Porażki wszystkim nam wychodzą na dobre

Psycholog sportu to osoba, którą rzadko widać, ale jej obecność w sztabie szkoleniowym może być kluczowa. – Prowadzę zarówno jednorazowe konsultacje z trenerami, jak i regularne sesje coachingowe oraz trening mentalny. Pracuję z zawodnikami i zawodniczkami z PlusLigi i Ligi Siatkówki Kobiet oraz reprezentantami Polski w siatkówce plażowej – przedstawia się Radosław Wyrzykowski.

Radosław Wyrzykowski był członkiem sztabu szkoleniowego PGE Skry Bełchatów (fot. archiwum prywatne)
Radosław Wyrzykowski był członkiem sztabu szkoleniowego PGE Skry Bełchatów (fot. Kamil Siekierka)

Daria Zmarzlik: Na początku proszę powiedzieć, czym się różni psychologia sportu od klasycznej psychologii?

Radosław Wyrzykowski (psycholog sportu): – Dla mnie cała dziedzina psychologii, czyli praca z ludzkim umysłem, jest ukierunkowana na człowieka. Zmieniają się oczywiście metody i podejście w poszczególnych jej dziedzinach. Moim zdaniem różnice będzie stanowił człowiek i to, z czym przychodzi.

Pan skupia się tylko na siatkówce czy także na innych sportach?

– Moja zawodowa przygoda współpracy ze sportem zaczęła się ponad 10 lat temu. Napisałem wtedy pracę magisterską na wrocławskim AWF-ie na temat komunikacji niewerbalnej w siatkówce. Miałem to szczęście, że po odbyciu stażu w Katedrze Komunikacji i Zarządzania w Sporcie oraz ukończeniu studiów dostałem propozycję pozostania na uczelni jako wykładowca. Przez kolejne 6 lat prowadziłem takie przedmioty jak „Negocjacje i rozwiązywanie konfliktów w sporcie” czy „Wprowadzenie do coachingu sportowego”. Pracowałem ze sportowcami różnych dyscyplin – od lekkoatletów przez pływaków aż po graczy sportów zespołowych.

Po zakończeniu współpracy z AWF-em zdecydowałem się zawęzić specjalizację do siatkówki, która zawsze była moją pasją. Wykorzystałem krótką przerwę w życiu zawodowym, w którym na co dzień pracuję jako konsultant i trener biznesu, aby zbliżyć się do profesjonalnego świata siatkarskiego. Przez pół roku, dzień w dzień kontaktowałem się z prezesami, trenerami, menedżerami, zawodnikami czy dziennikarzami, aby uzyskać informację czy istnieje potencjał na tego typu pracę w siatkówce. Najjaśniejszym efektem tych działań okazała się współpraca z PGE Skrą Bełchatów. A dodatkowo zdobyłem mnóstwo wiedzy, informacji z pierwszej ręki, przemyśleń i doświadczeń, które mam nadzieję znajdą w przyszłości odzwierciedlenie w książce.

Właśnie, PGE Skra Bełchatów. Jak doszło do tego, że zaczął pan tam pracować? Czy był to pomysł ówczesnego trenera Falaski czy prezesa Konrada Piechockiego?

– Pierwszy ruch wykonałem ja, sprawdzając czy moja praca jest tam potrzebna. Prezes poprosił mnie o materiały, umówiliśmy się na rozmowę. Chociaż brzmi to łatwo to tak nie było, gdyż pierwszy telefon wykonałem w kwietniu, a spotkanie odbyło się dopiero w lipcu! Warto było czekać. Efekt okazał się dla mnie jak najbardziej pozytywny. Prezes opowiedział o ich wcześniejszych doświadczeniach w tym zakresie i zaproponował spotkanie z trenerem. Powiedział, że jeśli uda mi się namówić Miguela Falaskę na współpracę to mam jego zgodę.

Jak wyglądała pana praca w klubie? Był pan cały czas z drużyną czy pojawiał się co jakiś czas?

– Na początku współpracowałem głównie ze sztabem trenerskim i umówiliśmy się, że pojawię się na wszystkich meczach, na których będę w stanie być. W praktyce wyglądało to tak, że co najmniej jeden lub dwa dni w tygodniu spędzałem w Bełchatowie. W efekcie średnio bywałem z drużyną od pięciu do dziesięciu dni w miesiącu, od porannego treningu do późnych godzin wieczornych, gdy kończyliśmy często żywiołową dyskusję na temat meczu.

Każdy człowiek powinien w swoim życiu mieć kogoś, kto będzie w stanie pomóc mu poszerzyć perspektywę (fot. Daria Zmarzlik)
Każdy człowiek powinien w swoim życiu mieć kogoś, kto będzie w stanie pomóc mu poszerzyć perspektywę (fot. Daria Zmarzlik)

Zawodnicy byli przygotowani na pracę z trenerem przygotowania mentalnego czy musiał ich pan do tego przekonywać?

Każdy z nich miał mniejsze lub większe doświadczenia oraz szereg wyobrażeń na temat takiej współpracy. Jedni uważali moją pracę za psychologię, inni za coaching, a jeszcze inni za trening mentalny. Jakby tego nie nazwać, u każdego skojarzenia te wywoływały odmienne emocje.

Prowadził pan z zawodnikami wyłącznie sesje grupowe czy mogli również przychodzić do pana indywidualnie?

– Ze sztabem szkoleniowym, z trenerem Falaską na czele ustaliliśmy, że będę obserwował treningi i mecze oraz dzielił się swoimi spostrzeżeniami. Współpracę rozpoczęliśmy pod koniec sierpnia. Czas przygotowania do sezonu idealnie się do tego nadawał. Zostałem przedstawiony całej drużynie, która otrzymała informację, że jestem nowym członkiem sztabu szkoleniowego i współpracuję głównie z nim, ale jeśli ktoś chciałby przyjść indywidualnie i porozmawiać to jestem do dyspozycji. Natomiast absolutnie nie ma takiego przymusu.

W okresie przygotowawczym odbywało się wiele spotkań towarzyskich i wtedy, kiedy byliśmy razem po kilka dni na wyjazdach, planowaliśmy sesje grupowe ze sztabem i zawodnikami. Wyznaczyliśmy cele drużyny i mieliśmy czas, aby porozmawiać o emocjach i przemyśleniach każdego z nas przed rozpoczęciem nowego sezonu. Wtedy też odbywały się indywidualne spotkania trenera z poszczególnymi zawodnikami. Ja dawałem Miguelowi narzędzia, a jeśli była taka potrzeba i chęć ze strony zawodnika, brałem udział w spotkaniach jako obserwator.

Podczas meczów wyjazdowych w sezonie również wykorzystywaliśmy fakt, że cała drużyn śpi w jednym hotelu. Prowadziłem wtedy warsztaty dotyczące ról grupowych, komunikacji, radzenia sobie z presją czy indywidualnej skuteczności w działaniu.

Współpraca ze Skrą Bełchatów się zakończyła, pojawiły się oferty z innych klubów?

– Tak, czynnie współpracowałem z klubem do turnieju finałowego Pucharu Polski w 2016, później konsultowałem się jedynie ze sztabem szkoleniowym. Moja praca w Bełchatowie nie była na świeczniku. Umówiliśmy się z Zarządem, że nie będziemy się tym chwalić. Do tej pory nie wiem czy inne kluby zdawały sobie sprawę, że taka osoba w sztabie Skry w ogóle istnieje. Dlatego nie było żadnych propozycji, bo nie wiem czy była świadomość tego, że klub z Bełchatowa współpracuje z trenerem przygotowania mentalnego. Doceniam jednak szansę, którą dostałem od Zarządu oraz zaufanie, jakim obdarzył mnie sztab szkoleniowy. Dziękuję klubowi za współpracę oraz wszystkim pracownikom i zawodnikom za mnóstwo ciekawych spotkań i rozmów.

Niemniej pracował pan również z siatkarkami. Jakie są różnice w pracy z kobietami i mężczyznami?

– Wartościowanie wydaje mi się trudne. Tutaj chodzi o specyfikę, bo pracuje się inaczej, na inne rzeczy trzeba zwracać uwagę, wykazać się inną wrażliwością, innym poziomem empatii. Czy jest to łatwiejsze czy trudniejsze? To jest trochę jak z ustawianiem obiektywu w aparacie. Dostosowujemy go do sytuacji, którą mamy przed oczami. Czy dla aparatu jest to problem? Pewnie zależy to od operatora (uśmiech).

A obecnie z kim pan współpracuje?

– Prowadzę zarówno jednorazowe konsultacje z trenerami, jak i regularne sesje coachingowe oraz trening mentalny. Pracuję z zawodnikami i zawodniczkami z PlusLigi i Ligi Siatkówki Kobiet oraz reprezentantami Polski w siatkówce plażowej.

Czy wie pan, ile drużyn teraz korzysta z pomocy psychologa?

– Nie ma oficjalnych danych i długo takowych raczej nie będzie. W toku moich dziennikarskich poszukiwań kilka lat temu dostawałem takie informacje. Wiedziałem, że nikt nie był na ,,etacie”, natomiast dowiedziałem się, że jeden czy dwóch trenerów ma znajomego psychologa sportu, u którego od czasu do czasu zasięga rady.

Rozumiem, porozmawiajmy chwilę o specyfice pana pracy. Proszę powiedzieć, psycholog sportowy jest bardziej potrzebny przy porażkach czy przy dobrej passie?

– Decyzja czy psycholog jest w danym momencie potrzebny zależy od tego, czy jest na to gotowość u danej osoby bądź w zespole. Wtedy, nie chcąc oczywiście nikogo urazić, jeśli ktoś dojrzeje do decyzji, że taka współpraca może mu pomoc, to nie ma znaczenia, w jakim momencie swego życia i kariery się znajduje. Passa zwycięstw może uśpić czujność i zahamować rozwój. Porażki z kolei mogą być świetną informacją czego robić mniej, inaczej lub nie robić wcale. Tomasz Edison swego czasu wynalazł dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć pomysłów, jak nie zrobić żarówki. Czy ta wiedza mu się przydała, gdy podejmował tysięczną próbę? Wydaje się, że wszystkim nam jego porażki wyszły na dobre (uśmiech).

Za każdym razem, gdy zaczynałem prezentacje na konferencjach widziałem, jak zmieniają się wyrazy twarzy trenerów (fot. Daria Zmarzlik)
Za każdym razem, gdy zaczynałem prezentacje na konferencjach widziałem, jak zmieniają się wyrazy twarzy trenerów (fot. Daria Zmarzlik)

Czy jednym z elementów pracy psychologa jest pokazanie zawodnikom, że trzeba oddzielić życie zawodowe od prywatnego? Modny ostatnio work-life balance jest potrzebny także w sporcie?

– Nie, ponieważ nie da się tego zrobić. Mamy tylko jedno życie, więc oczywistym jest, że to, co się dzieje w domu będzie miało odzwierciedlenie w pracy i na odwrót. Byłoby to wręcz niezdrowe, gdybyśmy kazali komuś na siłę odcinać jedno od drugiego, głównie dlatego, że te problemy nie znikają i tłamszone mogą wybuchnąć w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego zdecydowanie warto posiąść umiejętność porządkowania wszystkich swoich myśli i emocji. Zaoszczędzi nam to nieodpowiednich reakcji naszego ciała, gdy będziemy go najbardziej potrzebować.

W jednym z artykułów dla Akademii Siatkówki pisał pan o rolach w zespole. Wymienił pan m.in. myśliciela, poszukiwacza źródeł, koordynatora, krytyka, duszę zespołu. Czy każda z nich musi być obsadzona, aby drużyna dobrze działała?

– Na szczęście nie, ponieważ życie czy sport to nie matematyka. Nie istnieją również idealne metody czy diagnozy ról w zespołach sportowych czy biznesowych. Natomiast na pewno warto poznawać je czy testować. Pozwala nam to spojrzeć szerzej na grupę ludzi, przyjąć nową perspektywę. W tym kontekście diagnoza ról Belbina lub test talentów Instytutu Gallupa mają duży sens.

Dużo mówi się o tym, że siatkarzom czy siatkarkom psycholog może bardzo pomóc. Zastanawiam się, czy równie istotne nie jest, by z jego usług korzystali także trenerzy?

– Osobiście uważam, że każdy człowiek powinien w swoim życiu mieć kogoś, kto będzie w stanie pomóc mu poszerzyć perspektywę lub spojrzeć świeżym okiem na pewne sprawy. Może to być osoba z najbliższego otoczenia – przyjaciel, partner, rodzic – która ma naturalny talent do uważnego słuchania i zadawania pytań. Może to oczywiście też być trener przygotowania mentalnego czy psycholog zawodowo wspierający sportowców na co dzień. Ktokolwiek by to nie był, najważniejsze jest zbudowanie relacji opartej na otwartości w dzieleniu się emocjami i zaufaniu. Tylko, gdy istnieje „chemia”, zmiana jest możliwa.

Niewielu o tym wie, ale psychologia jest również obecna na Konferencjach Licencyjnych PZPS. Proszę opowiedzieć o swoim udziale w tym projekcie.

– Źródło wszystkich moich doświadczeń w siatkówce jest podobne – to półroczne wyzwanie, jakie sam sobie rzuciłem, czyli wejście w świat siatkówki od zera, o którym już opowiadałem. Skontaktowałem się wówczas między innymi z trenerem Alojzym Świderkiem, który opiekuje się programem Konferencji Licencyjnych PZPS. Podczas rozmowy doszliśmy do wniosku, że mógłbym podzielić się moim doświadczeniem. Trener wtedy wyjaśnił mi, jak działa cały system. Okazało się, że osobne zjazdy trenerów organizowane są dla Plus Ligi, ówczesnej Orlen Ligi oraz niższych lig.

Po raz pierwszy w Konferencji Licencyjnej uczestniczyłem w 2015 roku. Dwukrotnie udałem się do Szczyrku, gdzie obecni byli kolejno trenerzy Orlen Ligi, I Ligi Kobiet i Młodej Ligi Kobiet. Następnie pojechałem do Torunia, gdzie spotkali się trenerzy II Ligi Kobiet i Mężczyzn. Rok później brałem również udział w konferencji dla Plus Ligi oraz Młodej Ligi Mężczyzn. Dodatkową wartością spotkań była możliwość obejrzenia treningów obu reprezentacji oraz rozmów z trenerami i zawodnikami.

Czy wszyscy tam obecni są chętni na współpracę z psychologiem?

– Jest różnie, jak z każdą nową rzeczą. Jednak za każdym razem, gdy zaczynałem prezentacje na konferencjach widziałem, jak zmieniają się wyrazy twarzy trenerów. Oczywiście nie wszystkich, ale zdecydowanej większości. Bardzo mnie cieszyło, gdy po skończonej prezentacji uczestnicy podchodzili, dziękowali, zadawali pytania, chcieli wiedzieć więcej, prosili o kontakt i przesłanie slajdów.

Co jeszcze przekazuje się na tych konferencjach?

Miałem okazję być tylko na swoich wystąpieniach, więc moja wiedza nie jest kompletna. Jest sporo filmów na YouTube, które pokazują część praktyczną prowadzoną przez trenerów reprezentacji. Jeśli chodzi o część teoretyczną, to mamy tam informacje organizacyjne, co się zmienia z roku na rok w kwestii licencji trenerskich, jakie przepisy wchodzą w życie. Występują inni trenerzy, statystycy czy trenerzy przygotowania motorycznego zespołów Plus Ligi i Ligi Siatkówki Kobiet i dzielą się swoimi doświadczeniami. Ostatnio zaproszony został dietetyk, co było sporą nowością. Podobnie jak moje wystąpienie.

Trenerzy przyjeżdżają, aby odnowić licencje, spotkać się ze sobą, zobaczyć trening reprezentacji oraz porozmawiać z trenerem kadry i w swoim gronie. To dla nich najważniejszy moment konferencji.

Opowiedział pan o wielu aspektach poruszanych podczas tych konferencji. Pojawia się więc pytanie, jakie dziedziny powinien opanować trener, aby dobrze sterować drużyną? Jakie są najważniejsze i czy jedna osoba da radę ogarnąć wszystko naraz?

– Oczywiście, że tak. Gdyby tak nie było to sport, w tym siatkówka, dziś by nie istniał (uśmiech). Kiedyś przecież trener pracował z całą drużyną sam. A mówiąc bardziej serio, czy w obecnych czasach trener profesjonalnego zespołu sportowego jest w stanie osiągnąć sukces bez szerokiego sztabu? Byłoby to arcytrudne zadanie. Na szczęście wiele się zmieniło na przestrzeni czasu.

Jeżeli chodzi o dziedziny, jakie powinien opanować trener, to wystarczy wymienić skład sztabu profesjonalnego zespołu sportowego, aby wszystko stało się jasne: trener odpowiada za przygotowanie taktyczne, podejmuje kluczowe decyzje i jest odpowiedzialny za wynik, asystent trenera najczęściej odpowiada za przygotowanie techniczne, trener przygotowania motorycznego za tężyznę fizyczną, fizjoterapeuta za regenerację, statystyk jest bankiem informacji o zawodnikach własnych i przeciwnika, kierownik drużyny to logistyk. Pozostają dwie ważne role, które coraz częściej robią tę minimalną różnicę pomiędzy dwoma bardzo dobrze przygotowanymi zespołami, niezbędną do odniesienia zwycięstwa. To dietetyk i trener przygotowania mentalnego. Zespół, który jako pierwszy zdecyduje się na stałe zaufać i włączyć do sztabu tych specjalistów, osiągnie przewagę nad pozostałymi.

Dużo rozmawialiśmy o siatkówce klubowej. Na koniec proszę powiedzieć, w pracy z drużynami narodowymi psycholog jest już niezbędny?

– Nie ma na to reguły. Jednej kadrze będzie to potrzebne drugiej nie. Chciałbym przytoczyć cytat Sir Alexa Fergusona (byłego menedżera Manchesteru United – przyp. red.): ,,Jeżeli zbierzesz jedenastu facetów, którzy będą się wystarczająco dobrze odżywiać, odpowiednio wysypiać, przychodzić punktualnie na trening i robić swoją robotę, to jesteś już w połowie drogi do zdobycia mistrzostwa”.

Proszę więc zauważyć, jak małe są różnice w dzisiejszym sporcie. Jak niewiele dzieli tych, którzy zajmują pierwsze i dwunaste miejsce. Oczywiście dochodzą tu jeszcze sprawy budżetu i tego, jakim potencjałem sportowym dysponują kluby. Moim zdaniem, jeśli chodzi o potencjał drzemiący w każdej drużynie, to decydują małe rzeczy.

Na tak postawione pytanie odpowiem więc, że jeżeli zawodnicy, sztab oraz cały klub mają wypracowane odpowiednie nawyki skutecznego działania, to mniejsze znaczenie ma to czy trener przygotowania mentalnego lub psycholog jest dostępny cały czas. Warto zauważyć, że zbyt długa lub mocno ingerująca obecność psychologa może wręcz prowadzić do uzależnienia od tej relacji. Skutek może być taki, że zawodnik czy trener przestanie brać odpowiedzialność. Jest przecież ktoś, do kogo zawsze może się udać po pomoc i poradę, jak tylko pojawi się problem. Uzbrojeni w zdrowe nawyki, narzędzia i chętni do spocenia mózgu na mentalnej siłowni, samodzielnie poradzą sobie w niemal każdych okolicznościach.

Kończąc, pytanie, które muszę zadać… Pija Pan kawę, a jeśli tak to jaką?

– (śmiech) Nie pijam kawy na co dzień, jednak bardzo lubię jej zapach i aromat. Preferuję herbaty, a ostatnio szczególnie Roiboos.