Wielka potęga sięgnęła dna. Częstochowa żegna PlusLigę

AZS Częstochowa przegrał baraże o miejsce w PlusLidze w sezonie 2017/2018 z Aluron Virtu Wartą Zawiercie. Klub, który przez wiele lat był wielką siatkarską potęgą żegna się więc z najwyższą klasą rozgrywkową.

Michał Bąkiewicz po tym sezonie nie może mieć powodów do zadowolenia (fot. Anna Kołakowska)
Michał Bąkiewicz po tym sezonie nie może mieć powodów do zadowolenia (fot. Anna Kołakowska)

Moim zdaniem – zasłużenie. Akademicki klub z Częstochowy od kilku lat dołował, a to, co działo się w ostatnich sezonach pod Jasną Górą było już prawdziwą parodią, a nie organizacją klubu występującego w najwyższej klasie rozgrywkowej. Zarówno pod względem zarządzania, jak i prezentowanego poziomu sportowego częstochowianie znacznie odbiegali od plusligowej normy. I, mówiąc wprost, wreszcie przyszła kryska na matyska.

Umówmy się, gdyby nie zamknięta PlusLiga, AZS już dawno zanotowałby spadek, gdyż po prostu nie był w stanie zbudować drużyny, która prezentowałaby siatkówkę gwarantującą pewne utrzymanie. Obawiam się, że gdyby skrupulatnie przyjrzeć się finansom częstochowskiego klubu, ten nie powinien też być dopuszczony do rozgrywek za sprawą niedopełniania warunków licencyjnych. O zaległościach wobec poszczególnych zawodników było w ostatnich latach głośno nie raz i nie dwa…

Kwintesencją tego, o czym piszę jest ostatni set niedzielnego starcia akademików z ekipą z Zawiercia. Zostawiając już zupełnie z boku kwestie sportowe, siatkarze po prostu snuli się po boisku. Nie była to walka do ostatniej kropli krwi za klub, z którym w jakimkolwiek stopniu by się identyfikowali. Marazm, zniechęcenie, brak woli walki – to identyfikowało częstochowski team na boisku i tak również wyglądała organizacja klubu w ostatnich sezonach.

Patrzę na dwa miejsca, z których znika siatkówka, choć mają za sobą wielkie wyniki – Częstochowę i Sopot. Jaką widzę różnicę? Nad morzem działacze robili co w ich mocy, by utrzymać drużynę w OrlenLidze. Siatkarki, choć młode i skazywane były na porażkę, walczyły o każdą piłkę, pokazywały siłę charakteru i sprawiły kilka niespodzianek. Pod Jasną Górą obraz był zgoła odmienny. A szkoda, bo każdy ma prawo mieć problemy. Najlepszych wyróżnia jednak styl, w jakim sobie z nimi radzą, a tego w działaniach AZS-u zabrakło.

Na koniec wysyłam całą swoją pozytywną energię w kierunku ekipy z Zawiercia. Liczę, że prezesom uda się zbudować drużynę środka tabeli, a do takiej droga wydaje się dość daleka. Zadanie jest tym trudniejsze, że w przyszłym sezonie z PlusLigą pożegnają się dwa teamy. Oby nie było w tym gronie beniaminka.