historię urodzinowego tortu, który dostał od fanów… pół roku za wcześnie! – Nie wiedzieć czemu w wielu materiałach meczowych widnieje informacja, że urodziłem się 28 października i tego dnia kibice z Olsztyna podarowali mi tort. Oczywiście nie byłoby w tym nic śmiesznego gdyby nie fakt, że moje urodziny wypadają 28 kwietnia – mówi przyjmujący Indykpolu AZS-u Olsztyn. – Dla mnie sytuacja ta była bardzo zabawna i jednocześnie niezwykle miła, a tort przepyszny – dodaje z uśmiechem.

http://unikeld.nu/?ioweo=iq-option-minimo-prelevabile&7bf=21 Polski survival czy drugi dom?

DSC_3801
TJ pokochał Polskę od pierwszego wejrzenia (fot. Anna Kołakowska)

Podpisywanie przez obcokrajowców kontraktów w klubach plusligowych oznacza również konieczność przystosowania się do polskiej rzeczywistości. Jest to dla nich bardziej szkoła przetrwania czy wręcz bułka z masłem? – W moim przypadku poszło dość łatwo – deklaruje Robbert Andringa. – W Olsztynie gra ze mną Tomas Rousseaux, który posługuje się tym samym językiem co ja i razem jest nam raźniej. Poza tym wszyscy w drużynie mówią bardzo dobrze po angielsku i zawsze wiem, że gdy czegoś potrzebuję to mam do kogo zwrócić się o pomoc. To naprawdę wiele ułatwia – wyjaśnia Holender.

– Wiadomo, że na początku trzeba się zorientować i nauczyć, jak dojechać do sklepu, a jak na siłownię czy halę. To normalne – mówi Andringa. – U mnie pewien problem pojawia się czasem gdy jestem w sklepie, a artykuły są podpisane wyłącznie po polsku. Wtedy zdarza mi się kupić coś, co może wygląda jak produkt, którego szukałem, ale w rzeczywistości nim nie jest – dodaje przyjmujący Indykpolu AZS-u Olsztyn.

W podobnym tonie wypowiada się atakujący warszawskiej drużyny. – Na początku było kilka trudności wynikających z faktu, że dwa poprzednie sezony spędziłem w Japonii, a to jednak inna kultura. Jednak mimo tego przystosowanie się do życia w Polsce było dla mnie dość łatwe – mówi Nikola Gjorgiev. – Odkąd przyjechałem do Warszawy ani przez chwilę nie poczułem się samotny – dodaje Macedończyk. – Wszystko dlatego, że mam wokół siebie ludzi, którzy bardzo o mnie dbają i są gotowi pomóc mi w każdej sytuacji – wyjaśnia.

Wyjątku w tej kwestii nie stanowi również TJ Sanders. – Niemal natychmiast poczułem się w Polsce niemal jak w domu. Dużą zasługę przypisuję fantastycznemu sztabowi marketingowemu, który się mną zaopiekował – deklaruje rozgrywający Trefla Gdańsk. – Poza tym bardzo pomógł mi Dan Lewis, który spędził w Polsce kilka sezonów i udzielił mi wielu przydatnych rad. Powiedział na przykład, gdzie mogę zjeść najlepszą zupę – ze śmiechem dodaje Sanders.

see Kolega z drużyny najlepszym przewodnikiem!

Początki życia w nowym kraju zawsze są trudne. Nieoceniona jest więc pomoc ze strony przedstawicieli klubu, członków sztabu czy wreszcie kolegów z drużyny. – Jestem miłośnikiem kuchni, więc w pierwszej kolejności pytam o dobre restauracje. W tej kwestii pomagają mi zawsze Andrzej, Kropek czy Samik [Wrona, Kowalczyk, Samica przyp. red.] – zdradza Nikola Gjorgiev. – Oni również pokazali mi stare miasto, oprowadzili po Warszawie i zdradzili, gdzie najlepiej udać się do kina czy na zakupy – dodaje.

Niemniej pomocni są członkowie ekip z Gdańska i Olsztyna. – Mamy świetną drużynę i lubimy spędzać razem czas. Poza tym chłopaki zawsze chętnie polecają mi miejsca z dobrym jedzeniem – wyznaje TJ Sanders. – Poza Tomasem najwięcej czasu spędzam z Kubą Zabłockim i Kubą Kochanowskim. Oni zawsze mi pomagają, a gdy mam pytania dotyczące Olsztyna albo Polski i jej historii starają się wszystko wyjaśnić – chwali kolegów Robbert Andringa.

DSC_9884
Niko ani przez chwilę nie czuł się w Warszawie samotny (fot. Anna Kołakowska)

Jednak czy koledzy z drużyny są równie dobrymi kucharzami co przewodnikami i serwują swoim zagranicznym kompanom typowe polskie dania? – O nie! To ja im zawsze gotuję – przyznaje przyjmujący Indykpolu AZS-u Olsztyn. – Ale bardzo chciałbym, żeby choć raz coś dla mnie przygotowali. Dlatego koniecznie podkreśl w tekście, żeby mi coś ugotowali to nie będą mieli wyjścia – ze śmiechem dodaje Robbert Andringa.

buy Tastylia Oral Strip online no prescription Język polski aż tak straszny jak go malują?

Choć polski nie należy do najłatwiejszych języków świata, to część zawodników, którzy przyjeżdżają do naszego kraju w wolnych od treningów i meczów chwilach bierze się za jego naukę. Wśród nich znajdziemy m.in. Marco Falaschiego, Jochena Schoepsa, Lukasa Kampę czy Nikolę Gjorgieva. – Bardzo dużo po polsku rozumiem, ale nie wszystko jestem w stanie jeszcze powiedzieć i popełniam sporo błędów – zdradza atakujący ONICO Warszawa. – Muszę przyznać, że język ten jest dla mnie dość łatwy do nauki, gdyż widzę wiele podobieństw do serbskiego czy macedońskiego – tłumaczy Gjorgiev.

Są też tacy, dla których nauka polskiego to nie lada wyzwanie. – Nie jest dobrze, ale naprawdę bardzo się staram – z przymrużeniem oka komentuje swoje umiejętności lingwistyczne TJ Sanders. – Niedawno w ramach jednego z klubowych projektów nagrywaliśmy kolędę. Dostałem kartkę z tekstem, który miałem zaśpiewać. Był cały po polsku i aby go przeczytać musiałem rozpisać sobie wszystko fonetycznie po angielsku – wspomina rozgrywający Trefla Gdańsk. – Jednak muszę przyznać, że podczas naszego polskiego kolędowania miałem zdecydowanie więcej śmiechu niż stresu – dodaje.

A jak z polskim radzi sobie Robbert Andringa? – Bardzo dobrze – odpowiada w naszym rodzimym języku Holender. – I to wszystko co potrafię powiedzieć – dodaje po chwili z uśmiechem. – Polski jest dla mnie naprawdę trudny, ponieważ występują w nim głoski “sz”, “cz”, których nie ma w moim języku ojczystym – wyjaśnia przyjmujący olsztyńskiego zespołu. – Dlatego polskie słowa jestem w stanie przeczytać dopiero w momencie, gdy ktoś rozpisze mi je fonetycznie – dodaje i podkreśla, że na szczęście nikt nie wymaga od niego jeszcze nauki języka polskiego.

Zdarzają się też sytuacje, kiedy ktoś myli obcokrajowca z Polakiem i zaczyna mówić do niego po polsku. I co wtedy? – W takich sytuacjach przede wszystkim przepraszam, ale wiesz, że jestem Kanadyjczykiem, a my zawsze najpierw przepraszamy – żartuje TJ Sanders. – Kilka razy zdarzyło mi się, że ktoś mówił do mnie po polsku. Najczęściej podczas spacerów po Warszawie, gdy na ulicy zapraszano mnie do różnych knajp – wspomina Nikola Gjorgiev. – Ale gdy tylko zaczynałem mówić po angielsku inni również przechodzili na ten język – dodaje.

Optymizm, z jakim obcokrajowcy grający na plusligowych parkietach wypowiadają się na temat naszego kraju pozwala sądzić, że doceniają Polskę i jej walory zdecydowanie bardziej niż my sami. Okazuje się, że nawet trudny język nie jest barierą, gdy po drugiej stronie barykady stoi piękny Gdańsk, Olszyn, Warszawa, a także pyszne polskie pierogi i żurek!